WŚRÓD KSIĄŻEK


Lektor





 Lem jako epistolograf

Stanisław Lem: LISTY ALBO OPÓR MATERII – zaczyna się ta książka pismem do Naczelnika Wydziału Finansowego Dzielnicowej Rady Narodowej Stare Miasto w Krakowie. Jest rok 1955, pismo dotyczy podatku od psa. Podatek został wprawdzie zapłacony, ponieważ jednak właściciel zwierzęcia (czyli Stanisław Lem) przeprowadził się do innej dzielnicy, a przelanie pieniędzy z jednego konta na inne przekracza możliwości urzędników – pisarza ściga komornik. Dodajmy, że biedny pies zakończył tymczasem życie... List ostatni, do nieznanego adresata, nosi datę 10 maja 1988, powstał w Wiedniu, gdzie autor „Solaris” mieszkał przez całe niemal lata osiemdziesiąte, i przynosi zwięzłą rekapitulację jego ówczesnych poglądów: na dalszy rozwój ziemskiej cywilizacji i jego zagrożenia, na literaturę, na sytuację polityczną... Pomiędzy tymi biegunami – groteski zakotwiczonej w peerelowskich realiach i globalnej wizji wybiegającej daleko w przyszłość – rozpościera się obszar penetrowany w listach Stanisława Lema.
Wyjaśnijmy od razu: są to listy autentyczne, wybrane z zespołu nieporównanie większego, przechowanego w postaci kopii w archiwum pisarza. Na kopiach często brak nazwiska adresata, stąd bywa, że pozostaje on nieustalony. Większość listów – a ułożono je w porządku chronologicznym – pochodzi z drugiej połowy lat sześćdziesiątych i z lat siedemdziesiątych. Zespoły najobszerniejsze tworzy korespondencja z Michaelem Kandlem, amerykańskim slawistą i tłumaczem książek Lema, oraz z biofizykiem prof. Władysławem Kapuścińskim.
Rozrzut i rozległość poruszanych tutaj tematów zapiera dech. Antynomie teodycei i problem zła, krytyka prognoz futurologów, teoria dzieła literackiego, analiza systemu totalitarnego w wersji sowieckiej, także interpretacja własnych utworów; ta ostatnia z ważnym zastrzeżeniem, sformułowanym w liście do Rafała Nudelmana, który próbował odczytać dzieło Lema, używając jako uniwersalnego klucza opowiadania „Maska”: „Proszę uwzględnić to, że autor musi się względem własnych tekstów zachowywać zawsze trochę jak człowiek względem własnego oka – oko nie może samo siebie zobaczyć!”. Zwięzłe autocharakterystyki: „Oczywiście, proszę Pana – pisze w 1972 roku Lem do Kandla – że należę do tradycji Oświecenia i że jestem racjonalistą, tyle że co nieco zrozpaczonym. Zrozpaczony racjonalista jest to niekiedy bliski krewny wariata”. Refleksje natury ogólniejszej: „Literatura jest sobą i szczytuje, kiedy rozgrywa się pomiędzy zupełnym rozpętaniem języka, jego wschodem w nieodpowiedzialność, i strefą denną – owych ciężkich, materialnych, ponurych lub wstrętnych przeważnie prawd, faktów, rzeczy, z jakich egzystencja jest zbudowana”. A obok znów pisma do peerelowskich urzędów i instytucji, włącznie z Wydziałem Kultury Komitetu Centralnego PZPR, do którego pisarz kieruje protest przeciw „znikaniu” jego zagranicznej korespondencji. 
Różnorodność gatunkowa panuje w książce równie wielka: niby mieści się ona w granicach epistolografii, jednak w poszczególnych przypadkach mamy do czynienia już to z esejem, już to na przykład z groteską czy pastiszem. Listy do Szymona Kobylińskiego i Daniela Mroza najprzyjemniej byłoby zacytować w całości, tak wirtuozerską i zabawną są stylizacją. Lem – zauważa w posłowiu Jerzy Jarzębski – „pisze swe listy różnymi głosami i stylami”; są one „symfonią stylizacji, polifoniczną partyturą, w której każdy głos brzmi inaczej, będąc odpowiedzią na – niesłyszalny tutaj – głos partnera”. Starannie zwłaszcza ustawia Lem ton listów „pedagogicznych”, których w wyborze sporo: „młodym korespondentom nie szczędzi uwagi, bywa po ojcowsku troskliwy, cieszy się ich sukcesami, ale też bez taryfy ulgowej wytyka błędy, wyprowadza ze ślepych uliczek, ukazuje nie dostrzeżone w ich pracach czy nie wyzyskane perspektywy, wreszcie wprost beszta za logiczne nonsensy lub zwykłą głupotę”. Lem-nauczyciel: jeszcze jedno wcielenie autora „Cyberiady”. „Listy” będą kopalnią interesujących szczegółów dla czytelników Lemowej prozy, ale i same do kanonu tej prozy się wpisują. (Wydawnictwo Literackie, Kraków 2002, s. 294. Wybór i opracowanie: Jerzy Jarzębski. Okładka: Tomasz Lec. Małe uzupełnienie: „nieznanym adresatem” listu z 6 kwietnia 1972, polemizującego z dokonaną przez Andrzeja Kijowskiego krytyką Borgesa, jest niewątpliwie Redaktor Naczelny „Tygodnika Powszechnego”. Oba wspomniane przez Lema felietony Kijowskiego: i ten, w którym deprecjonował on „literaturę apokryficzną”, i ten, w którym sam sprokurował apokryf na temat rzekomego portretu Króla Jana III w ołtarzu głównym kościoła św. Floriana na krakowskim Kleparzu, ukazały się bowiem na naszych łamach.) 



 „Lapidarium” część piąta

Ryszard Kapuściński: LAPIDARIUM V – „Mam spotkanie z czytelnikami w Poznaniu. Mówię o współczesnym świecie. Po spotkaniu podchodzi dwoje ludzi. To było ciekawe, stwierdzają, ale naszym zdaniem zbyt pesymistyczne”. I nie pomaga – pisze dalej autor „Hebanu” – tłumaczenie, że „to, co mówiłem, było, w porównaniu z rzeczywistością naszej planety, arcyoptymistyczne, że szukałem barw jasnych, tonów ciepłych... Ludzie nie chcą prawdy, szukają pocieszenia, potrzebują otuchy”. Także i dlatego, że „wszelkie zderzenie z twardymi realiami świata stwarza od razu problem etyczny – domaga się zajęcia czynnej postawy, zabrania głosu”, a rodzące się w takiej sytuacji poczucie bezradności jest poniżające. Lepiej więc – nie wiedzieć.
„Tylko mała grupa ludzi stara się objąć myślą całą planetę – czytamy w innym miejscu. – Proces globalizacji dotyczy świata zewnętrznego, takich dziedzin jak komunikacja czy handel, ale nie obejmuje jeszcze naszej wyobraźni. W rzeczywistości ogromna większość z nas myśli o miejscu najbliższym, ograniczonym, myśli – lokalnie. Nasza planeta jest zbyt wielka, przestrzenie – ogromne, drogi – nieskończone i wszędzie pełno ludzi obcych, z którymi trudno się porozumieć i którzy, w gruncie rzeczy, niewiele nas obchodzą”. 
Pisarstwo Kapuścińskiego jest na pewno lekcją „globalizacji wyobraźni”; choć, prawem paradoksu, ma swoje korzenie w lokalności, prowincji. „Pochodzę z Polesia, które było najbiedniejszą częścią Polski i – być może Europy... Pińsk leżał na peryferiach... Może dlatego ciągle pociągają mnie peryferie świata. Klimat peryferii, czas, który płynie tam powoli, ospale, gnuśna i senna atmosfera, puste uliczki, nieruchome twarze wyglądające przez małe okna, przez uchylone firanki. Pamiętam martwą ulicę Bernardyńską i nagle wyrosłą na niej czarną sylwetkę rabina. Idzie pośpiesznie, rozgląda się zdenerwowany, jakby zorientował się, że pomylił światy i że musi szybko wrócić do niebytu”.
„Wrażenie z podróży do różnych krajów Afryki, Azji i Ameryki Łacińskiej teraz, u początków XXI wieku: obecność i wpływy Europy na naszej planecie kurczą się coraz bardziej...”. Ślady jej dominacji na innych kontynentach powoli giną, a ona sama zamyka się w swoich murach, rządzona przez ludzi o wąskich horyzontach. Oddala się także coraz bardziej od Ameryki, z jej pewną siebie rzeczowością. Inna cecha współczesnego świata to rozbrat między „środowiskami ludzi myśli i refleksji” a instytucjami władzy i praktykami polityki. Z jednej strony symboliczny „campus”, z drugiej – klan demagogów i oportunistów, coraz to wstrząsany aferami korupcyjnymi. Bowiem „demokratyczna zasada równości obywatelskich i praw równych dla wszystkich, sprowadzona do karykatury, może stwarzać klimat przychylny korupcji”. Grozi nam – bo rzecz nie ogranicza się przecież do Filipin, Indonezji czy Tajwanu – „kryminalizacja świata politycznego”.
Niewesołym diagnozom towarzyszy narastające poczucie obcości. I rodzi się ono nie tylko na skutek śledzenia procesów toczących się na rozległych połaciach globu. Także za sprawą obserwacji poczynionych w podwarszawskim Konstancinie, gdzie Kapuściński dostrzega symptomy rozwoju na wzór latynoamerykański, rozwoju „enklawowego”, pseudopostępu utrwalającego strukturalną nierówność. I jeszcze gorzka notatka: „Honor, godność, uczciwość, sumienie, prawdomówność – kiedyż to ostatni raz usłyszałem te słowa wypowiedziane w moim kraju w jakiejś zwykłej, codziennej rozmowie?” Rzeczywiście – w „Lapidarium” nie znajdziemy łatwej pociechy. Czy jednak tego właśnie powinniśmy szukać? (Czytelnik, Warszawa 2002, s. 128.) 


 





 

 

 

 

 

Nr 47 (2785), 24 listopada 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl