Kościół
wobec molestowania seksualnego
„TP” nr 9/2002, 3
marca
Krzywda kardynała
Bernardina
MREK
ZAJĄC
„Prosta prawda zawierała
się w kilku słowach: nigdy nie zrobiłem tego, co mi
zarzucano” – pisał kardynał Joseph Bernardin, którego
w listopadzie 1993 roku oskarżono o seksualne molestowanie
kleryka. Po stu dniach okazało się, że arcybiskup Chicago padł
ofiarą manipulacji.
Ksiądz Bernardin, syn włoskich
emigrantów, błyskawicznie piął się po szczeblach kościelnej
kariery. Urodził się w 1928 r. w Columbii, w stanie Karolina
Południowa. Przerwał studia medyczne, by wstąpić do
seminarium. W 1952 r. otrzymał święcenia kapłańskie.
Kiedy w 1966 r. papież Paweł VI wyświęcił go na biskupa
pomocniczego Atlanty, 38--letni wtedy Bernardin był najmłodszym
amerykańskim biskupem. Po sześciu latach został arcybiskupem
Cincinnati. W latach 1974–77 przewodniczył Krajowej
Konferencji Biskupów Katolickich oraz Katolickiej Konferencji
USA. W 1982 r. objął stolicę arcybiskupią w Chicago, a sześć
miesięcy później przyjął kardynalski kapelusz z rąk Jana
Pawła II.
W Chicago, drugiej co do wielkości diecezji w USA, Bernardin
szybko zdobył zaufanie i szacunek nie tylko wiernych Kościoła
katolickiego. Jak na ironię, na początku swej posługi
arcybiskup musiał stawić czoło lawinie skandali dotyczących
przypadków pedofilii wśród duchownych. Bernardin od razu
zdecydował się na ścisłą współpracę z policją.
Organizował też pomoc prawną i medyczną dla ofiar, jak i dla
oskarżonych o molestowanie seksualne. Wielokrotnie stawiano go
za wzór postępowania w tych delikatnych i jednocześnie budzących
powszechne oburzenie przypadkach.
Nikt nie przypuszczał, że kiedykolwiek kardynał sam będzie
musiał odpierać podobne zarzuty.
Najpierw pojawiły się niejasne przecieki. „W środę, 10
listopada 1993 r., przebywałem na Uniwersytecie Columbia, gdzie
miałem wygłosić doroczny wykład poświęcony dziełu Thomasa
Mertona – wspominał potem Bernardin. – Kardynał
John O’Connor, u którego się zatrzymałem, powiedział
mi, że krążą niepokojące plotki: nieznany jeszcze z
nazwiska kardynał ma zostać oskarżony o molestowanie
seksualne (...). Ich niejasność mogła z jednej strony wywołać
ledwie wzruszenie ramion, lecz z drugiej – wzbudzać
nieokreślone obawy”.
Następnego dnia wszystko był już jawne: niejaki Steven Cook,
mieszkaniec Filadelfii, oskarżał Bernardina o molestowanie
seksualne. Cook, chory już wtedy na AIDS, twierdził, że jako
kleryk studiujący w seminarium św. Grzegorza w Cincinnati
został przyprowadzony do pokoju Bernardina, ówczesnego
arcybiskupa tego miasta, i zmuszony do odbycia stosunku
seksualnego.
Kardynał wyznawał później: „Czułem się głęboko
upokorzony, dowiadując się z rozmów telefonicznych, że
zarzuty przeciwko mnie okrążyły już świat. (...) Moi
doradcy nakłaniali mnie do wydania oświadczenia dla prasy i
telewizji, gdy tymczasem furgonetki reporterów parkowały coraz
gęściej na ulicy, co obserwowałem z okien swojego
biura”.
Arcybiskup nie unika jednak prasy. W ciągu kilku dni
uczestniczy w 15 konferencjach prasowych, na których powtarza,
że jest niewinny. Już na pierwszym spotkaniu z dziennikarzami
pada pytanie: czy kardynał prowadzi aktywne życie seksualne.
„Zawsze żyłem w czystości i celibacie” –
odpowiada Bernardin. Po latach wspominał: „Pełne rezerwy
napięcie zelżało, a ja spoglądając po twarzach siedzących
przede mną osób widziałem, że słowa moje zostały przyjęte
z wiarą”. Jeden z dziennikarzy powiedział później
arcybiskupowi: „Wiemy, że ksiądz kardynał mówi prawdę,
lecz musimy zadawać te wszystkie pytania. Na tym polega nasza
praca”.
Bernardin nie chce finansować kosztów wynajęcia adwokatów z
kasy archidiecezji: obawia się, że wierni przestaliby składać
na jej rzecz datki. Kilka prestiżowych kancelarii adwokackich
deklaruje, że będzie go bronić na zasadzie pro bono.
Wkrótce w sądzie federalnym w Cincinnati rozpoczyna się
proces. Oskarżyciele nie dysponują żadnymi wiarygodnymi
dowodami. Okazuje się, że Cook „przypomniał”
sobie incydent z kardynałem w trakcie... seansu hipnotycznego.
A jego terapeutka przyznaje, że ukończyła jedynie
kilkugodzinny kurs hipnozy. Fotografia, która miała być
dowodem bliższych relacji między arcybiskupem a Cookiem jest w
rzeczywistości grupowym zdjęciem z seminarium św. Grzegorza,
zrobionym podczas rutynowej wizyty arcybiskupa. Książka, którą
Bernardin miał zadedykować młodemu klerykowi, nie zawierała
żadnego autografu.
28 lutego 1994 r. Cook wycofuje akt oskarżenia.
To jednak nie koniec. Kardynał wspominał potem: „Wiedziałem,
że Steven to zagubiona owca, a ja – jako pasterz –
musiałem ją odnaleźć”. Bernardin od początku
podejrzewał, że padł ofiarą manipulacji, a Cook był w tej
grze jedynie pionkiem. I zarazem ofiarą. Arcybiskup wie jednak
tylko, że powoli umierający na AIDS Cook mieszka w Filadelfii
pod opieką przyjaciela.
Kardynał kontaktuje się z matką swego oskarżyciela.
Dowiaduje od niej, że syn już od dawna chciałby z nim
porozmawiać. Spotykają się w grudniu 1994 r., w kampusie
seminarium św. Karola Boromeusza w Filadelfii. Kardynał
zapewnia Stevena, że nie ma do niego żalu. Ten w odpowiedzi
prosi arcybiskupa o przebaczenie.
A wcześniej opowiada o kulisach niedawnych wydarzeń.
Oto bowiem Cook, jako kleryk, został wykorzystany seksualnie
przez pewnego księdza. Przełożeni w seminarium zignorowali
jego skargę; rozgoryczony Cook odszedł wtedy od Kościoła. Po
wielu latach spotkał prawnika z New Jersey, specjalistę od
molestowania seksualnego przez duchownych. Adwokat poznał Cooka
z księdzem, który namówił Stevena do oskarżenia kardynała.
Przekonał go, że łatwiej mu będzie uzyskać zadośćuczynienie
od Kościoła, kiedy przed sądem stanie tak wysoki rangą
duchowny. Sugestie wrogo nastawionego do Bernardina księdza i
nieumiejętnie przeprowadzona hipnoza spowodowały, że Cook sam
uwierzył w spreparowane zarzuty.
Po tej rozmowie kardynał odprawił dla Stevena Mszę św. i
udzielił mu sakramentu namaszczenia chorych. Wręczył też
Biblię z autografem i liczący sto lat kielich. Przyjaźń między
Bernardinem a Cookiem trwała aż do śmierci Stevena we wrześniu
1995.
Rok później, 14 listopada 1996 roku, kardynał zmarł na raka
trzustki.
Kilkanaście dni przed śmiercią Bernardin zanotował:
„Kiedy wypełnia nas pokój wewnętrzny, odnajdujemy wolność,
by w pełni być sobą, nawet w najtrudniejszych
chwilach”.
Cytaty pochodzą z książki
kardynała Bernardina „Dar pokoju” (WAM, Kraków
1999).
|