To, co najważniejsze

MARIAN STALA

 

Miłosz sądzi, iż każdy człowiek, dla którego wiara jest istotnym problemem, powinien powtórzyć pytania teologiczne w swoim imieniu, powinien zmierzyć się z nimi i wokół nich zbudować swoje życie, swój los.

1. Dzieło Czesława Miłosza od dawna kierowało uwagę swych czytelników w stronę pytań teologicznych; od dawna było zaszyfrowanym i fragmentarycznym wykładem teologicznych niepokojów, odczuwanych przez człowieka XX stulecia.
Pierwsze ślady poetyckiego dialogu z teologią znaleźć można już w przedwojennych wierszach autora „Trzech zim”. Wyraźnie odsłania teologiczną perspektywę pisany w czasach okupacji poemat „Świat”, pierwsze z Miłoszowskich arcydzieł. Bez uwzględnienia tej perspektywy trudno właściwie zrozumieć „Dolinę Issy” i „Traktat poetycki”. To samo powiedzieć można o niektórych wierszach z lat 50. i 60. (choćby o wspaniałych „Rozmowach na Wielkanoc 1620 roku”) i o „Widzeniach nad Zatoką San Francisco”.
Wraz z wydaniem (w 1974 roku) tomu „Gdzie słońce wschodzi i kędy zapada” wkracza poeta w okres najbardziej intensywnego i najwyraźniej ujawnionego zainteresowania religią i teologią. Kolejne stacje tej drogi to „Ziemia Ulro” (1977), „Ogród nauk” (1979), „Hymn o Perle” (1982) i „Nieobjęta ziemia” (1984). Towarzyszą im Miłoszowskie przekłady wybranych ksiąg Starego i Nowego Testamentu.
W latach 90. krąg pytań postawionych w „Ziemi Ulro” (ta właśnie książka pozostaje najpełniejszą wypowiedzią Miłosza-teologa) powraca z nową siłą. Trzy poematy, którymi poeta powitał nowe stulecie – „Ksiądz Seweryn” („TP” nr 11/2001), „Czeladnik” („Kwartalnik Artystyczny” nr 3/2001) i „Traktat teologiczny” – mocno potwierdzają to rozpoznanie.

2. Przypomniałem długi szereg tytułów tylko po to, by powiedzieć, że „Traktat teologiczny” nie jest w dziele Miłosza przypadkiem ani niespodzianką. Przeciwnie: należy on do ulubionego przez Starego Poetę gatunku uwyraźnień, dopełnień, dopowiedzeń... Nie zmniejsza to niezwykłości i dramatyczności poematu ani nie zamyka pytania o to, czym ów „Traktat” jest, dlaczego zajmuje się teologią i jaka to jest teologia.

3. „Traktat teologiczny” nie jest traktatem w tym sensie słowa, jakim posługują się zazwyczaj filozofowie. Więcej: jest on dość odległy od wzorów poezji traktatowej, realizowanej niegdyś przez Miłosza w jego poematach, opatrzonych tytułami „Traktat moralny” i „Traktat poetycki”. Jego „traktatowość” jest potraktowana przez poetę swobodnie i metaforycznie.
Czym zatem jest trzeci z „Traktatów” Miłosza? Jest ciągiem poetyckich rozważań i medytacji o kwestiach i ideach, o których można by napisać traktat. Jest także (i to wydaje mi się ważniejsze) spowiedzią. Spowiedzią poprzedzoną uporządkowaniem nie tylko przewinień, lecz także najistotniejszych spraw i myśli. Spowiedzią odbywaną blisko ostatecznej granicy i odsłaniającą to, co się poza tą granicą znajduje.

4. Swój zwrot w stronę teologii (a raczej: swoje powroty do teologicznych pytań) uzasadnia poeta bezpośrednio w pierwszym fragmencie poematu. Na pytanie: „Dlaczego teologia?” odpowiada dwoma zapadającymi w pamięć zdaniami: „Bo pierwsze ma być pierwsze. // A tym jest pojęcie prawdy.”
Teologia pojmowana w taki sposób jest wiedzą o tym, co jest pierwsze. Teologia kieruje w stronę (jak mówi dalej poeta) „absolutnego punktu odniesienia”, umożliwiając korzystanie z pojęcia prawdy. Teologia pozwala ugruntować istnienie, myślenie i działanie człowieka. Można z niej wywieść refleksję metafizyczną i egzystencjalną. A także: sposób pojmowania i uprawiania poezji.
Zatem: traktat teologiczny może być medytacją o rzeczach pierwszych, decydujących o porządku świata jako całości i wskazujących to, co ostateczne. I może być pytaniem o sens jedynego, niepowtarzalnego losu, tej a nie innej egzystencji, która zjawiła się tylko raz od początku do końca świata. Tak było wielokrotnie w dziele Miłosza. Tak jest w poemacie, o którym mowa.

5. Teologia, o której mówi Miłosz, nie jest tylko intelektualną konstrukcją, nie jest także zbiorem nieobejmowalnych rozumem dogmatów. Ta teologia, jeśli dobrze pojmuję intencje poety, jest (albo: miałaby być) nieustannie obecna w życiu konkretnego człowieka, w każdej jego myśli i czynie. Jest ona, mówiąc najkrócej, projektem egzystencji bezustannie nakierowanej na prawdziwość opowieści o rajskim początku, o upadku i „nadziei przywrócenia”.

6. Miłoszowski projekt ma (jak łatwo zauważy każdy czytelnik „Traktatu”, pamiętający także inne teologiczne fragmenty napisane przez autora „Metafizycznej pauzy”) kilka negatywnych adresów.
Po pierwsze: jest on skierowany przeciwko chrześcijaństwu sprowadzonemu do obrzędowości. Po drugie: jest wyraźnie niechętny łączeniu religijności z „mitami plemiennymi”, kwestii wiary z kwestią narodowości. (Można to też nazwać awersją do romantycznego mesjanizmu.) Wreszcie: obcy jest temu projektowi język, jakim Kościół prezentuje tajemnice Trójcy Świętej, Grzechu Pierworodnego i Odkupienia.
Krótko mówiąc: Miłosz nie znosi religijności zewnętrznej i powierzchownej oraz takiej teologii, która stara się taką właśnie religijność usprawiedliwić i uprawomocnić. Nie lubi wreszcie hermetyczności klasycznej teologii.

7. Projekt Miłosza ma też dwie inne cechy, mocno przez poetę akcentowane.
Pierwszą z nich jest niepogodzenie się ze złem, ciągłe pamiętanie i rozpamiętywanie jego obecności w świecie, ciągłe pytanie o źródło jego pochodzenia. Cecha druga to akcentowanie nieuniknionego rozdarcia ludzkiego istnienia między porządek natury i porządek łaski.

8. Mimo przyznania pojęciu prawdy statusu tego, co pierwsze, co warunkuje myślenie i sytuuje człowieka w świecie, o sobie samym mówi poeta: „Nie jestem i nie chcę być posiadaczem prawdy”. (Co zapewne znaczy, iż nie przyznaje sobie samemu prawa do występowania w imieniu jedynej prawdy; i znaczy także, iż prawdę traktuje jako to, co nigdy w ziemskiej egzystencji nie jest osiągnięte, jako to, do czego wciąż się dąży.) Dlatego dodaje: „W sam raz dla mnie wędrowanie po obrzeżach / herezji”. 
Zgodnie z tymi słowami, alternatywy dla religii skupionej na obrzędach i ufnej w siłę dogmatów poszukuje Miłosz w indywidualnych doświadczeniach religijnych myślicieli i poetów: Jakuba Böhmego, Emanuela Swedenborga, Adama Mickiewicza, Oskara Miłosza. Tak było w „Ziemi Ulro”, tak jest w „Traktacie teologicznym”.
Można to powiedzieć inaczej. Miłosz sądzi, iż każdy człowiek, który wierzy w Boga, każdy człowiek, dla którego wiara jest istotnym problemem, powinien powtórzyć pytania teologiczne w swoim imieniu, powinien zmierzyć się z nimi i wokół nich zbudować swoje życie, swój los. Sądzi także, że szczególnie ważne (z punktu widzenia dzisiejszej wrażliwości i szans odnowienia wyobraźni religijnej) odpowiedzi na wspomniane pytania zaszyfrowane są w dziełach nielicznych wtajemniczonych, przekazujących sobie wieść o innym niebie, innej ziemi.

9. Myśli Miłosza są wyzwaniem dla tradycji polskiego katolicyzmu, dla religii zamkniętej w dogmatach, dla języka i świadomości współczesnej teologii. Rzeczą najważniejszą jest podjęcie tego wyzwania, powtórzenie pytań Miłosza we własnym imieniu, w przestrzeni własnej egzystencji. Rzeczą najważniejszą jest wmyślenie się w dawane przez poetę świadectwo, w upór, z jakim zadaje pytanie o sens własnego życia i o nadzieję, przekraczającą granice tego życia.
Kiedy podejmiemy to wyzwanie, dostrzeżemy być może, iż wciąż jeszcze mało wiemy o tym, kim jest Czesław Miłosz i jakie jest jego miejsce we współczesnym widzeniu świata.


MARIAN STALA – historyk i krytyk literatury, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego. Badacz poezji okresu Młodej Polski, a zarazem komentator literatury współczesnej. Właśnie ukazała się jego nowa książka – „Trzy nieskończoności. O poezji Adama Mickiewicza, Bolesława Leśmiana i Czesława Miłosza”.

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl