Kościół
wobec molestowania seksualnego
„TP” nr 9/2002, 3
marca
Oskarżenia wobec
metropolity poznańskiego – grzechy ludzi, słabość
instytucji
Zbyt długie milczenie
KS.
ADAM BONIECKI
Artykuł Jerzego Morawskiego
„Grzech w pałacu arcybiskupim”
(„Rzeczpospolita” z 23-24 lutego) jest faktem, który
zmusza do zajęcia stanowiska. Ukazał się i sprawa stała się
publiczna. Prasa – mówił o tym biskup Tadeusz Pieronek
– ma prawo publikować posiadane wiadomości, jeśli przy
tym nie narusza określonych zasad. Osobiście żywię uznanie
dla tych mediów, które – jak „Gazeta
Wyborcza” – wierząc, że Kościół sprawę rozwiąże,
zdobyły się na dyskrecję i długo wstrzymywały publikację
posiadanych materiałów (wiadomo, że rozgłos i nacisk opinii
publicznej utrudniają podejmowanie trudnych decyzji
personalnych). Rozumiem jednak, że trudno było czekać w
nieskończoność.
Wiem, że Stolica Apostolska (metropolita poznański podlega
bezpośrednio papieżowi) sprawę arcybiskupa Paetza potraktowała
bardzo poważnie i bez względu na publikację
„Rzeczpospolitej” sprawa zmierza do rychłego wyjaśnienia.
Takie informacje otrzymałem z najbardziej wiarygodnych źródeł.
Ewangeliczna strategia
W komentarzu Zbigniewa
Nosowskiego, zamieszczonym w „Rzeczpospolitej” obok
wspomnianego tekstu, znajdujemy przejmujące wyznanie
niezachwianej wiary w świętość Kościoła, mimo że przez całą
swą historię był Kościołem grzeszników. Chcę podkreślić
dojrzałość tego wyznania. Bo czyż dojrzały człowiek,
wybierając przynależność do Kościoła, nie wie, że od początku
i przez całą swoją historię ta Boska, ale i bardzo ludzka
instytucja borykała się i boryka z grzesznością swych synów,
także na najwyższych szczeblach hierarchii? Pozostaje jednak
dramat „zgorszenia maluczkich”, przerażenia ludzi,
którzy wychowani w bezwzględnym zaufaniu do instytucji Kościoła
muszą sprostać podobnym sytuacjom. Oskarżenia nie wyszły
przecież z wrogich Kościołowi środowisk. Wśród oskarżycieli
są osoby cieszące się wielką powagą.
Fakt, iż reakcja na zjawiska, których dotyczą oskarżenia,
wyszła ze środowisk kościelnych, wskazuje – moim
zdaniem – na wrażliwość wspólnoty i zaprzecza
supozycjom, że tego rodzaju grzechy w Kościele się z reguły
tuszuje czy pokrywa milczeniem. W tej konkretnej wspólnocie
poznańskiej, bo przecież nie ma co się łudzić. Zdarza się,
że jakieś kościelne środowisko – seminarium, klasztor
itd. – jest dotknięte moralnym schorzeniem. Wtedy ponura
solidarność w złu niezwykle utrudnia proces uzdrawiania, choć
zwykle, mimo wszystko, kończy się on sukcesem.
Kościół podobnych sytuacji przeżył wiele, można by sądzić,
że ma doświadczenie, że umie odróżnić zarzuty od pomówień,
że potrafi chronić dobro pokrzywdzonych i ratować od zła
winnego. Tymczasem... Poznańscy księża i świeccy – jak
wynika z relacji – starali się iść drogą ewangeliczną.
Rozpoczynali od osobistych rozmów z arcybiskupem. Potem
„powiedzieli Kościołowi” – napisali do
polskich biskupów uczestniczących w Synodzie, przedstawiając
sytuację i prosząc o wniesienie projektu prawa, umożliwiającego
diecezji obronę przed szkodliwą działalnością biskupa. Kopię
listu przekazali nuncjuszowi. Polscy delegaci projektu nie wnieśli.
Należy domniemywać, że nuncjusz sprawę przekazał
Sekretariatowi Stanu, wiadomo zaś, że kopię pisma, z
podpisami, przesłał oskarżonemu. Skutek ewangelicznej
strategii okazał się mało ewangeliczny. Arcybiskup użył
swej władzy, by księży wyrażających niepokój ukarać.
Pozostali z poczuciem zupełnej bezsilności.
Procedury
Zanim sprawa trafiła do Watykanu, w Polsce ciągnęła się
przynajmniej dwa lata. Stolica Apostolska, jak się wydaje, także
nie reagowała (komisja, która udała się do Poznania w
listopadzie zeszłego roku, była wysłana osobiście przez
Papieża). Czy to delikatność materii i osoba oskarżonego,
wysoko postawionego hierarchy, powodowały ten paraliż? Mimo
ostrzeżeń, że sprawa stanie się przedmiotem publikacji, a więc
gigantycznego skandalu, wciąż nie było ani jasnego
stanowiska, ani klarownej oceny krążących informacji, nie mówiąc
o decyzjach. I można odnieść wrażenie, że w tych powolnych
procedurach jakby zapomniano o potencjalnych ofiarach, młodych
ludziach narażonych – jeśli oskarżenia są słuszne
– na przeżywanie sytuacji, które zostawiają ślad na całe
życie.
Czy mamy czekać na to, co się stało w Stanach Zjednoczonych,
gdzie ustawodawstwo – słusznie czy niesłusznie –
odpowiedzialnością za wykroczenia seksualne duchownych wobec
nieletnich obciążyło diecezje, lub – gdy chodzi o
zakonników – zakony? Wyroki skazujące na płacenie
nieprawdopodobnej wysokości odszkodowań obudziły niezwykłą
wrażliwość miejscowego Kościoła na wszelkie dewiacje
seksualne i przyspieszyły wprowadzenie rozwiązań
instytucjonalnych. Dziś w Stanach Zjednoczonych przełożeni kościelni
zaczynają działać już wtedy, kiedy zjawiają się pierwsze
niepokojące sygnały. W ten sposób można zapobiec złu, a także
zawczasu oczyścić z pomówień tych, których oskarżono niesłusznie.
Konkluzje
Wierzę, że czerpiąc mądrość
ze swych dobrych i złych doświadczeń, Stolica Apostolska zdoła
problem poznański rozwiązać. Jednak, jakkolwiek sprawa się
potoczy, trzeba będzie udzielić odpowiedzi na powtarzane dziś
często pytanie o homoseksualizm w środowisku duchownych.
Homoseksualizm występuje we wszystkich środowiskach, także wśród
kleru. W przypadku duchownych, z racji misji świadków wiary,
którą podjęli, zaufania, jakim się cieszą – niesie
szczególnego rodzaju zagrożenia. Brak jasnych i skutecznych
metod postępowania w tych przypadkach tragicznie się zemści.
Warto podkreślić determinację świeckich, i to reprezentujących
podzielone dotąd środowiska, w dążeniu do samooczyszczenia
Kościoła. Właśnie teraz, kiedy to piszę, zadzwonił do mnie
młody ksiądz z pytaniem, czemu wobec publicznie
przedstawionych arcybiskupowi zarzutów nie zajął jasnego
stanowiska Kościół hierarchiczny. W radiowym, transmitowanym
na całą Polskę kazaniu biskup Zawitkowski mówił o
„kamienowaniu arcybiskupa”, rzecznik Episkopatu zaś
ograniczył się do poddania w wątpliwość intencji tych, którzy
opublikowali artykuł.
Publikacja artykułu w „Rzeczpospolitej” była dla
polskich katolików szokiem. Oczekiwanie, że Kościół sprawę
wyjaśni, okazało się zbyt długie. Problem jest ten sam,
skala się zmieniła. Sytuacja stała się nagląca, a zadanie
stojące przed Kościołem trudniejsze.
|