JAK SIEBIE WIDZĄ POLSCY KSIĘŻA?

Szczęśliwy kryzys tożsamości

Ks. Dariusz Tabor CR

 

 

Jacy jesteśmy? Zapracowani, przemęczeni i w nieustannym ruchu. Z konfesjonału do szkoły, ze szkoły do kaplicy cmentarnej, z cmentarza na spotkanie Ruchu „Światło-Życie”, ze spotkania na zebranie rady parafialnej... Wszędzie go oczekują i mają mu za złe, jeśli nie przyjdzie. Jest przecież dla nich. Tylko że przemęczony, wypalony wewnętrznie, zgorzkniały, nie będzie mógł im nic dać.

Zakres oczekiwań wobec księdza jest za duży. Wielu chrześcijan uważa, że tylko ksiądz może zaspokoić ich potrzeby, nie tylko religijne („Niech ksiądz nam założy gimnazjum katolickie...”). Jedynie ksiądz... A przecież kapłan „obsługujący stoły” nie będzie miał już czasu ani energii na modlitwę i posługę Słowa. Kościół to wspólnota wielości charyzmatów i posług przeznaczonych do budowania jedynego Ciała. Czy wszystkie je powierzymy i tak już zapracowanym prezbiterom?

ZARYGLOWANY WIECZERNIK

W wielu sytuacjach czujemy się zagrożeni – to powoduje zamykanie się we własnym gronie i, nieuświadomione może, myślenie w kategoriach oblężonej twierdzy. Boimy się liberalizmu i jesteśmy przekonani, że rozłoży on tkankę moralną społeczeństwa. Obawiamy się niektórych opcji politycznych, nie tylko lewicowych, sądząc, że czyhają one na instytucjonalne gwarancje dla religii. W obawie o czystość doktrynalną podchodzimy z rezerwą do ludzi myślących nieszablonowo i poddających rozumowej analizie fenomeny życia Kościoła. Boimy się szkoły: chłodu i obojętności nauczycieli oraz bezwzględności i impertynencji uczniów. Myślę, że źródeł tych lęków nie należy szukać na zewnątrz. To każdy z nas jest w jakimś stopniu wieczernikiem z zaryglowanymi od wewnątrz drzwiami.

Kluczem do rozwiązania tej sytuacji jest najpierw przeżycie doświadczenia Zesłania Ducha Świętego. On otwiera drzwi, i to od wewnątrz. Poza tym trzeba spokojnie rozeznać rzeczywisty stan zagrożeń. Dokładna analiza rzeczywistości pozwoli stwierdzić pozorność wielu strachów i odkryć nowe pola wyzwań i zaproszeń, a nasz osobisty „ośrodek sterowania” będzie się przesuwał z zewnątrz ku wewnętrznemu sanktuarium – miejscu spotkania z Duchem Świętym.

Lęki mogły być spowodowane również zmianą tradycyjnych ról księdza w społeczeństwie. Odchodzą w przeszłość: lokalny autorytet, władny dać jednoznaczne rozwiązanie wątpliwych kwestii, budowniczy kościołów, lider trzymający twardą ręką wspólnotę i sam decydujący w najmniejszych nawet sprawach. W sytuacji wielości propozycji, konieczności wyboru, nieuchronności wolności i odpowiedzialności, takie osobowości nie wystarczają. Ludzie wierzący szukają. Kogo znajdą?

Kim jestem? – pyta ksiądz. Kim jestem dla bezrobotnych, z trudem utrzymujących się na powierzchni życia? Kim dla rzutkich przedsiębiorców? Kim dla polityków zatroskanych o interes swej partii? Każdy z nas zadaje sobie to pytanie. Rzuca się w różne inicjatywy – ewangelizacyjne, charytatywne, szkolne, intelektualne. Podejmuje wyczerpującą posługę, niekiedy osamotniony, a nawet wykpiony. Daje siebie, spala siebie i niekiedy nie spostrzeże, że w tym wszystkim szukał swego. Wraca więc i próbuje od nowa.

CZAS DLA KSIĘDZA

Kryzys tożsamości jest jednak czymś szczęśliwym, ponieważ kryzys to próba, w której można wykuć nowy kształt naszego człowieczeństwa i kapłaństwa. Jak wyjść z niej bez szwanku? Nie miejsce tu na tanie recepty. W ich miejsce można odkryć czas, w którym współczesny polski ksiądz będzie mógł odetchnąć od swego zabiegania, zrelatywizować lęki i spokojnie szukać własnej tożsamości. Jest to czas troisty – czas modlitwy, czas kształcenia i czas dialogu. Przyjrzyjmy się kształtom tego czasu.

Czas modlitwy. Współczesny ksiądz usiłuje się modlić, jednocześnie skarży się na brak czasu na modlitwę. Tutaj pozwolę sobie wtrącić osobiste świadectwo: czas „stracony” na modlitwę przynosi „podwojenie” czasu aktywności. Modlitwa jest darem Najwyższego dla modlącego się, odbudowuje nasze człowieczeństwo, regeneruje osłabłe kapłaństwo. Jakiej modlitwie należałoby dać pierwszeństwo? Myślę, że Liturgii Godzin, która nie powinna być traktowana jako ciężki obowiązek, ale jako wielka szansa. Drugą taką szansą jest medytacja chrześcijańska. W obliczu powodzenia, jakim cieszą się wszelkiego rodzaju medytacje wschodnie, modlitwa myślna – praktykowana według którejś z klasycznych lub współczesnych metod – winna uczynić księdza człowiekiem zdolnym do stawienia czoła współczesnym zagrożeniom. Medytacja jest poza tym modlitwą ludzi zaangażowanych. Jak mówi ks. Piotr Semenenko, rozmyślanie jest rozumowym rozbiorem prawdy, przynoszącym uczuciowe zaangażowanie prowadzące do podjęcia decyzji. Tak bardzo nam potrzeba dziś trafnych i mądrych decyzji.

Czas kształcenia. Współczesnemu księdzu potrzeba ustawicznej formacji intelektualnej. Wykształcenie filozoficzne i teologiczne wyniesione z seminarium przestaje wystarczać w obliczu obecnych potrzeb wspólnoty kościelnej i narodowej. Kształcenie podyplomowe, licencjackie, doktoranckie, a nawet zgłębianie od początku nowej dziedziny, przestaje być przywilejem, a staje się koniecznością. To prawda, że jest ono postrzegane niekiedy jako strata czasu, odrywająca od spraw duszpasterskich. Lecz o ileż skuteczniej posługuje ksiądz posiadający głębsze zrozumienie wielu spraw ludzkich i tajemnic Bożych? Nie należy przy tym ograniczać zakresu intelektualnych poszukiwań do dyscyplin teologicznych. Z własnego doświadczenia wiem, ile dobra wnoszą w życie intelektualne kapłana studia humanistyczne; jak poszerzają spojrzenie i umożliwiają zrozumienie zjawisk, z którymi styka się duszpasterz. Ksiądz studiujący polonistykę, historię sztuki lub socjologię ze zdziwieniem odkryje mnogość pierwiastków duchowych i religijnych. Warto dodać, że coraz bardziej palący staje się postulat uczenia się języków obcych. Nie jest dobrze, gdy ksiądz udający się z grupą młodzieży do Taizé, Rzymu, Lourdes czy Fatimy wstydliwie milczy i musi korzystać z usług tłumacza.

Czas dialogu. Ksiądz jest istotą dialogiczną. Jego kapłaństwo świeci pełnym blaskiem, gdy staje on wobec osoby i odkrywa ją jako „TY”. Przecież geneza powołania bierze się z dialogu, jaki zapoczątkował Bóg mówiąc: „Pójdź za mną”. Życie księdza jest nieustannym dialogiem z Bogiem, który posyła go do dialogu z człowiekiem. Być może przywykliśmy nieco do przemawiania, więc dziś wyczuwa się oczekiwanie, abyśmy rozmawiali. „TY” staje przed nami i woła do stawania w postawie gotowości do wysłuchania. Dialog współczesny, dialog z wierzącymi, ale i z niewierzącymi, jest wymagający – wymaga daru z siebie. Będzie on jednak niemożliwy, jeśli sami nie przyjmiemy daru z siebie, jaki stanowi dla kapłana Bóg w Jezusie Chrystusie. Relacja „JA”– „TY” między Bogiem a kapłanem jest więc źródłem wszelkiego dialogu.

Dialog rodzi owoc, którego się zwykle nie spodziewamy. Z dialogu wyrasta bowiem twórczość. Ksiądz jest zawsze twórcą. Nie myślano dotychczas w takich kategoriach, a nawet patrzono podejrzliwie na przejawy kapłańskiej twórczości, wyjąwszy chyba księży poetów. Ale twórczość księdza ma o wiele szerszy zakres. Przecież przywracając jedność między Bogiem a człowiekiem w konfesjonale kapłan tworzy nową rzeczywistość łaski w głębinach osoby. Wypowiadając „Bierzcie i jedzcie...”, „Bierzcie i pijcie...” tworzy niesamowitą jedność ducha i materii. Prowadząc dialog daje ona przynajmniej cząstkę siebie i stwarza nowe dobro – wartość. Wartość jest bowiem zawsze darem. Myślę, że ksiądz – świadek i nosiciel wartości – znajdzie swoje miejsce w nadchodzącym stuleciu.

Ks. Dariusz Tabor

 

 

Autor (ur. 1958), zmartwychwstaniec, historyk sztuki, doktorant w Instytucie Historii Sztuki UJ, jest wicerektorem i nauczycielem akademickim w Collegium Resurrectianum – Wyższym Seminarium Duchownym Zmartwychwstańców w Krakowie.

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl