Requiem dla dziennikarza

 

 

 

   Polscy dziennikarze i ginąca wolność słowa

 Niepokorni za bramę

 

   Krystyna Mokrosińska

 

  

 

Niemal codziennie otrzymuję informacje o wyrzucaniu z pracy niepokornych dziennikarzy. Pewna gazeta pozbyła się uprawiającego dziennikarstwo śledcze redaktora, bo jego artykuły powodowały sądowe procesy – cywilne przeciw gazecie i karne przeciw „bohaterom” prasowych enuncjacji (swoisty paradoks prawa).
Sens dziennikarskiej misji polegający na dociekaniu prawdy nie miał dla redaktora naczelnego znaczenia – ON chciał mieć spokój.
W pewnym dziale publicznej telewizji poinformowani o drastycznym obniżeniu honorariów dziennikarze usłyszeli, że „Jeżeli się nie podoba, to jazda za bramę” – ON niczego wyjaśniać nie będzie.
Dyrektor jednego z telewizyjnych Ośrodków regionalnych wyrzucając pracownika argumentował: „Pan jest fachowcem, Pan sobie poradzi – a limit zwolnień muszę wykonać” – tu ON wykazał się swoistym humanitaryzmem.
W wielu redakcjach ceną pozostania staje się stara zasada – mierny, ale wierny. O dziennikarskim losie decydują ludzie bez przygotowania zawodowego, z nadań partyjnych, towarzyskich, businessowych – ONI – obce ciała w dziennikarskim świecie.
Jeden z bossów telewizyjnych (już na innej intratnej posadzie) powiedział do zespołu kilkunastu dziennikarzy: „Spójrzcie przez okno – ci z ulicy z pocałowaniem ręki tu przyjdą, a o was – jak was stąd wywalę – pies z kulawą nogą się nie upomni”.
Od kilku lat leży w TVP S.A. projekt zasad przyznawania „KART ZAWODOWYCH” w zawodach twórczych, w tym w zawodzie dziennikarza telewizyjnego. „Zasady” określają próg minimum przygotowania zawodowego. Kolejne władze telewizji publicznej nie zajęły się projektem, widocznie nawet to minimum jest dla nich niebezpieczne.
Obowiązującą zaś praktykę niech zilustruje opowieść ekipy filmowej – jako redaktor pojechał na zdjęcia bardzo młody człowiek, zapytano więc: „Czy Pan jest tu na stażu?”. Odpowiedź była rozbrajająca: „Nie dostałem się na studia, kumpel załatwił mi, że mogę przez rok »robić« tu za dziennikarza.”
Włączając się do dyskusji rozpoczętej przez ks. Andrzeja Lutra podałam kilka przykładów niszczenia dziennikarskiej niezależności i zwykłej ludzkiej godności. 
Nikt nigdy nie obiecywał nam łatwego życia – może właśnie to nieustanne dążenie do prawdy wbrew wszystkim przeciwnościom jest największą wartością naszego zawodu.
Członkowie Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich ponosili (i nadal ponoszą) koszty takiej postawy. Czasami kandydaci do SDP pytają: ,,Co ja z tego członkostwa będę miał?” Worka cebuli na zimę ani intratnej posady – nie. Ale spotkasz tu ludzi, o których Andrzej Luter napisał: „W zawodzie dziennikarskim trzeba stawiać na prawdę. Za wszelką cenę”.
I jeszcze słowo o politykach. W kończącej się kadencji Sejmu wręczono posłom przygotowany przez SDP projekt nowego Prawa Prasowego, które w znaczący sposób ogranicza samowolę i bezkarność kierownictw redakcji. Nie doczekało się ono rozpatrzenia przez Sejm. Zabrakło woli politycznej? Wyobraźni? A może odwagi?

Autorka p.o. prezesa Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

 

     

     

     

     

     

     

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl