Ks. Andrzej Bardecki (1916–2001)

 

 

 

 

 

Ks. Andrzej Bardecki, nasz redakcyjny kolega, przez pół wieku współtworzył nasze pismo. Bez Jego duchowego wkładu nie byłoby ono tym, czym jest. Był przez wiele lat asystentem kościelnym „Tygodnika”, sprawy Kościoła stanowiły Jego pasję, a widział je zawsze poprzez człowieka. Wielką dobroć łączył z wielką odwagą.
Utraciliśmy bliskiego i wypróbowanego Przyjaciela; ogromną stratę poniósł także Kościół polski, choć może nie wszyscy są tego dość świadomi.


 

 

 

Odszedł od nas ksiądz Andrzej Bardecki. Żona moja i ja straciliśmy wiernego przyjaciela. Był dla nas zawsze czułym duchowym oparciem.
„Tygodnik Powszechny” stracił Redaktora, który w czasach dla „Tygodnika” najtrudniejszych należał do najitymniejszej grupy osób pismem tym sterujących. Bez Jego wkładu duchowego nie byłoby ono tym, czym było i jest, a także „Tygodnik Powszechny” nie odegrałby w Polsce swojej wielkiej historycznej roli.


Stanisław Stomma

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Widok tego wyprostowanego jak strzała, dźwigającego ósmy krzyżyk kapłana na każdego chyba działać musi kojąco. Nieraz wydaje mi się, że gdyby przyszła zawierucha, apokalipsa, gdyby sprzysięgły się żywioły, wyprowadziłby nas na bezpieczne miejsce nie kto inny, a Andrzej Bardecki. Może to bluźnierstwo, ale gdy patrzę na niego (...), jak z dziwnym uśmiechem przegląda gazety, odnoszę wrażenie, że jego nie tylko Pan Bóg lubi. Do niego musi mieć słabość całe niebiańskie podziemie, muszą go lubić jakieś dawno zdegradowane pogańskie bóstwa i dobre duszki. On musi mieć z tym światem rozległe, dobre i poufne kontakty, gdyby tak było trzeba, drapieżne zwierzęta do stóp by mu się łasiły...


Jerzy Pilch, „Widok z mojego boksu”

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 



do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl