WŚRÓD KSIĄŻEK


Lektor





 Zarys lemologii

Jerzy Jarzębski: WSZECHŚWIAT LEMA – idea stworzenia wyczerpującej monografii twórczości Lema – pisze Jerzy Jarzębski we wstępie do tej książki – „w każdym jej potencjalnym autorze wzbudzić musi popłoch”. Dlaczego? Bowiem „zadaniem monografisty musiałoby być najpierw zapoznanie się z kilku czy kilkunastoma tysiącami zasadniczych tekstów z dziedziny literaturoznawstwa. filozofii, socjologii, politologii, kulturoznawstwa, cybernetyki, fizyki, biologii, genetyki, medycyny, astronomii i kosmologii, matematyki i szeregu jeszcze innych dziedzin, w obrębie których Lem zabiera głos kompetentnie”. 
To nie koniec kłopotów: potrzebna jest jeszcze zdolność wzniesienia się ponad granice poszczególnych dyscyplin, a także umiejętność precyzyjnego rozróżniania kodów, jakich używa pisarz. Najważniejsza jest bowiem u Lema „próba myślenia ponad systemami ograniczonymi poprzez swój specyficzny język bądź tematykę”, a myślenie to jest „uwikłane w literackość i jej konwencje, mieszające fantastyczną fikcję z rozsądnym modelowaniem możliwych stanów rzeczy, żart z powagą, koncept z koncepcją”. „Tak wybuchowej mieszanki stylów i kodów nie znała wcześniej polska literatura” – podsumowuje Jarzębski. A swoją książkę nazywa skromnie „raptularzem lemologa”. 
Nie zmienia to oczywiście faktu, że brak dziś równie jak on kompetentnego kandydata na autora owej „monografii niemożliwej”. Interpretacje utworów Lema, umieszczane jako posłowia do kolejnych tomów „Dzieł zebranych” autora „Solaris”, to wszak cegiełki przyszłej budowli. W jeszcze większym stopniu dotyczy to „Wszechświata Lema” – dziesięciu tekstów skoncentrowanych wokół wybranych tematów tego niezwykłego pisarstwa, a także form Lemowego dyskursu. Czytamy więc o politycznych aspektach fantastyki Lema, o miejscu przypadku w jego koncepcji rzeczywistości i w jego aksjologii, o dziejach Rozumu i ewolucji technologicznej, o relacji między naturalnością i sztucznością, o stosunku do religii, o problemie kontaktu z Innymi, o specyfice Lemowej eseistyki, jej przemianach i związku z prozą literacką...
Gęstość książki Jarzębskiego odpowiada rozległości opisywanego Dzieła, trudno więc kusić się o pobieżne choćby jej streszczenie. Trzeba natomiast podkreślić, że ujęcie Jarzębskiego jest zawsze przekrojowe i dynamiczne, uwzględnia ewolucję poglądów pisarza i pokazuje, jak ta ewolucja odbija się w kształcie kreowanych przez niego światów. Ostatni rozdział książki doprowadza nas niemal do dnia dzisiejszego, zestawia bowiem okoliczności i różnorakie konsekwencje terrorystycznego ataku na Amerykę z 11 września 2001 roku z prognozami Lema na temat możliwych kierunków rozwoju naszej cywilizacji (dodajmy, że ów atak rozpoczął się na dwie godziny przed przygotowanymi w Krakowie obchodami 80 urodzin pisarza...). 
Na koniec jeszcze cytat. Szkic pod uczonym tytułem „Intertekstualność a poznanie u Lema”, który rozważa całe bogactwo intertekstualnych gier w pisarstwie Lema, kończy się stwierdzeniem, że najważniejsza nie jest wcale ich funkcja literacka. Przygoda z cudzym tekstem, a także z rozmaitymi stylami i kodami językowymi, prowadzi ostatecznie „poza język – ku zachowaniom znaczącym i światu-tekstowi”. 
„Byłożby więc znowu tak – zastanawia się Jarzębski – że to Prawda budzi największą emocję u pisarza? Najpierw Prawda pisana dużą literą – dotycząca Kosmosu, Boga, Bytu, Szczęścia, Dobra, ludzkiej egzystencji; tej nie da się pochwycić, choć zawsze warto sprawdzić, na ile brak nam wiedzy, umiejętności, języka, by ją doścignąć. Ale jest też inna prawda, subiektywna, ludzka, przechowywana w niedoskonałościach naszej mowy, w zderzeniach tonów, stylów, tekstów, w niekończącym się dialogu z innymi ludźmi i z Tajemnicą, Obcością. Składa się na nią kilka prawideł moralnych i etycznych nakazów, od których nie wolno odstępować – nawet w fantastycznym świecie nieograniczonych możliwości. Tam właśnie, myślę, wiedzie droga przez wszystkie Lema szaleństwa formy, przez mądrość, głupotę i ironię językowych gier”. (Wydawnictwo Literackie, Kraków 2003, s. 340. Na końcu kalendarium życia i twórczości Stanisława Lema opracowane przez Alinę Doboszewską oraz indeksy.)




 Świadek

Hugo Steinhaus: WSPOMNIENIA I ZAPISKI – „Miasto leżało u zbiegu trzech rzek, w kotlinie płytkiej, otoczonej łagodnymi wzgórzami”... Już pierwsze zdania tej opowieści mają w sobie rytm klasycznej prozy i epicki oddech, a opis dzieciństwa spędzonego w galicyjskim Jaśle łączy zmysłową dotykalność z umiejętnością ukazania wielkiej historii odbitej w konkrecie faktów. Podobnie będzie i później, gdy autor stanie się świadkiem wydarzeń znacznie bardziej dramatycznych aniżeli manewry cesarskie, podczas których Franciszek Józef zamieszkał w siedzibie jasielskiej Rady Powiatowej i jadał wraz ze świtą obiady w pawilonie, specjalnie na ten cel zbudowanym w miejscowym parku.
Cesarz pojawi się w tej książce raz jeszcze, jesienią 1914 roku w Wiedniu. „Smutna to była jesień – pisze Steinhaus – chodziłem z siostrami do parku w Schönbrunn, do tego przytułku wyniosłej melancholii, do tego mauzoleum, gdzie chwiał się monarcha strupieszały jak jego państwo, sam bliski śmierci, a jednak mający jeszcze siłę wysyłania innych na śmierć”.

*
Prof. Hugo Steinhaus, urodzony 14 stycznia 1887 w Jaśle, zmarły 25 lutego 1972 we Wrocławiu, był światowej sławy matematykiem. Doktoryzował się w 1911 roku w Getyndze u Davida Hilberta, habilitował się sześć lat później we Lwowie, w 1920 roku otrzymał profesurę na Uniwersytecie Jana Kazimierza. W roku 1916, gdy mieszkał przejściowo w Krakowie, pracując w Centrali Odbudowy Kraju (oddziale Namiestnictwa), podczas wieczornego spaceru na Plantach poznał młodego adepta matematyki Stefana Banacha. Później często żartował, że jego największym odkryciem był właśnie Banach – przedwcześnie zmarły geniusz, współtwórca lwowskiej szkoły matematycznej. Po wojnie prof. Steinhaus osiadł we Wrocławiu, organizował tam życie naukowe, wykładał, publikował. 
Nie miejsce tutaj, by wyliczać jego zasługi i dorobek. Najbardziej interesuje nas Steinhaus-pisarz i świadek epoki. O jego talencie, szlifowanym na najlepszych wzorach (jak poznana w młodości proza sławnego wiedeńczyka Karla Krausa), świadczą aforyzmy ze „Słownika racjonalnego” (pierwsze, ocenzurowane wydanie książkowe – 1980). I oczywiście „Wspomnienia i zapiski”. Obejmujące okres od dzieciństwa autora do lipca 1968, ukazały się w 1992 roku w londyńskim Aneksie; teraz je wznowiono.
Panorama, jaką rysują, jest zawrotnie rozległa i obejmuje kilka epok: ostatnie lata Cesarstwa; uniwersytecki Lwów – najpierw w niepodległej Polsce, potem pod rządami sowieckimi; okupacja hitlerowska widziana zrazu z perspektywy lwowskiej, potem – z małopolskich Stróż, gdzie państwo Steinhausowie ukrywali się od lata 1942; na koniec PRL, z paroma przerywnikami w postaci wypraw na Zachód, do Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Szwajcarii. Niemal cały wiek XX, oglądany przez obserwatora trzeźwego i impregnowanego na ideologiczne pokusy, umiejącego wyłowić cechy charakterystyczne obu totalitarnych systemów, pod których rządami dane mu było się znaleźć.
„Miał ostry umysł, cięty dowcip, niemałą dozę złośliwości, wielką przenikliwość widzenia” – pisał o Steinhausie Kazimierz Dziewanowski. Racjonalista o silnym zmyśle moralnym, pozostawił świadectwo wiarygodne, a przy tym literacko wybitne: znakomity uczony okazał się jednym z najważniejszych kronikarzy swego czasu. (Oficyna Wydawnicza Atut, Wrocław 2002, s. 606. Redakcja: Aleksandra Zgorzelska, redakcja i uzupełnienie przypisów: Roman Duda, przedmowy: Kazimierz Dziewanowski, Aleksander Weron. Indeks osób.)




 





 

 

 

 

 

Nr 11 (2801), 16 marca 2003

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl