WŚRÓD KSIĄŻEK


Lektor





Wiara, miłość, literatura

Jerzy Liebert: LISTY DO AGNIESZKI – wydane pod koniec roku 1976 w Bibliotece „Więzi” dwutomowe „Pisma zebrane” Jerzego Lieberta były wydarzeniem. Sprzedawane spod lady, doczekały się licznych omówień, co w przypadku książek z tej akurat oficyny (Biblioteka „Więzi” tworzyła wtedy autonomiczną redakcję w obrębie wydawnictwa Znak) stanowiło wówczas raczej wyjątek. Chwalono sumienność edytorską Stefana Frankiewicza, wracano do pytań o miejsce Lieberta – „poety doświadczeń religijnych” – w naszej literaturze, szczególną zaś uwagę recenzentów przyciągał obszerny blok listów, których adresatka kryła się pod imieniem Agnieszki.
„Polską epistolografię – pisał Jerzy Andrzejewski – wzbogaciło arcydzieło... głęboko poruszające czystym moralnym blaskiem, artystycznie – nie mniej doskonałe niż listy Słowackiego”. „Listy Lieberta – wtórował mu Jarosław Iwaszkiewicz – są odbiciem jego intensywnego życia moralnego i duchowego, schematem przedstawiającym rozwój jego osobowości, a zarazem historią niezwykłych przeżyć ludzkich, które zawarły się w tym krótkim i, zdawałoby się, pospolitym i szarym życiu”. Obaj też postulowali wydanie listów do Agnieszki w oddzielnym tomie.
Po ponad ćwierćwieczu, gdy „Pisma zebrane” Lieberta są już tylko rzadkim gościem w antykwariatach, autorzy zaś cytowanych słów od dawna nie żyją, ich postulat został spełniony. „Listy do Agnieszki” ukazują się ponownie, bez ingerencji cenzury i wzbogacone o fragmenty opuszczone w 1976 roku ze względu na osoby żyjące. Ujawniono też tożsamość adresatki, znaną dotąd jedynie wtajemniczonym. Była nią Bronisława Wajngold, po wstąpieniu do Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża – siostra Miriam, od czasu wojny używająca nazwiska Maria Gołębiowska, jedna z najpiękniejszych postaci pierwszego pokolenia Lasek, zmarła w roku 1984.

*

Przypomnijmy za Stefanem Frankiewiczem najważniejsze fakty. Zimą 1922 roku Jerzy Liebert, osiemnastoletni gimnazjalista, mający już za sobą poetycki debiut czasopiśmienniczy, poznał dwudziestoletnią pannę Bronisławę. Córka zamożnego żydowskiego przemysłowca Icka Wajngolda, po przedwczesnej śmierci rodziców wychowywała się w domu starszej o 26 lat siostry Heleny Kranc. Uczęszczała na kursy dziennikarstwa w Wolnej Wszechnicy, a potem malarstwa w Szkole Sztuk Zdobniczych. 
Połączyły ich zainteresowania poetyckie – Agnieszka również pisała wiersze – z czasem jednak na plan pierwszy wysunęły się poszukiwania religijne, u obojga zresztą nie mające zakorzenienia w domowej tradycji. Od Zofii Steinberg, dawnej koleżanki z pensji i przyszłej siostry Katarzyny z Lasek, Agnieszka dowiedziała się o prowadzonej przez Irenę Tyszkiewiczową Bibliotece Wiedzy Religijnej, o powstającym Zakładzie dla Niewidomych w Laskach i o „Kółku” księdza Władysława Korniłowicza. 
„Oznaczało to spotkanie i jej, i Lieberta ze środowiskiem niezwykłym na mapie ówczesnego polskiego katolicyzmu, wyróżniającym się przede wszystkim typem formacji religijnej: pogłębionej intelektualnie i opartej na odświeżonej przez Maritaina tradycji tomistycznej, a jednocześnie zanurzonej w odkrywanej wówczas na nowo pobożności liturgicznej”. Obcowanie z tym środowiskiem, franciszkański duch Lasek, lektura „Przyświadczeń wiary” kardynała Newmana, zaowocowały wkrótce ważnymi decyzjami: Liebert, po latach obojętności, powrócił do praktyk religijnych, Bronisława Wajngold zaś przyjęła chrzest, na którym otrzymała imię Agnieszka. 
Uroczystość odbyła się 18 czerwca 1925 roku w kaplicy przy kościele Świętego Krzyża, a już w kilka dni później Agnieszka wyjechała do Francji, by podjąć pracę w prowadzonej przez szwagra winnicy u stóp Pirenejów. Za sprawą przymusowej rozłąki korespondencja nabiera niesłychanej intensywności, staje się dla Lieberta rodzajem rozpisanej na listy autobiografii duchowej czy kroniki życia wewnętrznego. Poeta opowiada Agnieszce o swoich lekturach, o rozpoczętych w 1925 roku studiach polonistycznych, o warszawskim życiu kulturalnym, plotkach z kręgu „Wiadomościach Literackich”, przyjaciołach ze Skamandra, o „Kółku”, o własnych wierszach – obok zaś zdaje sprawę z kolejnych etapów religijnego rozwoju, dokonuje rachunku sumienia, dzieli się niepokojami i pytaniami. Dotyczą one stosunku do innych, własnego miejsca w Kościele, sensu twórczości artystycznej.
Listy stają się równocześnie dyskretnym odbiciem głębokiego dramatu. Pisze Stefan Frankiewicz: „Choć po lekturze »Pism« Wisława Szymborska wyraziła opinię, że »nie są to listy miłosne, a uczucie, jakie łączyło tych dwoje, było natury intelektualnej«, dzisiaj, kiedy adresatka korespondencji od niemal dwudziestu lat nie żyje, trzeba powiedzieć wyraźnie, że było inaczej. Uczucie poety wobec Agnieszki, szczególnie w okresie największego natężenia w nim wewnętrznych przemian, nie było już »tylko« uczuciem przyjaźni, było miłością, wielką miłością. Dlatego dojrzewająca w Agnieszce myśl o wyborze życia zakonnego okazała się dla niego dużo bardziej dramatycznym doświadczeniem aniżeli smutek czasowego rozstania”.
2 sierpnia 1926 Agnieszka wróciła z Francji, osiem dni później wstąpiła do laskowskich Franciszkanek. Kilkanaście dni wcześniej Liebert pisał do niej: „Myślę często o Tobie, moja kochana Agnieszko, i modlę się codziennie. Mam chwile cięższe i powraca tęsknota za Tobą. Rozum pojął już wszystko i Bogu Cię oddał, serce trzeba pomału naginać i przyzwyczajać”...
To był właściwie finał niezwykłej korespondencji – jest jeszcze kilka listów z 1927 roku i jeden ze stycznia 1928 – ale nie koniec uczuciowych i religijnych rozterek młodego poety. Związek z Marią Leszczyńską, kobietą zamężną (choć przez męża porzuconą), sprawił, że Liebert odsunął się od ludzi dotąd mu bliskich. „Dotkliwie cierpiał – pisze Frankiewicz – uważając swoją nową sytuację w życiu uczuciowym za nienormalną z punktu widzenia do końca wyznawanej wiary”. I jakkolwiek strzec się należy pokusy nadużywania biograficznego klucza, ślad tego rozdarcia można znaleźć w późnych wierszach zmarłego w 1931 roku na gruźlicę poety. Dodajmy jeszcze szczegół z arcyciekawych przypisów Frankiewicza (rozbudowanych w stosunku do wydania z 1976 roku): Maria Leszczyńska (później Flukowska), która przeżyła po śmierci Lieberta załamanie psychiczne, przebywała wtedy jakiś czas pod opieką Sióstr Franciszkanek w Laskach...

*

Listy Lieberta czytamy dziś bogatsi nie tylko w wiedzę o faktach, ale i w znajomość innych świadectw tamtego czasu; myślę zwłaszcza o „Dziennikach” Anny Iwaszkiewiczowej. Z Iwaszkiewiczami łączyła Lieberta bliska przyjaźń, przewijają się oni nieustannie na kartach jego listów, a równocześnie, skłonny przykładać do wszystkiego najwyższe miary, także i przyjaciół ocenia czasem dość surowo. Warto więc pamiętać, że i Annie Iwaszkiewiczowej nieobce były dylematy religijnych wyborów, że doświadczała podobnego jak Liebert rozdarcia. Znajdziemy w jej zapiskach wyrazisty portret młodego poety: „Jurek z zapałem, z zaciśniętymi pięściami (dosłownie) mówił, że całą siłę, jaką w sobie koncentruje, musi wytężyć, żeby dojść kiedyś do wielkiego dzieła, do wielkiego, dość wierszyków zbiorków, tomików”… I głęboki żal, gdy stosunki ulegną zerwaniu z niepojętych zrazu przyczyn, tęsknotę za przyjaźnią, „najgłębszą, jaką w życiu miałam… był mi duchowo najbliższą istotą, najbardziej rozumiejącym mnie człowiekiem”. 
„Listy do Agnieszki” niepomiernie wzbogacają nasz obraz Dwudziestolecia i środowiska Skamandrytów, stanowiąc równocześnie samodzielne, wybitne dzieło – choć może nie takie, o jakim Liebert marzył. I trzeba być wdzięcznym Siostrze Marii, że ocaliła je dla nas. (Biblioteka „Więzi”, Warszawa 2002, s. 462. Z autografu do druku przygotował, wstępem i przypisami opatrzył Stefan Frankiewicz. Jest także indeks osób oraz fotografię – wśród nich zdjęcie młodej Bronisławy Wajngold, wykonane w połowie lat 20.)




 





 

 

 

 

 

Nr 50 (2788), 15 grudnia 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl