|
JAK SIEBIE WIDZĄ POLSCY KSIĘŻA?
„Czego chcesz od nas...”
KS. ADAM GUL
Co ma zrobić ten, za którym chodzi
uparta myśl: zostań księdzem? Często, szczególnie na początku, pojawia się
niepokojące pytanie: czy jestem na właściwej drodze? Nigdy nie jesteśmy tego
pewni do końca, nawet wtedy, gdy „klamka zapadła”.
Jakże w tym wszystkim ważni są
ludzie, których się spotyka. Nie tylko ci, pośród których zostało się
postawionym, ale i konfratrzy czy przełożeni. To oni pozwalają realizować
powołanie; ułatwiają, dają okazję do zaistnienia, samorealizacji. Oni cię akceptują,
albo nie – dają ci poznać, na ile jesteś im bliski i potrzebny. Są skłonni
sprawiedliwie ocenić twoją działalność lub wszystko się im nie podoba. Nic tak
nie zraża do poświęcenia i ofiary, jak brak zainteresowania ze strony otoczenia.
Nawet w przypadku Chrystusa te zjawiska mają siłę wciągania w realizację
zleconej Mu misji. Matki Go szukają i przychodzą z dziećmi... Wychodzą na
spotkanie trędowaci i proszą o oczyszczenie. Poszukuje Go setnik, prosząc o
zdrowie dla swego sługi. A ogromna rzesza, która nie pozwoliła Mistrzowi
odpocząć, którą On postrzega jako owczarnię bez pasterza...
Nie wiem, dlaczego w jednej z
wcześniejszych wypowiedzi (ks. Leszek Slipek, „Sukces księdza” – „TP” nr 30),
Autor tak katastroficznie widzi historię Chrystusa: „Szedł od porażki do
porażki, od klęski do klęski, aż do klęski całej swojej misji i opuszczenia
przez Boga”. Którego to przegranego tak bardzo uwielbiają kobiety, że wstają
wczas rano, zabierają drogocenne olejki, chcą się narażać na spotkanie z
okupacyjnymi żołnierzami i są przerażone, że grób pusty?
Jak duchowieństwu jest nad
Wisłą... Na to nie ma prostej odpowiedzi. Jakkolwiek by było, należy pamiętać,
co przydarzyło się Nauczycielowi z Nazaretu. Był wśród Gadareńczyków – tam
spotkał dwóch opętanych i posłyszał pytanie: „Czego chcesz od nas...
Przyszedłeś przed czasem dręczyć nas? (...) Wtedy całe miasto wyszło na
spotkanie Jezusa; a gdy Go ujrzeli, prosili, żeby odszedł z ich granic” (Mt 8,
28-34). Przy okazji: czy nie ma w człowieku niechęci do przyjmowania pouczeń,
proponowanych zmian mentalności i postaw? Ta niechęć zadamawia się w
podświadomości i dochodzi szczególnie do głosu u tych, którzy przeżywają
kłopoty natury moralnej. Są oni często niechętni, skłonni do nieufności,
pretensji czy nawet wrogości wobec tych, którzy mają tu coś do powiedzenia.
Wystarczy sprzyjająca okazja, czy umiejętne podpuszczenie, by wywołać agresję.
„Raz z wami zrobię porządek,
byście nie bałamucili ludzi” – tak krzyczał morderca, wchodząc do kościoła w
Maciejowej k. Jeleniej Góry, 10.01.1964 roku. Ministranci ostrzegali księdza
Józefa: „Niech ksiądz ucieka, bandyta idzie z siekierą” (zeznania ministrantów).
Został przy ołtarzu, został przy tym, do czego był wybrany: do składania ofiary
za siebie i lud... A ludzka pamięć, jak się z tym obeszła? W miejscu zbrodni
wiszą za ołtarzem w gablotce szaty liturgiczne, w których celebrował Mszę św. –
pokrwawione i pocięte siekierą. Czy ktoś zagląda za ołtarz, przystanie, zamyśli
się? – pytałem niedawno miejscowego proboszcza. „Księże, kogo to obchodzi” –
usłyszałem.
Jak to jest być księdzem... Trzeba
dziś mieć mocną wiarę, jeszcze większą miłość ku Bogu i bliźnim, by nie
zatrzymywać się bez końca – zastanawiając się i pytając o korzyść. Nie chodzi o
korzyść wymierną, ani o widoczny sukces. Przede wszystkim trzeba widzieć sens
wyboru i idących za tym postaw i działań. Wiara mocna, ciągle pogłębiana,
pozwala innymi oczami widzieć świat i w miarę go rozumieć. Człowiek w tym
wszystkim postrzegany jest jako dzieło Mądrości, Miłości i Wysiłku. Jest
dziełem nigdy nie skończonym. Bogu w tych trzech wcieleniach pomagają wszyscy,
którzy przyjmują jedno z tych małych, pozwalają przychodzić..., nie zabraniają
im na spotkanie z Nim i pracują, by człowiek wzrastał w mądrości, latach i łasce
Boga i ludzi. A właściwym, jedynym i odpowiednim sposobem traktowania obowiązku
tej współpracy z Bogiem jest miłość, rodząca też empatię. Jakże ona musi być
cierpliwa, łaskawa...
Często nad jednym z Apostołów
odbywamy sąd – tak najłatwiej. Rzadziej traktujemy jego historię jako
przestrogę dla nas samych. A on w procesie uświęcenia i zbawienia świata ma
jakąś rolę – może misję?
Autor (ur. 1938) jest proboszczem w Pisarzowej, k. Limanowej.
|