WŚRÓD KSIĄŻEK

Lektor




TWARDOWSKI


Ks. Jan Twardowski: UTWORY ZEBRANE 1–3 – próbowałem kiedyś policzyć, ile rozmaitych wydań księdza Twardowskiego leży na stole w krakowskiej Księgarni Hetmańskiej, ale szybko się pogubiłem. Wznowienia poszczególnych tomów, mnóstwo okolicznościowych i tematycznych wyborów, WL-owski „Elementarz”... – liczba tytułów świadczy najlepiej o niesłabnącej popularności autora „Niebieskich okularów”, a zarazem nieco utrudnia orientację w jego dziele. Dziele rozległym i tworzonym przez wiele dziesięcioleci: przecież debiut książkowy młodego Jana Twardowskiego to rok 1937 („Powrót Andersena”), potem przyszły „Wiersze” (1959, Pallottinum), choć dopiero wydane w 1970 roku w Znaku „Znaki ufności”, rozchwytane przez czytelników i ciepło przyjęte przez recenzentów, dały początek trwającemu do dziś fenomenowi, wobec którego krytyka staje często bezradna.

„Utwory zebrane”, pozwalając lepiej rozeznać się w pisarstwie księdza Twardowskiego, ułatwią jej może zadanie. Choć oczywiście Jan Twardowski nie pisze dla krytyków i dyskretnie zaznacza dystans wobec ich sądów. Znacznie bardziej zależy mu na zwykłym odbiorcy, zwłaszcza zaś na odbiorcy dziecięcym. I właśnie utwory dla dzieci wypełniają trzy pierwsze tomy tego wydania; wiersze, opowiadania i przypowieści, sławne homilie z warszawskiego kościoła Wizytek, nawet scenki dramatyczne, jak „Jasełka”, których scena pierwsza jest zabawną wariacją na temat... mickiewiczowskiej „Romantyczności”, stylem bliską trochę „Kabaretowi Kici-Koci” Białoszewskiego.

Najpierw był „Zeszyt w kratkę. Rozmowy z dziećmi i nie tylko z dziećmi” (Znak 1973), później jego dalsze ciągi, a także „Patyki i patyczki”, „Kasztan dla milionera”, „Dwa osiołki”, „Nie tylko wrona chodzi zdziwiona” i inne książki, które – wznawiając – często poszerzano albo przypominano w nich dawne teksty w nowym układzie. Teraz, w konsultacji z Autorem, ustalono po pierwsze obowiązującą ich wersję, po drugie zaś pominięto powtórzenia. „Wyjątek – pisze w nocie wydawniczej Milena Kindziuk – stanowią wiersze, które drukowano najpierw także w tomach poetyckich bądź też historyjki, które ukazały się także w »Niecodzienniku« – nie można ich było bowiem usunąć z literatury dziecięcej”. Całość ma układ chronologiczny, zaburzony jedynie w tomie pierwszym, gdzie zebrano razem trzy kolejne „Zeszyty w kratkę”.

Franciszkańska prostota i głęboka wiara, ufność, dobroć i – nie na ostatnim miejscu – humor... „gdyby święty Franciszek był współczesnym poetą, pisałby tak jak Jan Twardowski” – napisała kiedyś Anna Kamieńska. Ale święty Franciszek to postać bardzo złożona, której nieobce były ludzkie dramaty. Dramat bólu, niezawinionego cierpienia, zła jest obecny i u księdza Twardowskiego; gdyby było inaczej, gdyby poeta przechodził do porządku nad naszym wewnętrznym rozdarciem, nie zdołałby dotrzeć do tak wielu. On jednak umie, także i dziecięcego czytelnika, stawiać wobec pytań trudnych; nie obchodzi ich, ale przezwycięża w imię wiary, czasem zaś uczy przyjmować je w milczeniu.

„Kryje się w tej poezji niemało pytań i wątpliwości, które – zapewne – wprawiają Pana Boga w niejakie zakłopotanie” – zauważył przed laty Jerzy Kwiatkowski, cytując dalej wiersz „Przyjdźcie”, gdzie właśnie „cierpienia niewinne” dzieci, zwierząt, a nawet roślin wzywane są na świadków: „przyjdźcie i powiedzcie / że to nie Jego wina”. Poetyckim lekarstwem na naszą bezradność jest paradoks, „zdolny – cytuję dalej Kwiatkowskiego – usankcjonować wszystko, co wewnętrznie sprzeczne i w konsekwencji przerastające ludzką możliwość pojmowania”. Paradoks właśnie „współtworzy w tej poezji cały system niespodzianek i zaskoczeń, współtworzy jej nieodparty urok: mądrej i świętej dziecinady, dowcipnego martwienia się, cywilnej sakralności, aureoli powieszonej między kapeluszami na wieszaku. A przy tym – urok, który stanowi dokładne przeciwieństwo nudy, tej nudy, która tak często pełznie ku nam z tomików współczesnych poetów”.

Dzieci zaś na nudę są szczególnie wrażliwe, lubią też w gruncie rzeczy, gdy się je traktuje serio, choćby odbywało się to w klimacie niepowagi i zabawy. Toteż słusznie zrobili wydawcy, pozostawiając w zbiorach przeznaczonych dla dzieci wiersze, które jeszcze raz powtórzone zostaną w następnych tomach „Utworów zebranych”. Jak „Podziękowanie”, które przedrukowane było w tomiku „Najmłodsi poeci i malarze” z 1998 roku, gdzie wiersze Twardowskiego sąsiadowały z dziecięcymi wierszami i obrazkami nadesłanymi na konkurs „Płomyczka”. „Dziękuję Ci że nie jest wszystko tylko białe albo czarne (...) / że niestałość spełnia swe zadanie / i ci co tak kochają że bronią błędów / tylko my chcemy być wciąż albo / albo i jesteśmy na złość stale w kratkę”.

(Wydawnictwo „M”, Kraków 2002, s. 270 + 216 + 252. Opracowała Milena Kindziuk Ilustracje: Maciej Rybicki, Aleksandra Kucharska-Cybuch, Paweł Kołodziejski, opracowanie graficzne Witold Siemaszkiewicz. Latem ma się ukazać „Poezja”, później zaś „Proza”.)

Jan Twardowski: MAŁA OJCZYZNA – to właśnie jeden z rozlicznych wyborów wierszy ks. Twardowskiego, wyróżniający się jednak formatem i nadzwyczaj staranną oprawą graficzną. Wiersze stopione tutaj zostały z obrazem, z fotografiami autorstwa Tadeusza Bacha i Aleksandry Iwanowskiej. Jest na nich pejzaż najbardziej swojski: leśny jar, miedza, łan owsa, krzyż na rozstaju, tafla jeziora ze stadkiem kaczek, drewniany płot z glinianym garnkiem. Także pojedyncze drzewa, krzewy i kwiaty, które u Twardowskiego zawsze noszą swoje indywidualne imię, więc i tutaj pokazane zostały z bliska, by można było policzyć płatki kwiatu rumianku i powieść palcem po żyłkowaniu liści brzozy. „Drzewa po kolei wszystkie niewierzące”, natura jako źródło zachwytu i milczący świadek stworzenia. „Bóg się ukrył dlatego by świat było widać”, byśmy mogli dostrzec „kuliste oczy ważki i fasolę w strąkach / matkę naszą przy stole która tak niedawno / za długie śmieszne ucho podnosiła kubek”.

Wszystko to składa się na „małą ojczyznę” rozumianą jako antidotum na wielkie słowa rodzące niebezpieczny nacjonalizm. „Małe ojczyzny rozumieją się, kochają i nie walczą ze sobą. Szanują siebie nawzajem. Uczą tolerancji, poszanowania innej religii, zwyczajów i nie stawiają siebie w pozycji lepszego” – czytamy w krótkim słowie wstępnym podpisanym przez Autora i Aleksandrę Iwanowską, której dziełem jest także dobór wierszy.

A znalazło się ich tutaj blisko sto czterdzieści, z różnych okresów, wśród nich te najbardziej znane, jak choćby zacytowany już na śmierć, a mimo to nadal wzruszający wiersz „Śpieszmy się”, dedykowany Annie Kamieńskiej, albo „O uśmiechu w kościele”. Uśmiechać się trzeba, pisze ksiądz Twardowski, także „do zakochanych którzy porozkręcali swoje serca na części czułe / do egzystencjalisty który jak rudy lis przenosi samotność z jednego miejsca na drugie”, a nawet „do ideologa który wygląda jak strach na ludzi”... Zamykający tom wiersz „Dobranoc”, jak czytamy na ostatniej stronie, ukazuje się po raz pierwszy. Przytoczmy więc na koniec tę piękną pochwałę nocy:

Noc od dnia ważniejsza

choćby się zdawało

że właśnie jest inaczej

kolejne złudzenie

a przecież nocą można odłożyć swe ciało

i sprawdzać czy Bóg jest

skoro jest milczenie

to modlitwa jest wtedy gdy mówić nie sposób

noc ma uszy zamknięte i w kółko zdziwione

jak dwa orzeszki klonu zrośnięte na zawsze

stale przypomina

nocą człowiek człowieka z miłości poczyna

dzień krzykliwy zagłusza

gdy czas mknie jak zając

noc wciąż czarna bo jasna

kochajmy. Dobranoc

(Wydawnictwo BOSZ, Olszanica 2002, s. 80.)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 22 (2760), 2 czerwca 2002

Szczegółowe omówienie


Obraz tygodnia



Kronika religijna

 

Medytacja Biblijna

 

Ks. Mieczysław Maliński

 

Liturgiczne czytania tygodnia

 

Kobiety w Biblii


Komentarze

 

Przegląd prasy krajowej

 

Przegląd prasy zagranicznej

 

 

Notatki

 

Wśród książek

 

 

Listy 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl