WŚRÓD KSIĄŻEK
Lektor
Modlitwy Papieża
Jan Paweł II: SŁOWA NATCHNIENIA; ZAPROSZENIE DO MODLITWY – pośród wypowiedzi Jana Pawła II znajdziemy bardzo wiele modlitw. Apostrofy modlitewne wplecione są często w teksty o innym charakterze, zamykają encykliki czy adhortacje. Bywa też, że w papieskiej modlitwie zawiera się przesłanie, które w danej chwili trudno byłoby wyrazić w innej formie. Z jaką uwagą i przejęciem słuchaliśmy w roku 1982 modlitw Jana Pawła II za Polskę – odnajdywaliśmy w nich nasz własny ból, a równocześnie uczyliśmy się z nich nadziei.
W księgarniach są już dwa pierwsze z liczącej siedem tomików serii wydanej we Włoszech przez Libreria Editrice Rogate. Modlitwy Jana Pawła II ułożono w nich wedle klucza tematycznego. „Słowa natchnienia” to przede wszystkim wypowiedzi skierowane do członków rozmaitych instytutów świeckich, a więc ludzi, którzy pośród codzienności stać się mają świadkami Chrystusa. Druga z książeczek stanowi, zgodnie z tytułem, rodzaj „szkoły modlitwy”. Bowiem „modlić się nie jest nakazem, jest darem. Nie jest też przymusem, lecz możliwością.; nie jest ciężarem, lecz radością. Ale aby doznać tej radości, trzeba wydać swojemu duchowi właściwe dyspozycje”. Po rozważaniach o istocie i sensie tego daru znajdziemy przykłady modlitw do Boga, Chrystusa i Ducha Świętego, do Maryi, a także w intencji jedności chrześcijan, powołań kapłańskich, pokoju i rodziny.
Teksty papieskie ukazują się u nas w rozmaitych wydaniach – książeczki wydane przez Rebis zalecają się ładną szatą graficzną i poręcznym formatem, który sprawia, że służyć mogą rzeczywiście jako pomoc w medytacji. Opracowanie redakcyjne wersji polskiej powierzono ks. Zdzisławowi Brzękowi SDB i Dorocie Strzałko. Przekłady pochodzą bądź z istniejących wydań polskich i polskiego „L’Osservatore Romano”, bądź są autorstwa Roberta Bartołda. Wstęp do wydania polskiego „Słów natchnienia” napisał ks. Brzęk, a do „Zaproszenia do modlitwy” – dominikanin o. Jan Góra. Wkrótce ukazać się mają dwa kolejne tomy: „Ku powołaniu miłości” i „Ewangelia cierpienia”. (Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2002, s. 216 i 312.)
U progu nowego świata
KULTURA MASOWA. Wybór, przekład i przedmowa: Czesław Miłosz – „Kultura masowa – pisał w 1958 roku Czesław Miłosz – obejmowała przed ostatnią wojną swoim zasięgiem również Europę Środkowo-Wschodnią, w każdym razie miasta, gdzie jej forpocztą było kino. Choć wyrosłem w orbicie i kultury inteligenckiej, i ludowej, już zaznałem niektórych nowych wpływów (zeszyty Nata Pinkertona czytane pod ławką w szkole, romanse kryminalne, science fiction o Marsjanach), a kino oddziaływało silnie na nas wszystkich”.
Podział kontynentu dokonany po II wojnie światowej stworzył barierę uniemożliwiającą bezpośrednie przenikanie kulturowych wzorów z Zachodu na Wschód; równocześnie jednak na Wschodzie dokonywała się industrializacja, której kultura masowa jest funkcją. „Gdyby jakaś magia usunęła barierę – przewidywał Miłosz – Polska natychmiast zostałaby pochłonięta przez kulturę masową komercjalną, i to w stopniu o wiele większym niż przed wojną, kiedy brakło do tego społecznych warunków, bo cała niemal wieś (wtedy przygniatająca większość ludności) była wyłączona z obiegu”. Dziś, po trzynastu latach, jakie minęły od usunięcia „żelaznej kurtyny”, można powiedzieć, że były to słowa prorocze.
Cytat pochodzi z tekstu zamykającego antologię przygotowaną przez Miłosza dla paryskiego Instytutu Literackiego. Antologia, stanowiąca wybór z obszerniejszej publikacji amerykańskiej i ogłoszona po polsku w 1959 roku, a więc na pięć lat przed ukazaniem się w kraju pierwszej poważnej pracy na ten sam temat – książki Antoniny Kłoskowskiej „Kultura masowa. Krytyka i obrona” – była próbą przeniesienia dyskusji o mass culture na nasz grunt. Dyskusja ta bowiem – tłumaczył Miłosz – „dotyczy losu nas wszystkich, niezależnie od długości i szerokości geograficznej”, i choć dotąd jej uczestnikami byli głównie intelektualiści amerykańscy, a więc przedstawiciele kraju przewodzącego w procesie industrializacji, to jednak dotyka ona spraw istotnych również poza obszarem Ameryki. Antologię otwiera tekstem „Teoria kultury masowej” Dwight Macdonald, w latach 40. redaktor pisma „politics”, ekstrockista, którego barwny portret znajdziemy w „Abecadle” Miłosza. Następne głosy to „Awangarda i kicz” Clementa Greenberga, „Oko, dźwięk i furia” Marshalla McLuhana, teoretyka komunikacji społecznej i najbardziej u nas znanego spośród autorów tej książki, „Szczęścia i nieszczęścia nie umiemy mierzyć” Ernesta van der Haaga, „Środek przeciw krańcom” Leslie A. Fiedlera i „Kultura popularna a społeczeństwo otwarte” Melvina Tunina.
*
Czy warto wracać do tekstów sprzed pół wieku dziś, w dobie globalizacji, internetu i „rzeczywistości wirtualnej”? Przecież, jak pisze w dodanym teraz wprowadzeniu prof. Jerzy Szacki, „w porównaniu z dzisiejszymi Wielkimi Braćmi, Amazonkami i Gladiatorami budzące ongiś przerażenie elit zjawiska kultury masowej mogą wydawać się szczytami wyrafinowania”. Starczy przypomnieć, że niesmak Theodora Adorno, sławnego filozofa i autora jednego z najostrzejszych ataków na kulturę masową, budziła popularność kina i jazzu. Także zresztą i Miłosz, wspominając o nowych wpływach, które nań przed wojną oddziałały, wymienia m. in. Chaplina, Bustera Keatona i niemiecki film ekspresjonistyczny – a więc zjawiska, które dziś zaliczymy raczej do kultury „wysokiej” i które (słusznie) wydają się nam niepomiernie odległe od zamulających telewizję debilnych konkursów czy reality shows.
Istotnie, granice naszej wrażliwości estetycznej uległy przesunięciu, a niektóre z tekstów antologii postarzały się bądź zbanalizowały, ale – zaznacza Szacki – ich problematyka nie utraciła aktualności. Zadziwiająco też aktualne pozostają sformułowane na zakończenie przez Miłosza „Pytania do dyskusji”, w których przymierzył doświadczenia amerykańskie do polskich czy, szerzej, wschodnioeuropejskich, interesująco analizując relację pomiędzy kulturą „ludową”, „wyższą” i „masową” w nowej komunistycznej rzeczywistości, zastanawiając się nad losem folkloru i stawiając parę hipotez dotyczących przyszłości. Mniej tutaj niż u niektórych Amerykanów gorzkich konstatacji i ubolewania nad tym, że „świat poszedł w złą stronę”; dominuje raczej chęć zrozumienia toczących się procesów i szukania zawczasu środków zaradczych.
Miłosz przytacza też lojalnie, za Edwardem Shilsem, najważniejsze zarzuty wysuwane przeciw intelektualistom niezadowolonym z postępów mass culture, a w obronie przeciętnego jej odbiorcy. Zgadzając się z częścią tych zarzutów, Miłosz przypomina jednak, że „ten sam przeciętny człowiek, który dba tylko o zarobek i przyjemność, równocześnie nosi w sobie impulsy zdolne uwikłać go w ideologię, w politykę, w poezję, a nawet kazać mu umierać na barykadach”. Owszem, naiwna była wiara Adorna, wedle którego – jak pisze Szacki – „lud słuchałby z upodobaniem muzyki Schoenberga, gdyby pod wpływem manipulacji »przemysłu kulturalnego« nie zagustował na przykład w ogłupiającym go jazzie”. Ale równie naiwna – podkreśla Miłosz – jest pewność, że „brzuch jest wyłączną przyczyną szczęścia lub nieszczęścia”, a zatem wolno nam lekceważyć „wagę intelektualnych i emocjonalnych powikłań w innych społeczeństwach”. Wydarzenia ostatnich lat przyniosły wiele argumentów na rzecz jego tezy. Warto sięgnąć po książkę, która u progu przemian kulturowych, jakich dziś doświadczamy, starała się rozpoznać ich charakter i postawić właściwą diagnozę. (Wydawnictwo Literackie, Kraków 2002, s. 176. Na końcu indeks osób.)
|