WŚRÓD KSIĄŻEK
Lektor
Historia, Europa
Aron Guriewicz: JEDNOSTKA W DZIEJACH EUROPY (ŚREDNIOWIECZE) – „Historycy od dawna prowadzą z powodzeniem badania nad społeczeństwem, jego ekonomicznymi, społecznymi i politycznymi uwarunkowaniami. Człowiek – »atom« struktury społecznej – nadal jednak pozostaje zagadką. Zgromadzono obszerny materiał na temat jego osiągnięć i aktywności, jego czynów i życia codziennego, znamy wypowiedzi oraz idee ludzi przeszłości. Historycy mentalności ujawniają różnorodne aspekty obrazu świata, którym kierowali się ludzie, i hipotetycznie rekonstruują pole semantyczne, w którym mogła się poruszać ich myśl. W mentalności wyraża się jednak przede wszystkim psychologia zbiorowa... Świadomość konkretnej jednostki, niepowtarzalna konstelacja tylko jej właściwych elementów obrazu świata na ogół umyka naszej uwadze”. Tymczasem indywidualność człowieka jest problemem dla historyka istotnym, zwłaszcza jeśli zajmuje się on dziejami Europy. Bo przecież to indywidualizacja jednostki tkwi u podstaw procesów, które przekształciły nasz kontynent.
Dlatego problem ten pojawił się w międzynarodowej serii „Tworzenie Europy”, redagowanej przez sławnego francuskiego historyka Jacquesa Le Goffa. Temat „jednostki w europejskim średniowieczu” powierzył Le Goff wybitnemu mediewiście rosyjskiemu. Aron Guriewicz, rocznik 1924, wykładowca Rosyjskiej Akademii Nauk, znany jest u nas z kilku książek (m. in. „Kategorie kultury średniowiecznej”, 1976). We wprowadzeniu, z którego pochodzi przytoczony cytat, tłumaczy, że przyjął propozycję Le Goffa także i z motywów osobistych. „Temat jednostki i indywidualności stał się w moim kraju bardzo aktualny i nabrał nowych znaczeń... Aby Rosja mogła włączyć się w nurt cywilizacji (a innej możliwości wyjścia z kryzysu nie widzę), musi przyswoić sobie jej fundamentalne wartości”.
*
Wróćmy jednak w wieki średnie, zwłaszcza że wędrówka, do jakiej zaprasza nas autor, jest prawdziwie wciągająca. Próbując przedrzeć przez barierę, jaką tworzy niedostatek źródeł, różnice mentalności, kanony pętające literaturę epoki i jej „nieprzezwyciężona skłonność do wtapiania pierwiastka indywidualnego w społecznie obowiązujący wzorzec”, stosuje różne metody, łączy ujęcie indywidualizujące z generalizującym. Obok najwybitniejszych twórców epoki, takich jak św. Augustyn, opat Sugeriusz, Abelard, Dante czy Petrarka, pojawiają się na kartach książki postaci mniej znane: na przykład Opicynus, XIV-wieczny duchowny z Pawii, udręczony myślami o nieskończonej grzeszności świata i zgubie własnej duszy. Jego spuścizna pisarska i plastyczna odsłania osobowość na granicy psychopatologii, interesującą jednak dla historyka jako fenomen swojego czasu. Guriewicz zwraca też uwagę na rolę, jaką w wyeksponowaniu pierwiastka indywidualnego w życiu średniowiecznego Zachodu odegrało dziedzictwo barbarzyńskich ludów germańskich, i cały rozdział poświęca analizie zabytków literatury staroskandynawskiej.
Bowiem „w sensie antropologicznym średniowiecze nie przejęło po antyku łatwej spuścizny. W grecko-rzymskiej starożytności nie istniało pojęcie osobowości. Greckie prosopon i łacińskie persona oznaczały maski teatralne. Maska nie jest osobą, lecz raczej jej przeciwieństwem... Psychologia człowieka nie była w starożytnej Grecji dziedziną wytężonych badań i poszukiwań”. Sytuacja zmieniła się nieco w starożytnym Rzymie, jednak przełomu dokonał dopiero św. Augustyn. „Podczas gdy ludzie antyku koncentrowali się na losie, przeznaczeniu, »zwalniającym« jednostki od osobistej odpowiedzialności za własne życie i czyny, Augustyn oświadcza: Ego non fatum, non fortuna, non diabolus (ja, a nie przeznaczenie, nie szczęście i nie diabeł). W centrum świata jest Ego, które stoi przed obliczem Stwórcy. Augustyn dramatycznie odczuwa i przeżywa swoją drogę życiową – od grzesznych błędów młodości do odkrycia prawdziwego Boga”.
„Wyznania” stworzyły kanon, po który sięgali autorzy autobiografii średniowiecznych, wyznaczyły jednak także pułap, którego przez kilka wieków nikt nie przekroczył; „jeśli chodzi o głębię zrozumienia psychologii człowieka, to na przestrzeni całego średniowiecza po Augustynie nie stworzono podobnego dzieła” – twierdzi Guriewicz. Prawdziwym uczniem Augustyna okaże się dopiero Petrarka. Żyje już jednak w radykalnie zmienionym świecie: „podczas gdy osobowość Augustyna otwiera się ku Bogu i dąży do stopienia z Nim, Petrarka skoncentrowany na własnym samowartościującym się »ja« starannie i rozważnie konstruuje swoją biografię i osobowość”.
*
Czy potrafimy naprawdę poznać i zrozumieć ludzi, którzy żyli na przestrzeni blisko tysiąclecia dzielącego te dwie wielkie postacie? Tysiąclecie to, pisze Guriewicz, „nie było ubogie w talenty, w wybitnych twórców, głębokich myślicieli, ale ci geniusze i twórcy nie dysponowali możliwościami pełnego odkrycia swojej indywidualności”; możliwe też, że wielu z nich znajdowało „specyficzne sposoby jej potwierdzenia”. Trzeba bowiem pamiętać – kończy autor – że „człowiek średniowiecza jest naszym poprzednikiem i jednocześnie jest Inny (nie obcy, a właśnie inny)”. (Wydawnictwo Marabut i Oficyna Wydawnicza VOLUMEN, Gdańsk-Warszawa 2002, s. 270. Przekład: Zdzisław Dobrzyniecki. Przedmowa: Jacques Le Goff. Na końcu bibliografia oraz indeksy. W serii „Tworzenie Europy” ukazała się wcześniej książka Umberta Eco „W poszukiwaniu języka uniwersalnego”.)
Riccardo Calimani: HISTORIA GETTA WENECKIEGO – 29 marca 1516 Senat Najjaśniejszej Rzeczypospolitej ogłosił dekret, na mocy którego weneccy Żydzi „powinni wszyscy razem mieszkać w kwartale domów, jaki jest w Getcie w pobliżu San Gerolamo; i żeby w nocy nie chodzili dookoła, od strony Starego Getta, gdzie jest mały mosteczek, oraz z przeciwległej strony zbudowane będą dwie bramy”. Bramy miały być pilnowane i zamykane na noc przez czterech chrześcijańskich strażników, a kanały otaczające dzielnicę żydowską – patrolowane stale przez dwie łodzie.
Historia Żydów w Wenecji nie zaczyna się oczywiście z tym dniem i Riccardo Calimani (rocznik 1946, wenecjanin z urodzenia) opisuje także hipotetyczne początki ich obecności w mieście na lagunie oraz ich położenie w średniowieczu. Ostatnie rozdziały doprowadzają opowieść aż do II wojny światowej; od września 1943 do kwietnia 1945 zginęło około 200 weneckich Żydów. Zasadnicza jednak część książki dotyczy trzech wieków istnienia „dzielnicy zamkniętej”.
Dowiadujemy się więc o strukturze społecznej jej mieszkańców i poszczególnych „nacjach”, nazywanych od miejsca pochodzenia, o problemie marranów przybyłych z Półwyspu Iberyjskiego, o roli pełnionej przez Żydów w weneckim systemie ekonomicznym i wynikających stąd konfliktach, o ich udziale w międzynarodowej grze politycznej prowadzonej przez Serenissimę, o rozwijającej się w getcie kulturze i ruchach mesjanistycznych. Poznajemy wybitne indywidualności, takie jak Izaak Abrawanel, Dawid de Pomis czy Simon Luzzato, współtwórcy mitu Wenecji, jak Joao Micas alias Giovanni Miches alias Joseph Nasi książę Naksos, którego burzliwa biografia stanowiłaby świetny materiał na film sensacyjny, jak XVII-wieczna poetka Sara Coppio Sullam, kobieta piękna i wyjątkowa, czy Giulio Morosini (Samuel Nahmias), konwertyta i autor wydanego w 1683 dzieła stanowiącego jedno z najobfitszych źródeł wiadomości o życiu i obyczajach ówczesnych Żydów.
Miejsce getta w państwie weneckim i jego stosunki z władzami Serenissimy były dość szczególne. Równocześnie jednak w historii weneckich Żydów powtarzają się wątki uniwersalne, związane ze stosunkiem do nich chrześcijańskiego otoczenia. Obowiązek noszenia żółtych czapek, oskarżenia o mord rytualny (przeciw którym zresztą występowali papieże), sprawy wytaczane przed trybunał Inkwizycji przeciw konwertytom podejrzanym o powrót do judaizmu... Biorąc nawet poprawkę na kontekst epoki – fakty i dokumenty przytaczane przez Calimaniego budzą w czytelniku dreszcz. (Czytelnik, Warszawa 2002, s. 420. Przełożyła Teresa Jekielowa. Seria „Pejzaże kultury”.)
|