WŚRÓD KSIĄŻEK
Lektor
„Uparcie szukamy spojrzenia mniej bezlitosnego”
C[harles] K[enneth] Williams: CZUWANIE – pierwsza u nas książka jednego z uczestników tegorocznego Krakowskiego Seminarium Poetyckiego, a w poprzednich latach gościa krakowskich Spotkań Poetów, stanowi wybór z siedmiu tomów jego wierszy, spośród których ostatni, „Repair” (1999), wyróżniony został Nagrodą Pulitzera. C. K. Williams (rocznik 1936) mieszka obecnie w Paryżu, jeden semestr w roku spędza na uniwersytecie w Princeton, gdzie prowadzi zajęcia z creative writing.
„Poezja C. K. Williamsa – pisze Adam Zagajewski, współtłumacz amerykańskiego poety i zarazem sam przez niego tłumaczony na angielski – wywodzi się z głównego nurtu amerykańskiej tradycji, tego nurtu, któremu przyświeca gwiazda Walta Whitmana: nawet formalne aspekty jego wierszy – długie linijki, naśladujące biblijne wersety – przyświadczają temu wyborowi. Ale konieczne są uściślenia”. Zagajewski wskazuje na ewolucję widoczną u Williamsa, znajdując dla niej analogię we własnym doświadczeniu pokoleniowym – doświadczeniu Nowej Fali. „C. K. Williams jest moralistą i krytykiem społeczeństwa. Kto jednak prześledzi jego drogę artystyczną, zwróci uwagę na zmieniającą się świadomość estetyczną autora. Nie zapominając o żywym przedmiocie swych studiów, staje się on autorem coraz bardziej świadomym złożoności materii poetyckiej, poetą, który pamięta i o tradycji swej sztuki, i o mitach, które towarzyszyły jej od niepamiętnych czasów”.
Whitmanowska fraza zamyka w sobie precyzyjny, wydestylowany opis doświadczeń dzieciństwa, wielorakich inicjacji, elegijny portret świata, którego przemijanie tożsame jest z naszym umieraniem. Wracają pytania o chemię naszych uczuć i ich trwałość, o dramaturgię miłości i w ogóle relacji, jakie łączą nas z innymi. Wpojony w dzieciństwie rygoryzm etyczny – babka z wiersza „Brud” myje chłopcu usta szarym mydłem, „a wszystko z powodu słowa, które powiedziałem / nie tyle powiedziałem, co tylko powtórzyłem” – rodzi bunt, ale pozostaje zarazem ciągłym źródłem niepokoju, impulsem do autoanalizy. Własne odbicie ujrzane w lustrze „wywołuje wzdrygnięcie, wstrząs, szybkie spojrzenie w bok”, przynosi bowiem obraz niespełnionych obietnic. „Dostrzegam tylko ślady moich dawnych, odrzuconych twarzy” – mówi narrator wiersza „Odbicie”, by na koniec zapytać: „A może uparcie szukamy spojrzenia mniej bezlitosnego, / nie »wciąż tego nie ma«, ale raczej »pokój z tobą, wejdź«”.
W książce znalazły się 24 wiersze Williamsa w wyborze Mai Wodeckiej i w jej przekładzie, w kilku przypadkach dokonanym przy współpracy Adama Zagajewskiego. Niektóre – ostatnio „Psyche pajęczycę” – drukowaliśmy w „Tygodniku”. Na okładce fragment fresku Filippina Lippiego z florenckiej Kaplicy Brancaccich. (Wydawnictwo a5, Kraków 2002, s. 40. Tom 41 Biblioteki Poetyckiej pod redakcją Ryszarda Krynickiego.)
Portret
Tadeusz Nyczek: KOS. O ADAMIE ZAGAJEWSKIM – ta książka jest tyleż obiektywną monografią, ile osobistym i pokoleniowym rozliczeniem. „Okazało się, że o Zagajewskim pisuję już trzydzieści lat – zaczyna autor. – Byłem świadkiem początków... no, może przesada, prawie początków istnienia jego poezji i jego eseistyki. Chadzałem na spotkania autorskie grupy »Teraz«, spotykaliśmy się na tych samych szlakach krakowskich, w Kole Młodych przy Związku Literatów, w klubie »Pod Jaszczurami«, w redakcji »Studenta«, na spektaklach studenckich teatrów... Mieliśmy – nazywano nas Pokoleniem 68 albo Nową Falą – nadzieję zmienić, drobiazg, nie tylko polską literaturę i kulturę, ale i nasze życie”.
Wierne towarzyszenie twórczości Zagajewskiego nie ustrzegło Tadeusza Nyczka od zaskoczeń, a kolejne etapy relacji pisarz – krytyk znalazły w książce swoje odbicie. Mamy więc najpierw „Komunikaty, listy, wyznania”, gdzie trzy pierwsze zbiory wierszy Zagajewskiego – „Komunikat” (1972), „Sklepy mięsne” (1975) i wydany już w drugim obiegu „List” (1979) – posłużyły do zbudowania całościowego modelu tej poezji wraz z prognozą na przyszłość. Niewiele stron dalej, w szkicu „Kot w mokrym ogrodzie”, Nyczek wyznaje: „Byłem (prawie) pewien, że udało mi się skonstruować kilka fundamentalnych zasad, wedle których będzie można odtąd czytać tę poezję bez obawy omyłki co do rozpoznań elementarnych”. Po czym wyrywa mu się westchnienie: „Gdybym to ja wiedział, co mi Adam szykuje”... A przecież, jak przyznaje, zapowiedzi zwrotu, który pełny wyraz znalazł w tomie wierszy „Jechać do Lwowa” (1985) i w esejach z „Solidarności i samotności”, znaleźć można było już wcześniej.
Jest więc w tej książce Zagajewski „nowofalowy” i jest autor „Płótna” oraz „Ziemi ognistej”, bardziej chyba doceniony w Stanach Zjednoczonych czy w Szwecji niż w Polsce. Jest analiza „Świata nie przedstawionego”, sławnej książki-manifestu, ogłoszonej w 1974 roku wspólnie z Julianem Kornhauserem, a także interesująca próba odczytania szkiców z „Drugiego oddechu” (1978) na tle debiutanckiej powieści „Ciepło, zimno” (1975), złączona z nakreśleniem hipotetycznego dalszego ciągu życiorysu bohatera tej powieści Krzysztofa Oremusa, z którym rozstajemy się w marcu 1968.
Bardzo wysoką ocenę uzyskuje u Nyczka tom esejów „Solidarność i samotność” (1986) – „jeszcze jeden rzetelny most między dwiema Europami”. Z podobnych względów zwraca on też uwagę na zapomnianą „Cienką kreskę” (1983), drugą, a właściwie trzecią powieść Zagajewskiego (druga, „Słuch absolutny”, ukazała się jedynie po niemiecku), widząc w berlińskich przygodach polskiego grafika „jeden z ciekawszych zapisów spotkania się dwóch światów, Wschodu i Zachodu”. Fragment poświęcony „Cienkiej kresce” stanowi część obszernego studium o mitologii miasta u autora „Dwóch miast”, o jego duchowej geografii. Ostatni zaś tekst doprowadza intelektualną i artystyczną biografię Zagajewskiego do lat ostatnich, do esejów publikowanych w „Zeszytach Literackich”, w których rozwija on program obrony wysokiego stylu i żarliwości.
„Czyżby ten program, o niewątpliwych znamionach odwagi, był odwagą głoszenia anachronizmu? – zastanawia się Nyczek. – Obroną ostatnich wysp kultury wysokiej, zalewanych przez potężne przypływy niekonfliktowej rozrywki dla tłumów? Zagajewski nie obraża się przecież na rzeczywistość i jej atrybuty. Wyraźnie mówi, że elementarnym pożywieniem poezji pełnej jest także przyziemny konkret; owszem, śpiew kosa, ale i skrzętne dreptanie wróbla. Nie wyniosłość Claudela i patos Saint-John Perse’a będą mu przewodnikami, a dramatyzm Miłosza czy Audena, którzy wysoki styl sycą przemijalnym doświadczeniem codzienności”.
Śpiew kosa – dzięki tej aluzji możemy na koniec wyjaśnić tytuł książki. Otwiera ją mianowicie motto z eseistycznego tomu „W cudzym pięknie”, pochwała porannej godziny, gdy „ponad dachami miasta unosi się gęsta chmura śpiewu”, ptasi wielogłos, którego nie słyszy „nieczuła miejska ludzkość, ludzkość nafaszerowana środkami nasennymi i uspokajającymi, pogrążona w swych freudowskich troskach, badająca swoje wspomnienia, spisująca klęski i zwycięstwa, broniąca się przed proroctwami”. Kosy śpiewają; „jaka szkoda, że śpimy wtedy, że nas nie ma, że nasze uszy utopione są w ciepłej substancji poduszek”... (Wydawnictwo Literackie, s. 214. W tekście fotografie, na końcu wykaz utworów Adama Zagajewskiego i indeks osób.)
|