Traktat teologiczny

 

 

 

 

Danie miesiąca polecają

 

 

 

   

Katarzyna Kolenda-Zaleska


Tak jak na nowo trzeba się uczyć świata po 11 września, tak na nowo trzeba się nauczyć Polski po 23 września. Polecam więc transmisje z obrad Sejmu – Program 2 i regionalna „trójka” w telewizji publicznej. W dobie popularności wszelkiej maści reality shows, świat na Wiejskiej, który można obserwować bez retuszu i montażu, ma tę przewagę, że nie tylko urozmaica nasze życie, ale w sposób fundamentalny na nie wpływa.
Ale sam obraz nie wystarczy. W świecie polityki potrzebny jest przewodnik, który nazwie rzeczy po imieniu, pozwoli ogarnąć i zrozumieć to, co się dzieje. Każdy z nas jest nieustannie bombardowany informacjami. Jedziemy samochodem – gra radio. Wchodzimy do sklepów – to samo. W domu natychmiast włączamy telewizor. Natłok informacji wymaga komentarza. Jako uzupełnienie do obrad Sejmu polecam więc felietony Bronisława Łagowskiego „Łagodny protest obywatelski” (wyd. Księgarnia Akademicka w Krakowie, 2001).
Na pierwszy rzut oka Łagowski może się wydawać nieaktualny. Felietony pochodzą wszak z lat 1996 – 2000. Ale to tylko pozór. Publicysta bowiem nie tyle analizuje aktualne wydarzenia, ile próbuje dojść do sedna mechanizmów, które rządzą polityką i światem. Patrzy trochę dalej niż my sami. Można nawet powiedzieć, że Łagowski przewidział wynik ostatnich wyborów. W felietonie „Elity na cenzurowanym” (1997)
pisze: „Rozchodzenie się wyobrażeń elity z poglądami mas jest szczególnie wyraźne i jak się zdaje, płodne w niebezpieczne następstwa”.
Autor nie ogranicza się jedynie do komentowania naszego świata. W tekście „Edykt nantejski dla Europy” zastanawia się nad barierami, które dzielą chrześcijaństwo i islam. „Można tolerować islam, ale co zrobić, aby być przez islam tolerowanym?” – pyta trzy lata przed atakiem na WTC.
Dla mnie teksty Łagowskiego mają jeszcze znaczenie dodatkowe, już czysto formalne. Autor nie nudzi, co więcej, zaskakuje przewrotnością skojarzeń. Ot, taka perełka. Co może wynikać z obserwacji męskich gołych kolan i łydek, wystawionych w lecie na widok publiczny? O nie! Tego na pewno nie zdradzę, bo każde smakowite danie musi zawierać szczyptę tajemnicy. Tajemnicę odkrywamy powoli, w miarę jedzenia. Bez tajemnicy danie jest mdłe, a wszystko można by Łagowskiemu zarzucić, ale nie to, że nie jest przyprawiony.

Bronisław Łagowski, „Łagodny protest obywatelski”.

 

 

 

 

 

Marianna G. Świeduchowska


Szanowna Czytelniczko i Drogi Czytelniku,
Do kina nie chodzę, bo nie warto, teatr skarlał, a w filharmonii zimno. Dlatego pozwolę sobie polecić lekturę. Książkę. A właściwie dwie książki. I do tego książki poetyckie.
Pierwszym tomem jest „Destylat” Marcina Barana. To wybór wierszy krakowskiego poety, w pewnym sensie mego wychowanka. „Destylat” ukazuje całe bogactwo jego liryki i prezentuje Barana takim, jakiego lubię najbardziej. Barana z tomów „Sosnowiec jest jak kobieta”, „Zabiegi miłosne” czy „Sprzeczne fragmenty”. Precyzyjnego, zimnego tropiciela mrocznych erotycznych sensów. Poetę podskórnego kunsztu, który brzydzi się efektowną lecz pustą grą słów. Dojrzałość i dyscyplina jego frazy to w dzisiejszych czasach antidotum na rozpasaną powierzchowność refleksji i chaos informacyjny. Trudna lecz piękna lektura na długie zimowe wieczory.
Druga książka, o której chcę powiedzieć, to również wybór wierzy – „Wiersze powtórzone” Artura Szlosarka. Problem polega na tym, że tej książki jeszcze nie ma i ukaże się dopiero wiosną nakładem WL. Czytałam ją w maszynopisie i polecam, a teraz zwracam uwagę na tom „Camera obscura”. To ważny punkt w twórczości Szlosarka. To apogeum Szlosarka-parnasisty, Szlosarka metafizycznego. I jednocześnie zwiastun nowych jakości w wierszach tego, częściowo emigracyjnego, krakowskiego poety. Mowa o sensualności i autoironii. Szlosarek zawsze uderzał mnie jasnością dykcji i śródziemnomorskim światłem, które jego poezje rozświetla. Dlatego Szlosarka polecam Czytelniczce i Czytelnikowi w zasadzie en masse.

Marcin Baran, „Destylat”, Artur Szlosarek, „Camera obscura”

 

 

 

 

 

Teresa Torańska


– Czy lubi pan muzykę jazzową? – zapytał Szymanowskiego redaktor z duńskiego dziennika „Politiken”.
– Nie „hot” jazz – odpowiedział Szymanowski. – Ale poza tym muzyka ta bywa fantastycznie piękna.
– Każde dzieło któregoś z „młodych” – rzekł jeszcze do Jerzego Mieczysława Rytarda, dziennikarza z tygodnika „Świat” – jest mi równie drogie, jak i moje własne.
Szukam w listach Karola Szymanowskiego, co mógłby on napisać o płycie Włodzimierza Nahornego, który na podstawie jego „Mitów” op. 30 skomponował jazzową improwizację.
Na przykład w listach do swojej sekretarki Leonii Gradstein: To zarobek! Nie można puścić kantem... Oczywiście, o ile nieźle zapłacą.
Do Zdzisława Jachimeckiego (muzykologa): Kwestię honorariów za moje, w ciężkim mozole płodzone kawałki na razie pomijam milczeniem, bo rozumiem dobrze, że młoda firma o poważnych tendencjach nie może mi za nie ofiarować milionów.
I znowu do Leonii Gradstein: Bardzo ważne, kiedy pieniądze przyjdą. Chciałbym najdalej za tydzień jechać do Grasse – a jak Pani się domyśla, nie mam już wiele!!
Do Zdzisława Jachimeckiego: W celu uniknięcia targów niemiłych dla nas obu najlepiej by było, by on postawił ofertę: swoje najwyższe honorarium, jakie by mógł mi ofiarować, a ja bym je wprost przyjął lub odrzucił.
Do Leonii Gradstein: Oni są idioci, cymbały, durnie – i tak wygląda, jakoby się zabawiali szykanowaniem mię! A więc te pieniądze (miały być w początku grudnia!!) jeszcze nie przyszły! Po prostu ręce opadają! Od kilku dni siedzę dosłownie bez grosza... Palę już tańsze papierosy, mniej wina piję.
Do Stanisławy Szymanowskiej (siostry): To jest naprawdę beznadziejne! Na razie rozwiązałem sytuację za pomocą pożyczek.
Do Leonii Gradstein: Dlaczego aż cztery pokwitowania muszę nadesłać? czyż tyle razy przysłali mi pieniądze i ja nie kwitowałem? Wstyd mi doprawdy!
I tak dzięki Nahornemu siedzę sobie w jesienny wieczór, słucham znakomitej płyty i uczestniczę w niekończącej się dyskusji Polaków o budżecie.

„Mity – Włodzimierz Nahorny, Karol Szymanowski”.


 

     

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl