Kościół wobec molestowania seksualnego


„TP” nr 16/2002

Bezkarność, co odbiera wiarę

Jestem nauczycielem w szkole średniej w Ontario i nie ukrywam, że w zgodzie z profesjonalnym powołaniem interesuje mnie przede wszystkim dobro uczniów (a nie np. dobro, skądinąd silnego, związku zawodowego nauczycieli w Ontario). Analogicznie w sprawie poznańskiej: bliskie mi jest przede wszystkim dobro kleryków. Los, „dobro” czy słabości abp. Juliusza Paetza nie interesują mnie, a jego bezkarność i spychanie krzywdy wyrządzonej seminarzystom jakby na drugi plan, obrażają moje poczucie sprawiedliwości.
Lojalność i troskę ks. Węcławskiego („Świadectwo”, „TP” nr 14) o szerszą dziedzinę spraw Kościoła oraz jego pod każdym względem wzorowa postawa moralna (także jako nauczyciela) przywracają wiarę w sprawie, która wiarę odbiera. Sądzę, że abp Paetz zasługuje na surowszą karę niż tylko dymisja bez przyznania się do winy (poważniejsze konsekwencje spotkałyby go w każdym systemie edukacyjnym). Dopuścił się przecież niedopuszczalnego nadużycia władzy wobec podporządkowanych mu księży i uczniów-seminarzystów. To wykorzystanie zaufania budzi we mnie gniew i oburzenie. I to bardziej nawet w pozareligijnej sferze czysto profesjonalnych wymogów stawianych wszystkim nauczycielom, niż prawdopodobnie dużo ważniejszych względów moralnych i religijnych. Formułowanie opinii podkreślających zasługi arcybiskupa jako metropolity poznańskiego, uważam wobec tego nadużycia za cyniczne. Wyobrażam sobie ciężar spadający na studenta-seminarzystę pragnącego ukończyć seminarium i realizować powołanie kapłańskie, który w swojej własnej opinii wystarczająco silnie nie odrzucił „gestów” arcybiskupa. Być może później nie potrafił darować sobie pobłażliwości.
Zdaję sobie sprawę z odmienności polskiej praktyki sądowniczej, zarówno świeckiej, jak kościelnej, ale warto zwrócić uwagę, że Kościoły w Kanadzie, USA oraz Irlandii przechodzą proces upubliczniania spraw uznawanych dawniej za wewnętrzne. Poddają się jurysdykcji sądów cywilnych, współpracują z władzami cywilnymi w dochodzeniu, przeciwdziałaniu i przede wszystkim ochronie poszkodowanych. Rezygnują z przywilejów prawnych, które dawały im w przeszłości możliwość traktowania takich nadużyć jako wewnętrznych spraw Kościoła. Mogę tylko przypuszczać, jako laik, że jest sprawiedliwiej, gdy Kościoły decydują się na otwartość i współpracę ze świeckim wymiarem sprawiedliwości. Poszkodowani zyskują wówczas więcej praw, a niezbywalny wymóg ich ochrony jest bardziej przestrzegany. 
Były metropolita poznański podważył sens kształcenia oraz ochrony seminarzystów, do czego był bezwzględnie zobowiązany. Publiczne wypieranie się winy (wręcz oskarżanie innych) tym bardziej czyni go kimś, kto powinien zostać publicznie ukarany, bo jego bezkarność odbiera wiarę... Składam wyrazy głębokiego uznania i szacunku ks. Węcławskiemu za złożone świadectwo oraz wdzięczności „TP” za jego publikację. Obydwóm, za przywracanie wiary.

BOGDAN PIÓRKOWSKI
(Ontario, Kanada)



Dymisja niczego nie kończy

Ks. Tomasz Węcławski i Halina Bortnowska („TP” nr 14/2002) poruszają problem skutków wywołanych nie tyle „sprawą arcybiskupa Paetza”, ile sposobem jej rozwiązania. Sprawa trwa o wiele za długo i zgadzam się z poglądami osób, które twierdzą, że nie kończy jej dymisja arcybiskupa. Zgorszenie, jakie wywołała, domaga się publicznego wyjaśnienia i publicznych przeprosin (żalu za popełniony grzech) ze strony człowieka, który zapewne wierzy w to, co jako arcybiskup Kościoła katolickiego głosi z ambony. Nie przestanę wierzyć w „jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół” nawet, gdyby to nie nastąpiło, ale już moja o 11 lat młodsza żona (obecnie to niemal różnica pokoleń) uważa, że zakłamanie człowieka piastującego wysoki urząd w Kościele podważa wiarygodność całej instytucji. Podobnie myślących osób jest chyba więcej, zwłaszcza wśród ludzi, którzy, jak ona, w dorosłość wkroczyli po 1990 r. 
Dla dobra Kościoła rozumianego jako Lud Boży, arcybiskup powinien zaprzestać atakowania obrońców swoich ofiar i usunąć się w cień. Podobnie biskupi pomocniczy, którzy wg ks. Węcławskiego nie zdali egzaminu w czasie próby, powinni przemyśleć swoje postępowanie na innych niż obecnie stanowiskach. Jeśli nie nastąpi ostateczne i czytelne dla wszystkich rozwiązanie zaistniałego w Poznaniu problemu, znowu zapewne kilka „wahających się” osób odejdzie z Kościoła, a przybędzie za to czytelników urbanowskiemu „Nie”. 

WOJCIECH ZAJĄCZKOWSKI 
(rzecznik patentowy oraz pracownik Uniwersytetu Łódzkiego)

 

 

 

„TP” nr 15/2002

Prawda nas wyzwoli

Wywiad z ks. Węcławskim to, jak sądzę, najważniejszy tekst ostatniej dekady. Nikt tak wyraźnie jak ks. Węcławski nie nazwał po imieniu bolączek Kościoła i nikt z równą żarliwością nie wskazał na środki zaradcze. Ten wywiad powinien przejść do historii, powinien stać się lekturą obowiązującą w seminariach, na spotkaniach dekanalnych i posiedzeniach Episkopatu. Wszyscy, a szczególnie księża katoliccy, winniśmy wdzięczność Księdzu Profesorowi za odwagę nazwania pokus, którym jesteśmy skłonni ulegać. Tzw. sprawa abp. Paetza przejdzie do historii Kościoła katolickiego jako jeden ze skandali, nie pierwszy i nie ostatni. Jednak rozmowa, na jaką zdecydował się ks. Węcławski, przejdzie do historii jako głos ratujący wiarygodność Kościoła katolickiego. Piszę nie tylko we własnym imieniu, ale również w imieniu przyjaciół, którzy zatroskani o dobre imię Kościoła zachęcali mnie, bym nie milczał, ale w rzeczonej sprawie się odezwał. Jeśli tego nie zrobię (nie zrobimy), to ludzie jednoznacznie to ocenią – jeden na drugiego ma haka...
Ks. Profesor Tomasz Węcławski pokazał nam wszystkim, że Jezus Chrystus jest Prawdą i Prawda nas wyzwoli.

Ks. STANISŁAW OBIREK SJ
(Kraków)




Gorszenie maluczkich

No cóż, nawet jeśli w wywiadzie, zdaniem „TP”, nie ma sensacji, trzeba liczyć się z tym, że media z niego sensację zrobią. Przewidywanie skutków własnych działań też jest konieczne, by nie okazało się, że wyczulonym na CUDZE grzechy sumieniem wyświadczają Państwo Kościołowi niedźwiedzią przysługę. Proszę pamiętać o ewangelicznych „maluczkich”, którzy przez tego typu publikacje odejdą (być może na zawsze) od Kościoła. I to już nie będzie wina tylko zachowań arcybiskupa Paetza, lecz także tych, którzy sprawę tę rozdmuchują od nowa. Pozostaje wtedy jedno rozwiązanie: „lepiej byłoby kamień młyński przywiązać do szyi i rzucić się w morze”.

Ks. ADAM ŁACH

 



Dziwne są Boże zamierzenia 

Chciałbym serdecznie podziękować „TP” za opublikowanie wywiadu z ks. Tomaszem Węcławskim oraz jemu samemu za złożone świadectwo. Nie chodzi mi bynajmniej o to, co powiedział o arcybiskupie Paetzu, ale o świadectwo o Kościele, jakie złożył Ksiądz Profesor swoimi słowami. Dziękuję za to, że przypomniał czym jest Kościół i, że powiedział wprost, iż Kościół nie jest z tego świata, choć tworzą go grzeszni ludzie. Dziwne są czasami Boże zamierzenia. Sprawa, która bulwersuje, rani, może stanie się przyczynkiem do odnowy myślenia świata o Kościele i myślenia Kościoła o świecie, do rewizji myślenia Kościoła o sobie samym. Nie wiem, czy tak się stanie, czy jest to możliwe, ale mam nadzieję. I za tę nadzieję Bóg zapłać księdzu Węcławskiemu.

MIROSŁAW CHMIEL
(Ruda Śląska)

 



Twórczy i odważny 

Cieszę, że „TP” redagują ludzie, dla których prawda jest jedną z najważniejszych wartości. Pozwala mi to wierzyć, że polski katolicyzm jest formacją odważną i twórczą. Wasze pismo znowu zaczyna być oparciem dla ludzi, którzy chcą pozostać w Kościele mimo popełnianych przez hierarchię błędów. Dziękuję i życzę wytrwałości w odwadze.

GABRIELA TARAJCZUK


 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl