|
Śmiech
Moi
mistrzowie śmiechu
STANISŁAW TYM
Kto Pana nauczył się śmiać?”, to pytanie o Mistrza nie tylko warsztatowego,ale i życiowego...
Matka i ojciec oczywiście, choć – gdy się dziś rozejrzeć po świecie – dla wielu może to nie być wcale oczywiste. Rodzice z pewnością mnie tego nauczyli i życiowo mnie ukształtowali. Mama była wesołego usposobienia i przy pracy w domu – gotowanie, sprzątanie, pranie itp. – często śpiewała przedwojenne szlagiery kabaretowe i filmowe. Szczególnie lubiłem
„gdybym ja miał cztery nogi” i bardzo mnie śmieszyło, że
„mógłbym mężom przyprawiać rogi”. Miałem wtedy cztery lata, więc nie wszystko rozumiałem.
Ojciec mój, Kazimierz, fryzjer damski. Dowcipny, czasami złośliwie ironiczny, a do tego elementy abstrakcyjnego humoru słownego. Kiedyś spytany przez mamę o kogoś, kogo nie lubił, odpowiedział: jagody mam w koszyku! Mama skarciła tatę wzrokiem i zamilkł. Po latach pojąłem knajacki humor tej ojcowskiej odpowiedzi.
W czasie Powstania Warszawskiego przez jakiś czas w piwnicy obok naszej mieszkał stareńki pan Leon (potem przeniósł się do innej). Lat miał ponad osiemdziesiąt, czym bardzo mi imponował. Pan Leon jadł kaszę (czyli żyto przekręcone na młynku do kawy – innego jedzenia w czasie Powstania nie było) w ten sposób, że przed włożeniem łyżki do ust obracał ją do góry dnem. Spytałem, dlaczego tak je. – A dlaczego mam jeść tak, jak wszyscy? – odpowiedział. Próbowałem też tak jeść, ale ojciec mi zalecił, żebym się
„nie wydziczał”. Pan Leon to była w ogóle ciekawa postać, jego ojciec był podobno napoleońskim żołnierzem. Pewnego dnia bomba trafiła w nasz dom i zrujnowała jego część. W piwnicy posypała się zaprawa i okruchy cegieł. Wszyscy w płacz i na kolana, a pan Leon z szelmowską miną mówi: chyba bomba w nas trafiła! Bałem się, ale się śmiałem. Patrzyłem na pana Leona z podziwem i zazdrością.
Pamiętam pół wieku temu radosne oczekiwania na każdy kolejny radiowy Teatr
„Eterek” Jeremiego Przybory. Irena Kwiatkowska, Tadeusz Fijewski, Adam Mularczyk... Niezapomniany serial. Słuchaliśmy całą rodziną, płacząc ze śmiechu. Tak – płacząc ze śmiechu! Takie były wówczas zawodowe kryteria rozbawiania widowni. Ten niedościgły wzór mam zawsze w zazdrosnej pamięci.
Mistrz? No, cóż... W moim przedstawieniu „Zapomniane słowa”, które z Jerzym Derflem gramy w warszawskim Teatrze Powszechnym, wspominam, że ukończyłem dwie wyższe uczelnie: Teatr STS i Jerzy Dobrowolski. Potwierdzam to teraz na piśmie. To STS i Dobrowolski kształcili mnie warsztatowo i życiowo. A ile osób powinienem jeszcze tu wymienić! Andrzej Bianusz, Janek Biczycki, Jacek Koczakowski...,
„Stodoła”, „Syrena”, Gozdawa i Stępień, Rudzki, Bardini, Załucki, Staszek Bareja – wreszcie i wspomniany tu już Jurek Derfel – nigdy nie pomyślałem, że z biegiem czasu coraz więcej będę im zawdzięczał.
A wciąż dochodzą nowi – kabaret „Potem” Władka Sikory,
„Mumio” z Borusińskim i Basińskimi. Patrzę na nich z zazdrością i zachwytem, a są to przecież uczucia, których się doświadcza, widząc Mistrza.
Stanisław Tym (ur. 1937) – satyryk, scenarzysta, członek Studenckiego Teatru Satyryków, aktor znany m.in. z „Rejsu” i komedii Stanisława Barei; ostatnio prowadzi na łamach „Rzeczpospolitej” autorską rubrykę „Fotel”.
|