WŚRÓD KSIĄŻEK
Lektor
NASZA SYTUACJA
Mieczysław Porębski: POLSKOŚĆ JAKO SYTUACJA – podczas niedawnej promocji tej książki w Sali Mehofferowskiej Wydawnictwa Literackiego jeden z dyskutantów, bodaj Tomasz Łubieński, zwrócił uwagę na znaczącą symbolikę okładki. Oparto ją na kontraście bieli i czerwieni, a więc na polskich barwach narodowych, równocześnie wprowadzając fotografię autora. To sygnał, że temat przewodni – polskość, „słowo-pomnik, dostojne i niebosiężne” – spleciony zostanie wewnątrz z wątkiem osobistym, że postrzegany będzie poprzez pryzmat indywidualnej wrażliwości i jednostkowego losu. I tak się rzeczywiście dzieje.
„Sytuację, zwaną polskością – przeczytamy w tytułowym szkicu, zapoznawszy się naprzód z wittgensteinowskim rozumieniem terminu „sytuacja” – warunkuje istnienie (po części zwartej, po części żyjącej w diasporze) wspólnoty duchowej, która skupia się wokół pewnych historycznie ukształtowanych symboli, z symbolami tymi identyfikuje swe trwanie, trwania tego ciągłość i godność”. Te symbole „współokreślające obszar i zasięg polskości” mogą mieć różny kształt. Najpierw są to MIEJSCA, „stołeczne i graniczne, te ostatnie raczej zmienne niż stałe, zawsze jednak, bliżej czy dalej, obecne, wewnątrz zaś tych granic kraj cały”. Po nich KSIĘGI i OBRAZY – nie darmo autor jest historykiem sztuki, a wplecione w tekst ilustracje, od dziewiętnastowiecznych, zapomnianych choć świetnych grafik Wincentego Smokowskiego po rysunki Brzozowskiego, Nowosielskiego i Kantora, układają się w osobną historię. Na koniec DŹWIĘKI, SMAKI i KOLORY, jak wspomniane już czerwień i biel. Wspólnota zaś i warunkowana przez jej istnienie sytuacja także są usytuowane – na skrzyżowaniu sytuacji innych, wcześniej uformowanych, takich jak śródziemnomorskość, chrześcijańskość, łacińskość czy sarmackość.
Takie jest pole, po którym będziemy się poruszać i które będziemy eksplorować na różne sposoby. Może to być wspomnienie dotyczące dziecięcych i młodzieńczych lektur czy miejsc, w których się dorastało, bo to poprzez nie zakorzeniamy się w rodzinnym języku i krajobrazie. Może być esej „Jak objawia się sztuka”, rozpinający most ponad wiekami pomiędzy Witem Stwoszem a Zbigniewem Uniłowskim, którego bohater ogląda figury Stwoszowskiego ołtarza, i Kantorem, który mistrza Wita umieścił w swoim spektaklu. Może być skrupulatna analiza filmowej wersji „Pana Tadeusza”, osadzająca dzieło Wajdy (i Mickiewicza) na społeczno-historycznym tle. Mogą być rozważania o naszym rodzimym micie sarmackim i o stereotypach – zewnętrznych i wewnętrznych – oraz symbolicznych figurach, które odzwierciedlają historyczne role, jakie Polakowi czy Polce „przyszło brać na siebie w historycznych perturbacjach”.
Polskość opisana (i postulowana) w tej książce jest świadoma siebie i zarazem otwarta, nie zagrażająca innym i unikająca obu zagrożeń, jakie na nią samą czyhają: jedno ze strony swojskich „Gnębonów Puczymordów strojących się w czapline albo pawie pióra”, drugie ze strony tych, którzy woleliby ucieczkę w krajową czy zagraniczną wieprzowatość, albo w acedię – „grzech nierządnego smutku”.
Powaga i erudycja (porządne przedwojenne gimnazjum – sprostowałby Profesor), a przy tym dystans i humor łączą się w „Polskości jako sytuacji” nierozerwalnie, tak jak Narodowe z Prywatnym, i to właśnie ów splot czyni jej lekturę zajęciem tak fascynującym. Któż bowiem, sięgając po pracę o Sprawach Narodowej Wagi, spodziewa się znaleźć w niej logiczny wywód (z tabelkami) o sposobie istnienia krasnoludków?
Warto jeszcze podkreślić jedną osobliwą cechę książki Mieczysława Porębskiego. Ta kronika przemian formy, w jaką przyobleka się nasz narodowy duch, powstawała etapami, po części w reakcji na wydarzenia – jak pierwsza „Solidarność”, a potem rok 1989 – i publiczne debaty o polskości właśnie, o sarmatyzmie czy o pojęciu ojczyzny. Tworzą ją więc kolejne próby podejścia do tytułowego tematu, od różnych stron i w rozmaitych kontekstach historycznych. Najstarszą z tych prób jest „Ten kraj”, wygłoszony w przeddzień wprowadzenia stanu wojennego, podczas przerwanego w połowie warszawskiego Kongresu Kultury w grudniu 1981. Opisuje on wpływ, jaki na ustalony w przebiegu dziejowym kształt przestrzenny (a zarazem i duchowy) „polskiej formy” miały lata PRL i stanowi rodzaj inwentaryzacji masy upadłościowej, ale też szkic programu naprawczego. Czyta się go dziś ze wzruszeniem, jako dokument tamtego czasu, ale dopisane później komentarze bardzo go zaktualizowały.
I tak jest z całą książką; składające się na nią teksty, od „Tego kraju” po powstałe jesienią ubiegłego roku rozważania o nowej „granicy współczesności”, wchodzą z sobą w dialog i razem składają się w ważny głos w debacie dzisiaj już toczonej: debacie o kształcie naszej tożsamości w obliczu przemian nie tylko w jednoczącej się Europie, ale w świecie całym, o naszych szansach i zagrożeniach, lękach i nadziejach. „Polskość jako sytuacja” to nie dokument historyczny, choć o historii w sporej mierze traktuje; to lektura dojmująco, rzekłbym, aktualna. (Wydawnictwo Literackie, Kraków 2002, s. 220. Projekt okładki, stron tytułowych i opracowanie graficzne: Władysław Pluta; zdjęcie na okładce autorstwa Adama Rzepeckiego. Wydawca zapowiada następne książki Profesora: dwie pierwsze to „Nowosielski” i „Wstęp do metakrytyki 2”, podejmujący na nowo, w odniesieniu do współczesnej sytuacji sztuki, wątki opublikowanego przed laty „Pożegnania z krytyką”.)
WITKACY ZEBRANY
Stanisław Ignacy Witkiewicz: NOWE FORMY W MALARSTWIE I WYNIKAJĄCE STĄD NIEPOROZUMIENIA; SZKICE ESTETYCZNE – ponieważ pisaliśmy w „Tygodniku” o niebezpieczeństwie, jakie zawisło nad wydaniem krytycznym „Dzieł zebranych” autora „Nienasycenia”, z tym większą radością informuję o podjęciu ich kontynuacji. Do tej pory w „Dziełach” ukazały się wszystkie cztery powieści Witkacego, „Narkotyki” wraz z „Niemytymi duszami”, pisma o teatrze oraz dwa tomy dramatów. W zapowiedziach, prócz trzeciego tomu dramatów, znalazło się także główne dzieło filozoficzne Witkacego („Pojęcia i twierdzenia implikowane przez pojęcie istnienia”) oraz „Spór o monadyzm”, czyli filozoficzny dwugłos polemiczny z Janem Leszczyńskim. W kolejce czeka też korespondencja, zwłaszcza zaś dwa tomy listów do żony, stanowiących dla miłośników i badaczy pisarza źródło nie do przecenienia. Teraz przypomniano dwie jego prace z teorii sztuki, wydane tuż po zakończeniu I wojny światowej.
„O upadku Sztuki mówić można, ale trzeba mieć do tego pewne prawa, tzn. Sztukę tak, jak należy, rozumieć. Jest źle, ale nie dlatego, że malarze przestali kopiować naturę, ponieważ ta ostatnia czynność nie ma ze Sztuką nic wspólnego. Przyczyny tego są daleko głębsze i cały proces jest daleko tragiczniejszy w swej konieczności, niż się to wydaje tym, którzy z lekkomyślnością karygodną wydają sądy o jedynym pięknie naszych czasów”. To zakończenie „Nowych form...” (wydanie pierwsze 1919), które nie są tylko wyrazem poglądów estetycznych autora i wykładem jego teorii Czystej Formy, ale formułują także katastroficzną wizję rozwoju społecznego, niosącego zagładę religii, filozofii i sztuce, wizję leżącą u podłoża obu wielkich powieści Witkacego, „Nienasycenia” i „Pożegnania jesieni”. Pod tekstem widnieje data 13 września 1918; o znaczeniu, jakie dla wykrystalizowania się filozoficznych, estetycznych i społecznych poglądów Witkacego miały jego przeżycia wojenne, pobyt w Rosji i doświadczenie rewolucji, pisze w nocie wydawniczej prof. Janusz Degler. Przytacza też – rzecz warta uwagi! – fragmenty tekstu skonfiskowane przez peerelowską cenzurę w obu dotychczasowych wznowieniach „Nowych form...”: w roku 1959 i 1974. „Szkice estetyczne” natomiast (wydanie pierwsze 1922) zawierają osiem wypowiedzi poruszających kwestie teoretyczne w odniesieniu do sztuki najnowszej; znajduje się tu m. in. ważna polemika z Leonem Chwistkiem. Wydanie opracowali Janusz Degler i Lech Sokół. (Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2002, s. 416.)
Lektor
|