WŚRÓD KSIĄŻEK


Lektor





 Poetka z Zaświecia

Maryla Wolska: POEZJE WYBRANE – Maryla Wolska (1873–1930) jest czwartą poetką przypomnianą w Bibliotece Poezji Młodej Polski, po Kazimierze Zawistowskiej (1870–1902), Marii Komornickiej (1876–1949) i Bronisławie Ostrowskiej (1881–1928). Zestawienie tych czterech indywidualności pokazuje, jak różnorodny był wkład kobiet w literaturę tamtej epoki. A przecież liczba młodopolskich autorek była znacznie pokaźniejsza. Debiutowały wówczas zarówno Kazimiera Iłłakowiczówna, jak i Zofia Nałkowska, zaś wśród nazwisk mniej dziś pamiętanych znaleźć można postacie tak interesujące, jak Zofia Trzeszczkowska (1847–1911), publikująca pod męskim pseudonimem „Adam M-ski” i w odległym majątku na Białorusi tłumacząca Baudelaire’a, czy Maria Czerkawska (1881––1973), w której poezji spotykają się trzy epoki. Ostatnie utwory Czerkawskiej z „Jałowcowych żniw”, tomu wydanego na rok przed śmiercią autorki, powstały u schyłku lat 60. 
„Poezje wybrane” to najobszerniejsza jak dotąd prezentacja dorobku poetyckiego Maryli Wolskiej. Przedrukowano tu w całości pięć jej tomików – „Symfonię jesienną” (1901), „Thčme varié” (1901), „Święto słońca” (1903), „Z ogni kupalnych” (1905) oraz „Dzbanek malin” (1929) – uzupełniając wyborem utworów rozproszonych i niepublikowanych. Edytorka, Krystyna Zabawa, mogła już częściowo skorzystać z rękopisów i maszynopisów przechowywanych w Archiwum Pawlikowskich, przekazanym w roku 2001 Bibliotece Jagiellońskiej.

*

Dlaczego spuścizna rękopiśmienna Maryli Wolskiej znalazła się w tym Archiwum? Dla wyjaśnienia trzeba przypomnieć w skrócie biografię poetki, wieloma nićmi wplecioną w tkaninę dziejów polskiej kultury. Matka Wolskiej, Wanda z domu Monné, nim wyszła za malarza Karola Młodnickiego, była narzeczoną jego przyjaciela i kolegi z monachijskich studiów Artura Grottgera, i kult przedwcześnie zmarłego autora „Lithuanii” trwał zawsze w jej domu. Przyszłą poetkę trzymał do chrztu w pierwszej parze inny wybitny malarz, Henryk Rodakowski, w drugiej parze – poeta Kornel Ujejski. Chrzestnym zaś ojcem najstarszego syna Wolskiej, Ludwika, zamordowanego w 1919 w Złoczowie podczas wojny polsko-ukraińskiej, był Władysław Bełza, i to właśnie dla swego chrześniaka napisał słynny „Katechizm polskiego dziecka”, rozpoczynający się od słów: „Kto ty jesteś? Polak mały”... 
Mężem Maryli Młodnickiej został Wacław Wolski, inżynier i przedsiębiorca naftowy. Ich lwowski dom, nazwany przez poetkę Zaświeciem, stał się w początku zeszłego stulecia miejscem spotkań pisarzy i artystów; szczególnie często odwiedzał go młody Leopold Staff. Spośród pięciorga dzieci Wolskich dwie córki odziedziczyły po matce artystyczne talenty. Beata, później Obertyńska, była poetką i prozaiczką, Aniela (Lela) – malarką. Ślub Anieli z Michałem Pawlikowskim przypieczętował wieloletnią przyjaźń Wolskich z domem Pawlikowskich – z ojcem Michała Janem Gwalbertem, wydawcą i komentatorem „Króla Ducha”, i jego żoną Wandą. Z przyszłym zięciem Maryla Wolska współpracowała przy redagowaniu w latach 1909–1913 czasopisma „Lamus”, a później Biblioteki Medyckiej, dla której przygotowali wspólnie dwutomowy zbiór listów i pamiętników „Arthur i Wanda. Dzieje miłości Arthura Grottgera i Wandy Monné”. I właśnie bliski związek dwóch rodzin sprawił, że papiery Wolskiej znalazły się w Archiwum Pawlikowskich, najpierw w Medyce, później na zakopiańskim Kozińcu.
By zaś ten obraz uzupełnić, nieco bardziej skomplikować, a zarazem przybliżyć ku naszym czasom i ku „Tygodnikowi”, dodajmy, że mąż Maryli Wacław Wolski był rodzonym wujem Zofii z Zawiszów Kernowej, teściowej Jerzego Turowicza. Że w jej dworze w Goszycach znalazła bezpieczną przystań dwójka dzieci najmłodszego syna Wolskich, młodo zmarłego Juliusza. Że jedno z tych dzieci, córka Danuta, została po II wojnie żoną Jana Józefa Szczepańskiego, który wojenne Goszyce opisał w „Końcu legendy” i „Trzech czerwonych różach”. I że siostrzeńcem Michała Pawlikowskiego jest Jacek Woźniakowski, który niedawno wraz z innymi przedstawicielami rodziny uroczyście przekazywał Archiwum Medyckie Uniwersytetowi Jagiellońskiemu. Wchodząc w takie biograficzne zawiłości ma się czasami wrażenie, że inteligencja polska o szlacheckim rodowodzie to w gruncie rzeczy kilkadziesiąt rodzin złączonych węzłami koligacji i przyjaźni... 

*

Pierwsze utwory Wolskiej, zarówno wiersze i tytułowy poemat z „Symfonii jesiennej”, jak i utrzymane w nostalgiczno-pożegnalnym tonie prozy poetyckie z „Thčme varié” (monografista Wolskiej Stanisław Sierotwiński uważał, że ich adresatem jest Ignacy Paderewski, którym poetka zafascynowana była od lat dziewczęcych), mocno jeszcze tkwią w stereotypie językowym epoki. Jak jednak zauważa Krystyna Zabawa, można tutaj znaleźć elementy powtarzające się u innych, ale elementy te „układa poetka w sobie tylko właściwy wzór”. Wśród admiratorów twórczości młodej autorki, publikującej pod pseudonimem „D.mol”, znalazła się m. in. Eliza Orzeszkowa.
W dwóch tomach następnych – „Święcie słońca” i „Z ogni kupalnych” – nastrój jesiennego smutku ustępuje motywom charakterystycznym dla liryki odrodzeńczej, a letni rozsłoneczniony pejzaż łączy się z mitem utraconej prasłowiańskiej arkadii. Wolska umieszcza ją jednak nie na wielkopolskich równinach, a wśród karpackich lasów, łąk i kamiennych uroczysk, jak skały w Bubniszczach i pustelnia w Rozhurczu, uważane za miejsca pogańskiego kultu. Fascynacja zmitologizowaną słowiańszczyzną znalazła odbicie także w (niezbyt udanym) dramacie „Swanta” (1907).
Najważniejszym dokonaniem Maryli Wolskiej pozostaje jej ostatni zbiór – „Dzbanek malin”. Gromadzi utwory powstałe na przestrzeni wielu lat, a mimo to zaskakuje spójnością i konsekwencją, przy równoczesnej różnorodności formalnej. Krystalizuje najważniejsze wątki tej twórczości, zwracając się równocześnie ku przeszłości – ewokowanej z niezwykłą czułością – i ku temu, co nas czeka poza granicą śmierci. Wrażliwość na naturę znajduje ujście w oszczędnych, a przez to niezwykle wyrazistych portretach ukochanych miejsc („Demnia”, „Do Bubniszcz”, „Opor pod Storożką” czy arcydzielne „Pożegnanie”, zaczynające się od słów „Na polach spokój wielki...”).
Szczególne miejsce w tym tomie zajmuje cykl „O dawnym Lwowie”. Prowadzona z „naiwnej” perspektywy dziecka narracja przynosi ujmujący prostotą, nostalgiczny obraz minionego bezpowrotnie świata. Coroczna wędrówka w Dzień Zaduszny na Cmentarz Łyczakowski („Do Grottgera szło się zawsze najpierwej”), Seweryn Goszczyński na marach („To było ze śmiercią i Polską / Moje poznanie pierwsze”), recytacja „Maratonu” w salonie Żulińskich (brat pana domu zginął stracony wraz z Trauguttem), rozmowa małej Maryli z kolegą jej ojca Adamem Chmielowskim („przyszły polski święty”, jak napisze proroczo Wolska)... Czy jednak ten świat minął rzeczywiście bezpowrotnie? Jest przecież jeszcze za-świat, a w nim, według Wolskiej, czekają nie tylko nasi bliscy, ocaleni w swej cielesności („Wiem, że ich odzyskam oczyma, / Wiem, że ich rozpoznam ustami” – czytamy w liryku zamykającym „Dzbanek malin”), ale i drogie naszemu sercu domowe pejzaże. 
Taka perspektywa pozwala pogodzić się ze śmiercią. Pozwala też znieść rozczarowanie kształtem wymarzonej niepodległości. Poglądami bliska Narodowej Demokracji, wobec polskiej rzeczywistości Wolska stawała się pod koniec życia coraz bardziej krytyczna, a zamach majowy przeżyła jako katastrofę, „nowy najhaniebniejszy z rozbiorów”. Przerwała wtedy spisywanie wspomnień (wydanych dopiero w 1974 roku wraz z dopełniającym je pamiętnikiem córki Beaty), tłumacząc na ostatniej karcie, że czyni to „w najczarniejszej, najstraszniejszej dobie polskiej historii”. Zmarła cztery lata później na atak serca. (Wydawnictwo Literackie, s. 526. Wybór, wstęp, opracowanie tekstu, komentarz edytorski: Krystyna Zabawa. Osiemnasty tom Biblioteki Poezji Młodej Polski, stworzonej przez Marię Podrazę-Kwiatkowską i Jerzego Kwiatkowskiego; w przygotowaniu „Poezje wybrane” Wacława Rolicza-Liedera i „Poematy” Stanisława Przybyszewskiego.)




 





 

 

 

 

 

Nr 9 (2799), 2 marca 2003

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl