WŚRÓD KSIĄŻEK
Lektor
DROGI WIARY, DROGI KOŚCIOŁA
Józefa Hennelowa: NIEDOWIARSTWO MOJE – „Wierzę, Panie! Wspomóż niedowiarstwo moje” – woła w Ewangelii św. Marka do Jezusa ojciec chłopca „opętanego duchem niemym”. Ta prośba zawiera w sobie paradoks: jest deklaracją wiary, ale zarazem wyznaniem jej słabości i potrzeby wzmocnienia, którego źródło stanowi łaska. Wsparciem na drogach wiary może być świadectwo innych, którzy opowiedzą o swoich poszukiwaniach. Właśnie takim świadectwem jest ta książka. Teksty publicystyczne, medytacje religijne i portrety postaci bliskich Autorce układają się w całość złączoną wspólnym mianownikiem ewangelicznego cytatu.
Teksty owe przepaja przeświadczenie o realności tamtej wielkiej opowieści przekazanej nam przez Mateusza, Marka, Łukasza i Jana, przekonanie, że dzieje się ona w gruncie rzeczy tu i teraz. Stąd potrzeba nieustannego konfrontowania naszego chrześcijaństwa, czy ściślej – sposobu, w jaki odbija się ono w naszym życiu, z wartościami podstawowymi. A zarazem poczucie, że wiara ani nie da się zamknąć w obszarze prywatności, ani podporządkować zadekretowanym do końca formom. „Jeśli bowiem wiara to najbardziej wewnętrzna prawda życia, jego sens i jądro – czytamy w szkicu „Co to jest prywatność” – nie da się jej schować do kieszeni w chwili, gdy człowiek ze sfery osobistego życia przechodzić będzie w jakikolwiek wymiar społeczny. Jeśli to jest jego prawda, ona musi się przebić”. Niekoniecznie poprzez zewnętrzną manifestację, poprzez ostentacyjnie noszony znak. „Jeśli wiara nie jest przynależnością organizacyjną, lecz treścią życia, to i tak o sobie zaświadczy, i tak stanie się czytelna. Przez swoje wybory, przez wymiar człowieczeństwa tego, kto ją wyznaje”.
W przywołanej przez Józefę Hennelową galerii świadków pojawiają się: Teresa Martin, czyli „mała” święta Teresa, biskup Jerzy Matulewicz-Matulaitis, ks. Jerzy Popiełuszko, Jerzy Turowicz, młody ksiądz Karol Wojtyła, zmarły w Kazachstanie ks. Władysław Bukowiński, Chantal Godinot, zabita przez snajpera uczestniczka konwoju do oblężonego Sarajewa. Jest też wśród nich ks. Andrzej Bardecki – człowiek, który „w Kościele polskim należeć będzie do postaci pomnikowych, choć we wszystkim był całkowitym jakiegokolwiek pomnika zaprzeczeniem”, który „dobroć i wierność łączył harmonijnie z niewzruszoną odwagą mówienia w oczy prawd trudnych i bardzo trudnych”. I który umiał otworzyć się na każdego człowieka.
Pojęcie „otwartości” nie jest bowiem dla Józefy Hennelowej – i nie było dla księdza Andrzeja – ideologiczną etykietką wartościowaną ujemnie czy dodatnio, ale przyrodzoną cechą naszej religii. „Bożonarodzeniowe szopki – zauważa Autorka – jakkolwiek by wyglądały, nie mają drzwi (...) Chrześcijaństwo nie może być inne niż otwarte. I nie pojmę, jak z otwartości można uczynić kwalifikator pewnych tylko postaw, którym przeciwstawia się diametralnie inne, dyskutując z niepokojem, czy owa otwartość to nie jest aby przypadkiem element zdrady albo osłabienia chrześcijaństwa. (...) Żłób w grocie pod Betlejem stał się ośrodkiem ziemi i nikomu nie powiedziano wówczas: tobie nie wolno się zbliżyć – byle tylko, tak jak śpiewali aniołowie, miał dobrą wolę. Przecież ta otwartość szopy z Narodzonym to nie była otwartość rozstajnych dróg, gdzie nie wiadomo, w którą stronę się udać. Zupełnie przeciwnie: oto było centrum, punkt ciężkości, oś wędrówki, krystalicznie wyrazista prawda zawarta w Dziecku. I zapraszająca wszystkich.”
(Wydawnictwo Znak, Kraków 2002, s. 150.)
Ks. Stanisław Musiał: DWANAŚCIE KOSZY UŁOMKÓW – tutaj także punktem wyjścia jest obraz z Ewangelii, mianowicie znajdująca się u św. Jana scena cudownego rozmnożenia chleba i ryb. Gdy już wszyscy się nasycili, uczniowie na polecenie Jezusa „ułomkami z pięciu chlebów jęczmiennych napełnili dwanaście koszów”. Owe ułomki, owoc Jezusowego cudu, musiały być równie pożywne jak same chleby.
Do czego odnosi się tytułowa metafora? „Kosze ułomków” to najpierw niewyczerpane bogactwo historii chrześcijaństwa, w której wciąż znajdujemy przykłady, wzory i przestrogi, i którą zawsze warto na nowo odczytywać. To także, jak pisze we wprowadzeniu współbrat autora w zakonie jezuitów, ks. Stanisław Obirek, „pokarm Boży rozproszony w naszym świecie i w naszym kulturowym dziedzictwie”. I jeszcze –obecność Boga wokół nas, którą dostrzec możemy, jeśli tylko będziemy chcieli, w drugim człowieku i w naturze. Stronice poświęcone zwierzętom należą do piękniejszych fragmentów „Dwunastu koszy...”
Dociekając prawdy o człowieku, „szukając obecności Boga w najgłębszym doświadczeniu ludzkiego losu”, jak to ujął ks. Obirek, ks. Musiał odrzuca odpowiedzi nazbyt uładzone. Odrzuca też współczesny kult perfekcjonizmu, profesjonalizmu, skuteczności. W „Pochwale chwastów”, której bohaterem jest święty Franciszek z Asyżu, jedna z ulubionych postaci „Koszy”, przypomniano zalecenie, jakie święty wydał bratu ogrodnikowi: by, sadząc warzywa, zostawiał zawsze część grządki nieobrobioną i pozwalał róść na niej także i chwastom. W tamtym świecie „było miejsce i na to, co wydaje się być bezużyteczne, czy nawet bywa postrzegane jako coś zawężającego naszą przestrzeń życiową”. Franciszkowe chwasty to „metafora tego wszystkiego, co szare, codzienne, pozornie bezużyteczne” – także w naszym życiu i naszej psychice. Usuwając je, budujemy sztuczny świat, który daje nam złudne poczucie wszechmocy; w rzeczywistości zaś sycimy tylko naszą pychę.
Wędrując przez wieki historii chrześcijaństwa, od starożytności po współczesność, ks. Musiał nie waha się dotykać tematów niewygodnych – jak stosunek Kościoła do Żydów. „Czy nie byłoby dobrze – pyta, opisawszy wprzódy drastyczne przypadki antyżydowskiego prawodawstwa w chrześcijańskiej Europie – żebyśmy odbywając w Wielkim Poście nabożeństwo Drogi Krzyżowej, pomyśleli o tym, jaką »drogę krzyżową« zgotowali Żydom w Europie nasi przodkowie w ciągu wspólnej z nimi dwutysiącletniej historii?” Kpiąc z kościelnej tytułomanii przypomina, że przecież do samego Boga zwracamy się w modlitwie przez „Ty”, w wołaczu i często bez asysty uświetniających przymiotników! Kwestionując zasadność budowy kosztownych i monumentalnych świątyń, przestrzega: „Dla religii najgroźniejszą rzeczą jest przerost formy nad treścią, tak jak dla winnego krzewu rzeczą katastrofalną jest przerost liści”. Pisząc zaś o „kamienowaniu Papieża”, nie ma na myśli słynnej instalacji Cattelana, która taki skandal wywołała w Zachęcie, ale polską pomnikomanię. „Miałbym niezawodny środek leczniczy na tę narodowo-kościelną pomnikową gorączkę. Broń Boże, nie zakazywałbym stawiania pomników... Wprowadziłbym tylko pewne kryterium: które parafie mogą Ojcu Świętemu stawiać pomnik, a które tego przywileju by nie miały. Pozwoliłbym stawiać pomniki tylko tym parafiom, w których kościoły mają podjazd pochyły, umożliwiający niepełnosprawnym na wózkach inwalidzkich dostęp do świątyni...” Autor niewiele ma względu na Osoby i Urzędy, prowokuje ostrymi sformułowaniami, jak wiemy – często budzi swymi sądami sprzeciw.
Ale obok sporów o kształt Kościoła i rachunku jego przeszłych win znajdziemy u ks. Musiała galerię wspaniałych i dziwnie nam w tym ujęciu bliskich Ojców Pustyni, znajdziemy poruszająco osobiste refleksje o Chrystusie, o śmierci i zmartwychwstaniu. Źródłem jednych i drugich jest ta sama żarliwość, to samo przekonanie, że wiara nie jest domeną konwenansu, krzyż nie może stać się pustym symbolem, a przykazanie miłości do czegoś przecież zobowiązuje. I nie darmo jeszcze jednym ulubieńcem ks. Musiała jest św. Izaak z Niniwy, który przed wiekami tak odpowiadał na pytanie o „serce współczujące”. „Jest nim – mówił – serce całe w płomieniach dla stworzenia, dla ludzkości, dla ptaków, dla zwierząt, dla demonów, dla wszystkiego, co istnieje (...). Z tej racji zanosi ono nieustannie modlitwy, pełne łez, nawet za nierozumne zwierzęta i za wrogów wiary, także za tych, którzy czynią nam krzywdę, by Bóg o nich się troszczył i okazywał im swoją łaskę”.
(Wydawnictwo Literackie, Kraków 2002, s. 258.)
Lektor
|