1. rocznica śmierci ks. prof. Józefa Tischnera

 

 

 

   

  Myœl filozoficzna Józefa Tischnera

  P³acz anio³a

 

  ARTUR SPORNIAK

 

  

Już 18 lat przed swoją śmiercią ks. Józef Tischner zastanawiał się, jaki sens ma jego filozofia i co z niej zostanie. We wstępie do książki „Myślenie według wartości” pisał: „Powiem wtedy [u schyłku życia]: nie zrobiłem tego, co zrobić chciałem, nie zrobiłem tego, co zrobić mogłem, nie zrobiłem nawet tego, co naprawdę trzeba było zrobić. Co zrobiłem? O tym powiedzą inni”. Te surowe słowa, odczytane dzisiaj, brzmią jak zaproszenie i zobowiązanie.
Próba oceny filozoficznego dorobku Tischnera nastąpiła szybko, bo niespełna rok po śmierci. Pretekstem stały się „Dni Tischerowskie”, których głównym punktem była dwudniowa konferencja naukowa zatytułowana „Pytając o człowieka – myśl filozoficzna Józefa Tischnera”.


Mając na uwadze sposób odniesienia się prelegentów do myśli Tischnera, wygłoszone referaty z grubsza podzielić można na trzy kategorie: reprezentujące myślenie własne, luźno nawiązujące do myśli Tischnera; współmyślenie z Tischnerem, czyli analiza problemów żywo interesujących także jego, ale analiza dokonywana z własnych pozycji; wreszcie refleksja nad myślą Tischnera, czyli próba hermeneutyki jego filozofii.
Do pierwszej kategorii należał wykład prof. Chantal Delsol z paryskiego Uniwersytetu Marne La Valle (publikowany w tym numerze „Kontrapunktu”) oraz wykład prof. Władysława Stróżewskiego „Istnienie i dobro”. Profesor UJ, prezes Polskiego Towarzystwa Filozoficznego, przyjaciel ks. Tischnera i podobnie jak on uczeń Ingardena zastanawiał się nad pytaniem postawionym przez Leibniza: „Dlaczego istnieje raczej coś niż nic?”. Pytanie to, wbrew pozorom, nie jest czysto teoretyczne. „Nic nie jest dla nas bardziej oczywiste – mówił prof. Stróżewski – niż przemijalność wszystkiego, co jest nam bezpośrednio dane”.
Odpowiedź na pytanie Leibniza pojawiała się w historii filozofii w dwóch wersjach. Pierwsza nawiązywała do intuicji bytu u Parmenidesa. W scholastyce osiągnęła ona szczyt w Tomaszowej koncepcji Boga jako koniecznego Istnienia. Tylko byt konieczny tłumaczyć może istnienie bytów przygodnych. Prof. Stróżewski pokazał, jak z doświadczeniem przygodności radzili sobie: Kartezjusz (idea niezależnej od niczego substancji nieskończonej), Leibniz (istnienie absolutne, zaspokajające nasze dążenie do doskonałości) oraz Edyta Stein (Bóg jako podstawa wymykającego mi się w czasie mojego własnego istnienia).
Drugi nurt, odwołujący się do idei dobra, na pytanie Leibniza odpowiada: wszystkie rzeczy istnieją, ponieważ jest dobrze, aby istniały. Patronuje mu oczywiście Platon, a wśród wielkich nazwisk tego nurtu wymienić możemy św. Augustyna i Pseudo-Dionizego Areopagitę. Takie podejście nieobce jest także myśli współczesnej. Dla wielu współczesnych filozofów (Levinas, Marion) pojęcia bytu, istnienia, a nawet pojęcie Boga zamykają właściwą drogę do Niego. Trzeba więc odrzucić filozoficzną tradycję i mówić o Bogu „ponad byciem”. Bóg jest Dobrem i Miłością. Świadczy o tym nie tyle filozofia, co Pismo Święte i mistycy. W nurcie tym odnajdziemy także nazwisko Tischnera. 
Stróżewski pyta: po czyjej stronie jest racja? Bliska jest mu teoria transcendentaliów św. Tomasza, która mówi, że byt i dobro są tym samym, różnią się tylko pojęciowo. Jak to jest możliwe? Jesteśmy jedynymi istotami zdolnymi dostrzec w bycie jego dobro, piękno czy uświadomić sobie jego istnienie, choć wszystkie te pojęcia są „beztreściowe” i nie potrafimy sobie ich przedstawić. Taką zdolność umożliwia szczególna aksjologiczna intuicja, która pozwala świat nie tylko doświadczać, ale także „przeżywać”. Konstatacją takich przeżyć może być stwierdzenie: „jak dobrze, że jesteś”. W ten sposób przekraczamy sam byt – potrafimy wręcz „postawić się ponad własne życie i własną śmierć”. Uzasadniając ostatnie stwierdzenie, prof. Stróżewski powołał się na rozmowę z przyjacielem, który był torturowany w czasach stalinowskich. „Mówiłem: ja bym nie wytrzymał. Odpowiedział ze spokojem: wytrzymałbyś. Wystarczy sobie powiedzieć, że najwyżej mogą cię zabić”.
Biorąc to wszystko pod uwagę, na wyjściowe pytanie: „dlaczego jest raczej coś niż nic?” prof. Stróżewski odpowiada: „albowiem istnieje Byt koniecznie istniejący, który jest Dobrem”.


Problemy dobra, zła oraz myślenie dialogiczne obecne na kartach książek ks. Tischnera, były także tematem wykładów prof. Barbary Skargi (jej wystąpienie publikujemy obok) oraz dwóch gości z zagranicy: prof. Maurizo Malagutiego z Uniwersytetu w Bolonii, zajmującgo się myślą filozoficzną Dantego, oraz ks. prof. Benharda Caspera, specjalisty od filozofii dialogu.
Ten ostatni pytał: „Co to znaczy myśleć dialogicznie?” Inaczej mówiąc – co ujawnia fakt spotkania drugiego człowieka, czym jest dialog, jakie warunki muszą być spełnione, by rozmowa miała sens? W rozmowie chodzi mi przede wszystkim o to, bym był zrozumiany, ale zrozumiany przez kogoś, kim nie mogę rozporządzać (inaczej dialog nie jest rozmową, tylko manipulacją). W ten sposób doświadczam jednak swoich granic, swojej skończoności. Rozmowa objawia także nowy wymiar czasu. Inny niż Arystotelesowki czas rozumiany jako „policzony ruch” albo transcendentalna forma naoczności u Kanta. Jest to czas mojej odpowiedzialności za innego oraz czas pragnienia, by móc „być” z innym bez ograniczeń. A to oznacza pragnienie zbawienia. „Czas dialogiczny jest czasem oczekiwania”.
Lecz mowa to także, jak uczył Tischner, możliwość zdrady. Dlatego prawdziwy wymiar mowy odnajdziemy dopiero w modlitwie.
Prof. Malaguti zastanawiał się nad sensem historii, a w szczególności nad sensem obecnego w historii zła i cierpienia. Jako przewodnik w myśleniu prelegent obrał sobie opublikowaną po włosku książkę Tischnera „Księga pielgrzyma: na bolesnych drogach historii” (Bolonia, 1982). Gdzie szukać sensu historii: w podręcznikach odnotowujących dzieje możnych tego świata czy też w wieczności, poza doczesnym przemijaniem? Kto ten sens niesie: silni i przebiegli, skutecznie walczący o władzę czy też cisi i pokornego serca? „W historii nie brakuje wybranych – powtarzał za Tischnerem prof. Malaguti – którzy kochają Boga aż do pogardzenia sobą samym; oni to z odwagą przeciwstawiają się tym, którzy kochają siebie samych aż do pogardzenia Bogiem”. Dzięki nim spełnia się biblijna obietnica, że już nigdy nie będzie potopu niszczącego ziemię. Jak to jest możliwe? Ludzie ci są świadkami Bożego miłosierdzia, które nie przeciwstawia się sprawiedliwości, tylko czyni nas stopniowo „uczestnikami chwały, jakiej dzisiaj nie potrafilibyśmy znieść, nie umierając”. Ale żeby świat przemieniać wedle Bożej woli trzeba opuścić zgiełk świata i wejść w ciszę. Tylko bowiem w ciszy usłyszeć można głos Boga. To tłumaczy tytuł wykładu: „Poza ciszą: miłosierdzie w sercu historii. Ślady teodycei mistycznej w dziele Józefa Tischnera”.


Sporo czasu sesji wypełnili interpretatorzy filozoficznej spuścizny Tischnera. Prof. Ryszard Panasiuk z Uniwersytetu Łódzkiego, znawca filozofii romantyzmu niemieckiego, przyjrzał się wątkom heglowskim w myśli Tischnera. Prof. Adam Węgrzecki, kierownik Katedry Filozofii na Akademii Ekonomicznej w Krakowie i uczeń Ingardena, zastanawiał się natomiast, czym jest „myślenie według wartości”. Myślenie to – zdaniem prelegenta – przejawia się w wieloraki sposób. Najpierw pozwala „przemówić samym wartościom”, ale pozwala przemówić w szczególny sposób – ukazujący, czym wartości są i mogą być dla człowieka. Przede wszystkim są wezwaniem do usuwania „białych plam” w świecie, które trzeba aksjologicznie „zabarwić”. Podjęcie tego wyzwania w pewnym sensie z góry skazane jest na niepowodzenie, bowiem skupiając się na wypełnianiu jednych „plam”, odłogiem pozostawiamy inne. Ale takie są koszty naszej wolności. Myślenie według wartości zawsze pozostanie „myśleniem preferencyjnym”, myśleniem według jakiegoś ładu. Nic nas, co prawda, nie zmusza do przyjęcia jakichś wartości, ale ich odrzucenie stwarza dla nas zagrożenie przemocy.
Myślenie według wartości okazuje się także „myśleniem projektującym”, bowiem zawsze rozwija się w przestrzeni międzyludzkiej i dąży do przezwyciężenia możliwego tu dramatu. W ostatnich pracach Tischner mówi o „przyswajaniu wartości”. „Przyswajając sobie to, co dobre, tym samym przyswajam siebie dobru” („Spór o istnienie człowieka”). Ostateczne zaś źródło myślenia według wartości odnajdziemy w doświadczeniu wiary, w doświadczeniu wszystkiego jako daru Boga.
Z kolei o. prof. Jan Andrzej Kłoczowski z Papieskiej Akademii Teologicznej badał „myślenie religijne”, obecne w pracach Tischnera. Badanie to doprowadziło do kilku ważnych rozróżnień. Czym innym jest myśleć o religii, a czym innym myśleć religijnie. O religii myślimy, by ją usprawiedliwić, bądź jej zaprzeczyć. Wydaje się, że myślenie religijne zdominowane jest przez teologię, czyli rozumną refleksję nad treściami wiary, ale – jak przekonuje Tischner – teologii jest wiele, myślenie religijne zaś jedno. Jest ono wcześniejsze od wszelkiej teologii. Nie jest także „filozofią religii”, czyli zobiektywizowanym i systematycznym opisem fenomenu religijnego oraz próbą jego wyjaśnienia. Nie jest ani fideizmem, ani racjonalizmem. Czym zatem jest? Myślenie religijne chce być blisko doświadczenia religijnego, które jest wcześniejsze od wszelkich teorii. Ujawnia możliwość wzlotu i upadku, nadziei i rozpaczy, zbawienia i potępienia. Karmi się bezbronnym świadectwem. („Bezbronność jest poręką autentycznego świadectwa, a jednocześnie – paradoksalnie – ujawnieniem jego mocy”). Jest „próbą uchwycenia sposobu, w jaki jawi się człowiekowi doświadczenie Boga”.
Powszechnie uważa się, że Tischnera nie interesowała metafizyka świata. Że taki pogląd nie do końca jest słuszny, przekonująco pokazał odczyt prof. Karola Tarnowskiego z Papieskiej Akademii Teologicznej, zatytułowany „Ziemia obiecana, ziemia odmówiona”. Wspomniane w tytule referatu pojęcia w ostatnich pracach Księdza Profesora nabrały wręcz kluczowego znaczenia. Dla Tischnera ziemia i ważne dla człowieka miejsca na niej (dom, warsztat pracy, kościół, cmentarz) są metaforą nieosiągalnej tutaj pełni. Stanowią obietnicę. Ale mogą być dla człowieka także przekleństwem, jeśli ulegnie on archaicznej pokusie łamania „praw natury”. Prof. Tarnowski wyjaśnia, że „prawa natury” w tym przypadku „dotyczą nie tylko obrotu ciał ziemskich i niebieskich, ale przede wszystkim wzajemności, współodpowiedzialności, solidarności, także miary w posiadaniu”.


Sesję wieńczył wykład „Wieczność i czas. O wiecznym powrocie tego samego”, wygłoszony przez prof. Krzysztofa Michalskiego z Instytutu Nauk o Człowieku w Wiedniu w wypełnionej do ostatnich miejsc Auli im. Tischnera Collegium Witkowskiego (tej samej, w której jeszcze kilka lat temu wykłady Księdza Profesora gromadziły tłumy). Wykład, będący analizą filozofii Nietzschego, rozpoczął serię corocznych spotkań „Colloquia Tischneriana”. Za rok do Krakowa ma przyjechać Charles Taylor, kanadyjski filozof, którego myślą ks. Tischner był żywo zainteresowany.


Czy sesja miała słabe strony? Nie sposób przewidzieć wszystkich mankamentów takiego przedsięwzięcia. Nie wszystko także zależy od organizatorów. Widoczny był np. kontrast między poziomem referatów a głosami zabieranymi z sali. Dyskusję trudno byłoby określić jako „ożywioną”, a zawodowych filozofów z trudem można było odnaleźć na sali. W sesji uczestniczyli głównie młodzi ludzie (niektórzy przyjechali specjalnie z Gdańska czy Kalisza). Tischner wzbudza zainteresowanie, niemniej jego myśli nie mamy chyba jeszcze dostatecznie przemyślanej. Na to potrzeba czasu. Na razie wolimy słuchać. Głos zabierali głównie jego uczniowie. Jeden z nich – pracownik Uniwersytetu w Szczecinie, przypomniał słowa Tischnera z seminarium z czasów stanu wojennego: „Żeby zrozumieć Polskę, trzeba zrozumieć rozpacz ZOMO-wca”.
Choć niektóre wystąpienia zawierały elementy polemiki, podczas sesji tak naprawdę nie było sporu z Tischnerem. A przecież jego teksty w środowisku filozoficznym wzbudzały kontrowersje i prowokowały dyskusje. Mogłoby się wydawać, że fakt, iż dzieło Tischera jest już zamknięte, powinien sprzyjać spokojnej i całościowej refleksji. Tymczasem na sesji zabrakło przedstawicieli dwóch ważnych polskich środowisk filozoficznych, z którymi Tischner spierał się za życia: tomistycznej szkoły Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i warszawskiej szkoły filozofii analitycznej. Czy to znak, że dialog między reprezentantami różnych stylów filozofowania jest dzisiaj niepotrzebny? 
Że taki dialog jest trudny, ale nie niemożliwy, dowodzą publikowane w tym „Kontrapunkcie” wystąpienia prof. Stefana Swieżawskiego, nestora polskiej filozofii, i ks. prof. Michała Hellera – kosmologa, filozofa nauki i przyjaciela ks. Tischnera. Można co prawda powiedzieć: szkoda sił na taki trud. Ale czy to usprawiedliwienie? Chodzi przecież o jedność świata w różnorodności perspektyw i o jedność człowieka. Żaden filozof nie zdoła samotnie zbliżyć się do takiego celu. Dialog, dopowiedzenia są konieczne.
Precyzyjnie pokazał to swego czasu Alfred Gawroński – wykształcony w Oksfordzie zwolennik i niestrudzony propagator filozofii analitycznej. Przez długi czas prof. Gawroński prowadził spór z Tischnerem. Jego zapis odnaleźć można m.in. w książce „Dlaczego Platon wykluczył poetów z państwa...?”, opublikowanej przez „Więź” w 1984 roku. Siedem lat później ukazał się artykuł Gawrońskiego „Kształcenie filozoficznej wizji” („Znak-Idee”, nr 4), napisany już w innym duchu, co nie znaczy, że sprzeniewierzającym się dotychczasowym filozoficznym wyborom. Autor zrezygnował z krytyki stylu uprawiania filozofii przez Tischnera i innych fenomenologów, dokonywanej z pozycji filozofii analitycznej. Zamiast tego starał się ukazać, jaki sens mają różnice w stylu filozofowania, i czy można je usprawiedliwić. W filozofii ważne są nie tylko precyzyjne argumenty, ale także filozoficzna wizja, której z natury nie da się „udowodnić”. Można najwyżej starać się ją pokazać, na przykład przy pomocy metafor. Patrząc z takiej perspektywy niedaleko jest już do Tischnerowego „myślenia z wnętrza metafory”.
Dialog jest istotny jeszcze z innego powodu – być może błahego, ale rzucającego się w oczy. Lukę spowodowaną brakiem rozmowy na wysokim filozoficznym poziomie szybko wypełniają „mali szydercy”. W jednym z prawicowych periodyków opublikowany został z okazji Dni Tischnerowskich artykuł szkalujący ks. Tischnera. O. Kłoczowski, podsumowując sesję, nawiązał do rysunku ilustrującego ów tekst. Przy plakacie reklamującym Dni dyskutują rysunkowe postacie. Jedna z nich mówi: „Mam kolejne hasło: »Zastał Polskę z homo sovieticus, a zostawił z homo sapiens«”. Zdaniem krakowskiego dominikanina niechcący wypowiedziano głęboką prawdę o Tischnerze – „Oślica Balaama przemówiła ludzkim głosem”.)
Organizatorzy zapewniają, że wysłali zaproszenia do Lublina i Warszawy. W odpowiedzi obiecano dosłanie tekstów na temat filozofii Tischnera. Teksty te nie zdążyły nadejść przed sesją. Jeśli dotrą do Krakowa, zostaną opublikowane przez Papieską Akademię Teologiczną w materiałach z sesji. Pomoc w przygotowaniu takiej książki obiecało wydawnictwo „Znak”.


Bergson twierdził, że filozof całe życie wypowiada jedną myśl. Jaką myśl wypowiadał Tischner?
Dla ks. Bernharda Caspera tę myśl najlepiej ukazuje metafora „płaczu anioła”, wzięta z dramatu Szekspira „Ryszard III”. Tischner posłużył się nią w książce „Filozofia dramatu” analizując fenomen pokusy. Anna zostaje uwiedziona i zdradzona przez mordercę jej męża. Wygląda na to, że ostatnim słowem rzeczywistości jest szyderstwo z dobra. I wtedy, „gdzieś u kresu nocy – jak pisze Tischner – daje się słyszeć płacz anioła”.
Czym jest płacz anioła? „To metafora opisująca żal nad klęską dobra, którego los na tym świecie określony został przez wolność. Płacz ów jest przede wszystkim świadectwem istnienia dobra. O czym mówi? Mówi, że ktokolwiek ulega pokusie, nie jest z gruntu zły. W jego sercu płonie ogień dobrych pragnień. Tyle że to za mało. Płomień jest zbyt słaby. Tragedią jest, iż wolność obraca się przeciwko dobru. Jak niewiele potrzeba, by tak wiele uległo zniszczeniu! Ale płacz anioła to coś więcej niż tylko płacz. Płacz ów jest wyrazem innego porządku, niż porządek zdrady i zła. Nie ma on wspólnych płaszczyzn ze złem. Jest »zupełnie inny«. Dlatego jest dla zła nietykalny. Istnieje jako światło, jako chwała, jako czysta przestrzeń nadziei. Z łona tego porządku wydobyła się kiedyś, po wygnaniu z raju, nowa Obietnica. Nowa Obietnica jest przeciwieństwem pierwszej pokusy. Zwraca się do zdrajców, których zdradzono. Dzięki niej zdrajca, który został zdradzony, odzyskuje jakąś nadzieję”.


Artur Sporniak

 

 

 



 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl