JAK SIEBIE WIDZĄ POLSCY KSIĘŻA?

Boję się księży

KS. PIOTR DZEDZEJ

 

 

Już sam tytuł może zadziwić. Ksiądz boi się księdza?! Ktoś może powiedzieć: bezczelność! Uważam jednak, że lepiej, jeżeli sami odkrywamy pewne prawdy, niż miałby wróg na nich zarabiać. Wielu księży o tym myśli. Może dzięki tej rubryce zaczniemy o tym odważnie mówić i wspólnie starać się zmieniać dla dobra wiecznego wszystkich.

Jeszcze zanim przejdę do rozwinięcia tytułu, chciałbym, powołując się na czytelników „Tygodnika Powszechnego”, uspokoić wszystkich, którzy sądzą, że zbytnia otwartość nie służy dobremu. Nie raz w „Tygodniku” czytałem o „ciemnych” stronach Kościoła, później spotykałem się z katolikami, którzy czynili to samo i nigdy nie słyszałem, żeby podawali to jako tanią sensację. Zawsze przy tej okazji wywiązywała się dyskusja o tym, jakby temu zaradzić. Inną reakcję wywołują podobne rzeczy u czytelników plotkarskich gazet.

Dopiero po latach zrozumiałem znaczenie i rozszyfrowałem kontekst często powtarzanego przez księży wyrażenia, zdania: „Uważaj, bo pójdziesz do gorszej parafii”.

Jedni martwią się o utrzymanie gospodyni, inni, co zrobić z nagromadzonymi pieniędzmi i różnymi bogactwami. Chociaż zaczynam dość ostro i otwarcie, to zarazem szczerze trzeba przyznać o takiej rozpiętości życia księży w Polsce. Już w seminarium układa się ranking parafii. Wtedy rodzi się chęć bycia w dobrej parafii, na „ciepłej posadce”. Po drodze zatraca się świadomość bycia kapłanem, prorokiem, apostołem, którzy idzie (ma iść) zbawiać świat. Zaczyna się zwykła konkurencja. Każdy chciałby otrzymać lepszą parafię. Jak to zrobić? Zdobyć uznanie w kurii w dwojaki sposób. „Sprzedać” swoje dokonania duszpasterskie i pomniejszyć poczynania innych braci kapłanów. Zaczyna się plotkowanie i – niestety – najzwyklejsze donoszenie. Każde spotkanie z ordynariuszem wywołuje lęk i chęć sztucznego przypodobania się (różne komplementy, w dodatku nie tylko słowne). Zapomina się przy tym o wspólnej sprawie bezinteresownego doprowadzania ludzi do Boga.

Wierni, a właściwie niewierni, owe mechanizmy szybko rozpoznają i wykorzystują, mając dziką satysfakcję. A wszystko prowadzi w przeciwnym kierunku: od nieba. Normalnością są listy ludzi do biskupa na księży.

Różne słabości, pięknie ubarwione, dość skutecznie działają na przełożonych. Urzędnicy kościelni stwierdzają krótko: Pójdzie do innej, gorszej parafii. Nieciekawy staje się stan księdza posłanego do gorszej parafii. Zamyka się w sobie, wstydzi się.

Sam sobie tłumaczę, że mimo wszystko nie powinienem bać się księży, bo przecież Kościołem kieruje Duch Święty. A jednak...

Ks. Piotr Dzedzej

 

Autor (ur. 1969) jest księdzem archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej, wyświęconym w 1994 r. Obecnie pracuje jako wikariusz w parafii Niepokalanego Serca Maryi w Gryfinie.

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl