|
1. rocznica śmierci ks.
prof. Józefa Tischnera
Wystawa
w Bibliotece Jagiellońskiej
„Œpiê
i jakieœ sny mam dziwne...”
MICHA£ OKOÑSKI
Dla tych, którzy czytali biografię „Tischner”, autorstwa Wojciecha Bonowicza, wystawa w Bibliotece Jagiellońskiej jest ważnym uzupełnieniem. Ci, którzy nie zdążyli zobaczyć jej w Krakowie, będą mieli jeszcze szansę – od jesieni eksponaty ruszą w podróż po Polsce.
Pierwszym, który przyciąga wzrok, jest ogromne zdjęcie na wprost wejścia. Autorem fotografii jest Wojciech Druszcz, znamy ją choćby z okładki pośmiertnego numeru
„Tygodnika”: Tischner z „Haiku” Czesława Miłosza w ręku idzie naprzeciw wchodzącemu na wystawę, jakby wychodził mu na spotkanie.
Prawie nie ma tu osobistych pamiątek: nożyk do rozcinania papieru, ulubiona czapka zimowa, kupiona kiedyś w Austrii... W kilkunastu gablotach przede wszystkim strony zadrukowanego bądź zapisanego ręcznie papieru – gazety, książki, notatki i listy. Są też zdjęcia: prywatne (wspinaczka w górach, pobyt w Louvain) i publiczne (w Hali Olivii podczas I Zjazdu
„Solidarności”, w Castel Gandolfo podczas sesji naukowej, na Rusnakowej Polanie pod Turbaczem, gdzie od początku lat 80. odprawiał co roku Msze św. za Ojczyznę); zdjęcia rodziny, przyjaciół (m.in. Karola Wojtyły, Jerzego Turowicza, Krzysztofa Michalskiego, ks. Władysława Zązla – kolegi-kapelana Związku Podhalan).
Większość ilustracji znamy z książki Bonowicza, tam jednak umieszczono je nieco przypadkowo (znać pośpiech wydawcy, który chciał jak najszybciej dostarczyć na rynek rzecz tak długo oczekiwaną), a tu, inaczej ułożone, pokazują historię życia kapłana i filozofa na tyle przejrzyście, że właściwie nie wymagają komentarza. Z jednej strony chodzi tu o pokazanie
„słynnego księdza Tischnera” (przekłady książek, teksty w wielkonakładowej prasie, świadectwa występów w mediach), z drugiej – ogromu pracy, jaka do tego prowadziła. Dostęp do zagranicznych książek filozoficznych był wówczas dużo trudniejszy, więc Tischner nieraz po prostu przepisywał interesujące go fragmenty...
Pierwsza gablota: czasy przedwojenne. Zdjęcie ślubne rodziców, fotografia małego Józia w wełnianym ubranku i czapce, której zwisające pod szyją tasiemki kończą się efektownymi pomponami; spacer po Starym Sączu z rodzicami za rękę; chłopiec w zimowej kurtce i na nartach, ale najwyraźniej w atelier.
Później okres wojny, odciskającej piętno na pierwszych lekturach
(„Kamienie na szaniec” Aleksandra Kamińskiego, „Między heroizmem a bestialstwem” ks. Konstantego Michalskiego). Młodzieńczy wiersz i kolejne próbki literackie, poświadczone listem z redakcji
„Młodej Rzeczpospolitej”, informującym o przyjęciu materiału do druku (zanim zdążył się ukazać, pismo zlikwidowano). Wreszcie debiut: recenzja
„Epistemologii” Fernanda Van Steenberghena w czasopiśmie
„Collectanea Theologica” z 1955. O tym, jaką wagę przywiązywał do każdego tekstu, świadczą eksponaty z następnych gablot: prowadzony przez Tischnera spis publikacji, od tej pierwszej po kilkaset innych w różnych poważnych i mniej poważnych pismach, oraz kartka z rękopisu artykułu: z wieloma poprawkami i przekreślona od góry do dołu po przepisaniu wszystkiego kolejny raz.
Początki kapłaństwa: zaświadczenie o udzieleniu święceń lektoratu (grudzień 1953), napisane po łacinie przez ówczesnego wikariusza generalnego krakowskiej Kurii, biskupa Franciszka Jopa, i zdjęcie z prymicji w Łopusznej.
Kariera naukowa: rozprawa doktorska „Ja transcendentalne w filozofii Edmunda Husserla” (1962) i habilitacja
„Fenomenologia świadomości egotycznej” (1972), wraz z grubymi rocznikami pism filozoficznych i teologicznych, gdzie drukował swoje rozprawy. O tym, jak pracował, wiele mówią wspomniane już notatki z obcojęzycznych lektur filozoficznych: niezwykle starannie rozplanowane na kolejnych kartkach, z obszernymi cytatami po francusku i niemiecku, komentarzami samego Tischnera, podkreśleniami, listą kluczowych pojęć z numerami stron. Jedna z tak
„przenicowanych” książek to „L’Homme Romantique” Georgesa Gusdorfa – czy to nie z refleksji nad nią zrodził się
„Człowiek romantyczny”, wykład monograficzny na Uniwersytecie Jagielońskim z początku lat 90.?
Wreszcie debiut w „Znaku”, pierwszy duży tekst w „Tygodniku” i napisany wspólnie ze Stanisławem Grygielem artykuł o religijności polskiej wsi, dedykowany dziadkowi Tischnera, Sebastianowi Chowańcowi (którego zdjęcie również wisi niedaleko). Ale też opowiadanie dla dzieci, opublikowane w 1975 r. w
„Przewodniku Katolickim”, którego bohaterami są Marek, Łukasz i Wojtek – takie imiona noszą bratankowie Księdza Profesora...
Później świadectwa zaangażowania Tischnera w działalność opozycyjną: list otwarty krakowskich intelektualistów, popierający wniosek grupy studentów o samorozwiązanie SZSP (wśród sygnatariuszy, oprócz Tischnera m.in. Izydora Dąmbska, Hanna Malewska, Krzysztof Penderecki, Jacek Woźniakowski...), ulotka ze strajku studentów AGH, zapowiadająca Mszę z św. homilią... księdza biskupa Tischnera, podziemne i zagraniczne wydania
„Etyki solidarności” (wiele książek i czasopism na wystawę dostarczyła Jagiellonka; jest świadectwem czasu, że często noszą sygnaturę
„rara”, co oznaczało m.in. utrudnienia w korzystaniu), ale także wydana w 1987 r. przez Książkę i Wiedzę praca niejakiego Włodzimierza Lebiedzińskiego
„Tischnerowska metoda krytyki socjalizmu”, w której Ksiądz Profesor przedstawiony jest jako
„jastrząb Kościoła katolickiego”, reprezentujący „bezwzględnie najbardziej skrajne” jego skrzydło.
Początek kariery publicznej, która swoje apogeum osiągnie w latach 90.:
„Zło nie wie, co czyni”, zapis pierwszego wystąpienia telewizyjnego, po zamachu na Papieża z 13 maja 1981, opublikowany przez
„Przekrój”.
Napisałem, że większość ilustracji znamy z książki. A jednak kilka z tych, które tu mogliśmy oglądać po raz pierwszy, to prawdziwe skarby. Kartka papieru w kratkę z nagłówkiem
„Cierpienie”, czyli notatka do jednego z kazań, na której widać, jak
„toczyła się” myśl Tischnera – zaledwie kilka słów, cytat z Norwida
(„wyobraźnia schorowana...”), przywołanie świętej Katarzyny
(„a) cierpienie z miłości, b) cierpienia cierpiętnika”), prowadzące do zamierzonej konkluzji:
„Bóg działa w świecie: krzyż – zmartwychwstanie”. To, co pomiędzy, miało się dopiero narodzić, we współmyśleniu ze słuchaczami.
Największe wrażenie robią jednak eksponaty z ostatniego okresu życia autora
„Księdza na manowcach”. Jednym z najważniejszych jest znany już z poprzedniego numeru
„TP” list Papieża, wypożyczony przez Rodzinę Księdza Profesora. Także zdjęcie z tamtego spotkania z Janem Pawłem II na Wawelu. I karteczka, jedna z wielu, za pomocą których ks. Tischner porozumiewał się z otoczeniem po operacji krtani. Niewielki skrawek papieru, staranne pismo sprzed lat zmienione nie do poznania (choć wciąż zachowujące nienaganną interpunkcję):
„Śpię i śpię, budzę się; czekam, kiedy się nie obudzę, ale się budzę...” Potem pozioma kreska, oznaczająca wypowiedź rozmówcy, i kolejny zapis:
„Śpię i jakieś sny mam dziwne...”
Micha³ Okoñski
„Tischner” scenariusz Wojciech Bonowicz, realizacja Danuta Bromowicz. W ciągu miesiąca wystawę obejrzało ponad 3 tys. osób.
|