Traktat teologiczny Czesława Miłosza

 

 

 

 

 

 

Napisałem ten poemat szukając języka, w którym można byłoby mówić o religii. Język przyjęty, dewocyjny, stanowi tu często przeszkodę, język teologii wydaje mi się zbyt wielosłowny. Jest to zarazem poemat o poszukiwaniu mojej tożsamości kulturalnej. Jej istotnymi składnikami są rzymski katolicyzm oraz moje wileńskie wychowanie, czyli niechęć do łączenia religii ze świadomością etnocentryczną. Pomocą jest w tym dla mnie Mickiewicz, częściowo wolny jeszcze od porozbiorowych deformacji i w swoich młodzieńczych lekturach (Jakub Böhme, Claude de St. Martin) przynależny do wieku Oświecenia, a zwłaszcza do jego niejako nieoficjalnego, hermetycznego, nurtu. Nieraz zresztą wspominałem, że Mickiewicza „Zdania
i uwagi” czytam, jakbym wracał do domu, i że znajduję w nich ścieg ukryty „Pana Tadeusza”. Mój poemat próbuje ratować Mickiewicza przed banalizacją, która na nim, wieszczu, narosła, i przywrócić mu jego tajemniczość.|

Czesław Miłosz

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl