|
Śmiech
Rozpuk
JACEK PODSIADŁO
W porze wiadomości krew przelewa się z telewizora. To narody się burzą. Miller szykuje się na premiera, przywódcy państw spotykają się w Genui, mnożą się sekty, powstają fan-kluby Maryny Mansona... To ziemscy królowie powstają i książęta zmawiają się społem przeciw Panu i Pomazańcowi Jego... A że ludzie myślą o próżnych rzeczach, potrzebny im potem reality show albo kolejny odcinek kolejnej mydlanej komedyi z wyciśniętym jak cytryna Cezarym Pazurą. W drugim psalmie Dawida Bożą reakcją na te symptomy upadku człowieka jest... śmiech. To bardzo ważny dla każdego wesołka ustęp Pisma, jedyny raz, kiedy
„Ten, który mieszka w niebie, śmieje się z nich, Pan im urąga”.
Jestem rastafarianinem i biblijne wizje pojmuję dość dosłownie, za to na własną rękę. Dzięki temu są mi bliższe. I kiedy oglądam któryśtam odcinek któregośtam posterunku, i słyszę co 15 sekund ten śmiech z offu podpowiadający otępiałym widzom, kiedy śmiać się trzeba, to słyszę też tamten śmiech, z jeszcze większego Offu. Cieszę się, że Bóg może się śmiać, też jest mi bliższy dzięki temu, ale przecież to śmiech będący wyrazem potępienia, najbardziej złowrogi, jaki być może. Bardziej złowrogi nawet niż ten, który pan poeta nazwał
„głuchym, drwiącym śmiechem pokoleń”. Już mniej bałbym się, gdyby Bóg grzmiał. Bo ten śmiech jest zapowiedzią, co nastąpi później:
„Przemówi do nich w gniewie swoim i gwałtownością swoją przerazi ich”. Nie chciałbym być wtedy w skórze Cezarego Pazury. Co będzie miał wówczas na swoją obronę? Kulerkę? Kolurkę? Kulorkę?
Śmiech, to wielkie dobrodziejstwo „osiemnastu klonicznych spazmów na sekundę”, stał się na naszych oczach kolejną
„próżną rzeczą”. Ze wszystkich stron dobiega czasem jawny, czasem zawoalowany nakaz: śmiej się. Śmiej się, bo nie będziesz na czasie. Musisz się śmiać, bo masz jedno życie i nie możesz go przeponurzyć, zmarnować. W najgorszym razie rechocz przed telewizorem, lepszy rechot niż smutek. A przecież nawet książki typu
„Śmiech leczy” ostrzegają, że śmiech wymuszony to śmiech niezdrowy. Oczywiście, śmiech to dobrodziejstwo i lekarstwo, ale życie non-stop na lekarstwie to życie ułomne, chore.
No więc nie musisz się śmiać. Choć dobrze, jeśli potrafisz. Nawet w życiu religijnym przyda się zachować kącik dla śmieszności, abyśmy nie powtórzyli za Tomkiem Sawyerem, iż
„kościół nie umywa się do cyrku”. Ale czy ktoś, kto nabył trochę mądrości, może śmiać się do rozpuku? Spójrzmy na starca, a więc figurę bliską figurze mędrca. Na starość rzadko śmiejemy się pełną gębą, jeśli już, to uśmiechamy się. Kohelet, który nabył mądrość, wyznaje prosto:
„Lepszy jest smutek niż śmiech”, a w następnym wersecie dodaje:
„Serce mądrych jest w domu żałoby, lecz serce głupich w domu wesela”. Najwybitniejszymi w historii kultury dostarczycielami radości i wesołości były postacie podszyte tragizmem: Arlekin, don Kichot, Pierrot, Grimaldi, Chaplin nawet. Dlatego musisz co innego. Żeby móc odnaleźć się w domu żałoby, do którego wcześniej czy później trafisz, nawet jeśli sypiesz kawałami jak z rękawa i całe twoje życie to jedna zabawa, musisz się smucić.
Jacek Podsiadło (1964), poeta, laureat Nagrody Czesława Miłosza, stały felietonista „Tygodnika Powszechnego”. Ostatnio opublikował m.in. wybór wierszy „I ja pobiegłem w tę mgłę” (Wydawnictwo Znak, 2000).
|