Requiem dla dziennikarza

 

 

 

   Polscy dziennikarze i ginąca wolność słowa

 Rozmowy szarych garniturów

 

   Krzysztof Skowroński

 

  

 

Tam, gdzie lekarz już nie może pomóc, pojawia się ksiądz. Tak traktuję tekst księdza Andrzeja Lutra, dotyczący telewizji publicznej. Telewizja jest zepsuta, bo popsuła ją polityka, tak jak popsuła parę innych dziedzin życia w Polsce. Zamiast swobody i piękna – zależność i korupcja. Tak już jest, że polityk jest lekarzem i nosicielem chorób jednocześnie. Ksiądz Luter ma rację: o tym, że w TVP mamy do czynienia z manipulacjami, przemilczeniami i politycznym uzależnieniem, wiedzą wszyscy, którzy chcą wiedzieć.
Co gorsza, nadchodzi moment krytyczny. Przez jedenaście lat nie było w Polsce monopolu władzy i informacji: kto inny rządził Polską, a kto inny telewizją publiczną. Dotychczas mieliśmy do czynienia z czarną propagandą, szczególnie na początku reform wprowadzanych przez rząd Jerzego Buzka. Czarna propaganda wypacza i fałszuje obraz rzeczywistości, ale kontroluje władzę. Jeżeli SLD wygra wybory, a nic w telewizji publicznej się nie zmieni, czarna propaganda może zostać zamieniona na propagandę sukcesu. Tak, jak którejś zimy każdy zamarznięty bezdomny był wyrzutem pod adresem rządu, a każda karetka, która nie przyjechała, została zatrzymana przez premiera Buzka, tak w nowych czasach każdy, kto przetrwa zimę, będzie dziękował premierowi.
Taki scenariusz oznaczałby koniec dziennikarstwa w telewizji publicznej. O ile teraz sytuacja jest zła, to jeszcze można wymienić kilku prawdziwych dziennikarzy, do których ma się zaufanie. Po zmianie władzy ten mini-oddział niepokornych może stracić pracę. Nie mam złudzeń: nie będzie żadnego zespołowego buntu, do czeskiej drogi ks. Andrzej Luter nikogo nie namówi. Tym bardziej, że – jak widać po wyborach do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji – politykom prawicy, krzyczącym na temat stronniczości telewizji, nie zależy na tym, żeby coś zmienić.
Głosy na temat potrzebnych zmian snują się nad telewizją publiczną jak poranna mgła nad jeziorem, ale nie widać wśród nich żadnego sensownego. Cechą wszystkich jest oderwanie od rzeczywistości. Chęć zmiany powinna wyjść od polityków i to od tych, którzy mają możliwość przeforsowania koncepcji w parlamencie. Politycy AWS nie zrobili nic dlatego, że i dla nich rozróżnienie na Twoje-Moje również było najważniejsze. Termin „wspólne” jakoś nie przeszedł im przez gardło. Trudno sobie wyobrazić, aby poczucie demokratycznej misji towarzyszyło SLD, który dokładnie zna pragmatykę władzy. Berlusconi też nie odda swojej telewizji lewicy tylko dlatego, że uzna, iż zyska na tym demokracja.
Najbardziej bolą coraz szerzej ogarniające Polskę zwycięstwa przypadkowych konformistów, którzy z najpiękniejszych królewskich szat potrafią uszyć szare garnitury. Potem te szare garnitury zaczynają mówić, potem zadają pytania, a na koniec z tych pytań i mowy powstaje „Monitor Wiadomości”.

Autor współtworzył Radio Zet, obecnie pracuje w Programie Trzecim Polskiego Radia i Telewizji Puls.

 

     

     

     

     

     

     

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl