JAK SIEBIE WIDZĄ POLSCY KSIĘŻA?

„Od zagubienia do wspólnoty”

KS. JULIAN WARZECHA SAC

 

 

Wydaje mi się, że księża czują się w nowej rzeczywistości trochę zagubieni; że dręczy nas poczucie obcości. Nad tym zjawiskiem chciałbym się zatrzymać i zastanowić nad jego przezwyciężeniem.

Dość często podróżuję pociągiem lub komunikacją miejską. Jestem zwykle w koloratce i czytam coś lub się modlę. Nigdy dotąd nie spotkała mnie z tego powodu przykrość. Przeciwnie – wydaje mi się, że ludzie patrzą z sympatią i zainteresowaniem. Zdarzają się przy takich podróżach rozmowy o charakterze duszpasterskim. Zastanawiam się więc, czy nie zbyt łatwo zdejmujemy strój duchowny? Siostry zakonne są pod tym względem odważniejsze i bardziej konsekwentne...

KSIĄDZ I TELEWIZOR

Poczucie obcości czy wręcz zagrożenia może brać się stąd, że czasem ulegamy spiskowej teorii dziejów. Wszystko, co nowe i nieznane, łatwo staje się podejrzane lub wrogie. Takie rozumienie dziejów oznacza brak zaufania do Opatrzności Bożej, pozbawia nas odwagi i misyjnego entuzjazmu. Ograniczamy się wtedy do przekonywania przekonanych czy ewentualnie do odpierania zarzutów. Tymczasem Kościół z natury jest misyjny. My, księża, nie możemy zwolnić się z troski o tych, którzy nie przychodzą do kościoła. Nie możemy też z naszej modlitwy wyłączyć niewierzących lub tych, którzy należą do obcych nam ideowo partii.

Wydaje mi się, że nasz ewangeliczny uniwersalizm i rozmach osłabiamy przez zbytnie zaaferowanie polityką. Nasze cele są inne niż cele poszczególnych polityków. Musimy wpływać na większe liczenie się z moralnością w polityce, ale nie możemy pozwolić, by nas zagarnęła jakaś partia. Nasi wierni wyznają różne opcje polityczne, a poza tym narzędziem polityki jest walka, czasem nawet brutalna. Takiego narzędzia nie możemy stosować w posłudze kapłańskiej, gdzie potrzebna jest perswazja, dialog, świadectwo, autentyczna miłość czy nawet ofiara.

Podejrzliwość w stosunku do otaczającej nas rzeczywistości dotyczy także mass-mediów. A przecież pracuje w nich mnóstwo ludzi, którzy są wezwani do królestwa Bożego. Ludzie ci często stawiają pytania, które mogą ułatwić nam oczyszczenie w dążeniu do świętości, a im otworzyć drogę do wiary. Telewizję, radio czy prasę można również wykorzystać w ewangelizacji, choćby przez różne “kąciki” religijne. Wolelibyśmy, by media były przyjazne Kościołowi lub przynajmniej kierowały się wartościami chrześcijańskimi. Ale czy wtedy nie zawęziłby się ich odbiór? Czy, paradoksalnie, nie pomniejszyłyby się możliwości naszego misyjnego ich potraktowania?

Piszę o tym z własnego doświadczenia. Od dawna zdarza mi się występować w różnych stacjach radiowych i telewizyjnych, od trzech zaś prawie lat prowadzę w “Polsacie” regularny cykl biblijny. Słyszę czasem zarzuty, że poprzez swój udział popieram inne treści propagowane w tej stacji, która podobno przoduje w eksponowaniu przemocy i erotyzmu. Trudno mi się z tym zgodzić. Ludzie przecież mogą wybrać to, co wartościowe, a nie to, co najgorsze. Zastanawiam się też, czy niekatolickie media stałyby się lepsze, gdyby chrześcijanie, szczególnie księża, przestali się w nich pojawiać?

KSIĄDZ I WSPÓLNOTA

Jedną z cech współczesności jest indywidualizm. Dotyka on również nas, duchownych. Nie jest się wolnym od tego zagrożenia nawet wtedy, gdy się żyje we wspólnocie. Można się bowiem od niej na różne sposoby odizolować.

Żyję w dużej wspólnocie, prawie 40 księży i braci oraz ok. 120 kleryków. Coraz bardziej uświadamiam sobie, ile im zawdzięczam. Przy różnych okazjach, np. przy posiłkach, dzielimy się doświadczeniami i lekturami, wiele znaczy także wspólna modlitwa i Msza św. Księża diecezjalni są w znacznie trudniejszej sytuacji, zwłaszcza jeśli pracują pojedynczo. Wielu z nich nie stać np. na stałe prowadzenie kuchni. W rozmowach z takimi kapłanami pytałem nieraz, czy nie powinni sobie zorganizować kuchni u dziekana. W ten sposób zapewniliby sobie raz dziennie gotowaną strawę, a co ważniejsze – minimum braterskiej wspólnoty. Łatwiej zachować dobry poziom duchowy i radość z powołania tym kapłanom, którzy należą do ruchów religijnych (np. Unia Apostolska Kleru, Focolarini).

W niektórych domach zakonnych chętnie bywają kapłani diecezjalni. Odprawiają tam indywidualne lub grupowe rekolekcje, bywają z racji uroczystości czy po prostu dla wytchnienia. Uważam, że my, zakonnicy, powinniśmy szeroko otworzyć domy dla księży diecezjalnych. Nam jest pod wieloma względami łatwiej – przede wszystkim w praktykowaniu regularnego życia duchowego. Nie słyszało się też dotąd o napadach rabunkowych na wspólnoty zakonne.

Od dawna pełnię posługę duszpasterską wśród sióstr. Przeżywają one teraz niełatwy okres. W niektórych zgromadzeniach gwałtownie zmniejszyła się liczba powołań. Słyszę czasem wypowiedzi sióstr żalących się, że bardzo trudno im znaleźć księży, którzy podjęliby się na stałe spowiadać ich zakonne wspólnoty. Księża mogą się tłumaczyć, że nie znają duchowości zakonnej. Myślę jednak, że przez taką odmowę dużo tracą. Niektóre zgromadzenia mają jako jedno z zadań modlitwę za kapłanów czy nawet ekspiację za ich niewierności. Siostry modlą się wytrwale także za swoich kierowników duchowych.

Jest możliwe, że spowiadając siostrę zakonną stwierdzę, iż duchowo stoi ona dużo wyżej ode mnie. Sądzę, że nie jest to wystarczający powód do wycofywania się. Taka bowiem sytuacja może być okazją do intensywnego rozwoju duchowego spowiednika. Czyż nie zdarza się, że nasi świeccy penitenci zawstydzają nas swoją głębią duchową? A przecież w takich momentach nie odsyłamy ich do kogoś innego.

KSIĄDZ I ZAKORZENIENIE

Należę do księży, którzy w okresie studiów zostali przez komunistyczne władze wcieleni na dwa lata do wojska. Gdy szliśmy na przepustki, zapraszaliśmy kolegów z innych seminariów do naszego domu w Gdańsku. Wspólnie przeżyta próba wytworzyła między nami więzi, które przetrwały upływ czasu.

Duże wsparcie duchowe otrzymuję od mojej rodzinnej parafii (Spytkowice k. Zatora, archidiecezja krakowska). Cieszy mnie ogromnie, że jej mieszkańcy, zwłaszcza młodzi, chętnie się u mnie spowiadają. Niejako dla spłacenia długu zacząłem z nimi opracowywać quasi monografię tej społeczności. Zatytułowaliśmy ją “Księga Jubileuszowa 2000, 800 lat Spytkowic”. Ta akcja daje mi poczucie zakorzenienia. Księża diecezjalni poruszają się głównie po swojej rodzimej diecezji. My często jesteśmy bardziej oddaleni. Myślę jednak, że i dla księży diecezjalnych więź z rodzinną ziemią nie jest bez znaczenia i że można ją na różne sposoby pogłębiać i wyrażać.

Dużo miejsca w moim życiu kapłańskim zajmuje działalność na UKSW. Tworzy się tam swoista wspólnota ludzi szukających prawdy. Powstają więzi między nauczającymi, a także między nauczającymi a studentami. Wszyscy jesteśmy uczniami Chrystusa – ten fakt zbliża nas do siebie. Podczas wykładów i spotkań ze studentami trudno zapomnieć, że jestem kapłanem. Zajęcia z Pisma Świętego byłyby jakieś oschłe, gdyby ich nie dopełnić refleksjami egzystencjalnymi i pastoralnymi. W ten sposób moje wykłady mają coś z katechezy (oczywiście łatwiej je prowadzić niż katechezę w szkole podstawowej i zawodowej!), dlatego mam poczucie, że spełniam się w nich jako kapłan.

Od roku przynależę do Wydziału Nauk Humanistycznych, który obejmuje na razie tylko filologię polską. Jest to dla mnie nowe doświadczenie, a zarazem wyzwanie do podnoszenia kultury humanistycznej i doskonalenia języka. Pracownicy Wydziału, w ogromnej większości świeccy, patrzą na mnie nie tylko jako na biblistę, ale też jako na kapłana. Podobnie młodzież, która stawia mi nie tylko naukowe pytania. Ucieszyłem się, gdy zostałem poproszony o odprawienie Mszy św. dla Wydziału na zakończenie roku akademickiego. Nie każdy ksiądz ma taką łaskę, ale każdy może – zwłaszcza, gdy jest w szkole! – nawiązać kontakt z miejscową elitą intelektualną.

Jako kolejną łaskę poczytuję sobie to, iż w ostatnich latach bywam często w środowiskach siostrzanych Kościołów (Chrześcijańska Akademia Teologiczna i pomoc w ekumenicznym przekładzie Pisma Świętego). Spotkanie z przedstawicielami innych wyznań, zwykle bardzo rozmiłowanymi w słowie Bożym, stanowi jeszcze jedno wzbogacenie i wyzwanie. Kapłani, którzy uczestniczą w dialogu ekumenicznym lub posługują na terenach, gdzie znajdują się wspólnoty siostrzanych Kościołów, przyznają mi z pewnością rację.



  Autor (ur. 1944) jest palotynem, profesorem w Wyższym Seminarium Duchownym w Ołtarzewie i w Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl