Requiem dla dziennikarza

 

 

 

   Polscy dziennikarze i ginąca wolność słowa

  O czym będziemy rozmawiać?

 

   Józefa Hennelowa

 

  

 

Artykuł ks. Andrzeja Lutra przyjmuję jako prowokację. Udaną, przyznaję od razu, to znaczy zachęcającą do zabrania głosu. Ale i sprawiającą kłopot. Głównie ten, który wyraża się w tytułowym pytaniu do moich własnych uwag. Czy rozmawiać mamy o diagnozie postawionej przez ks. Lutra, czyli o „ginącej wolności słowa” i kraju, w którym już „nie można być uczciwym dziennikarzem”? Czy bardziej wąsko: o strukturalnej i organizacyjnej rzeczywistości najpotężniejszego medium, telewizji, i wynikających stąd fatalnych skutkach? Czy też bardzo generalnie: o prawdzie jako nadrzędnym dla dziennikarza nakazie moralnym i zawodowym – jak tę prawdę rozumiemy? A może wręcz o jednoznacznej wizji Jana Pawła II, który (cytat z artykułu) domaga się, aby „na wszystkich drogach świata”, a więc i w mediach – „głoszone było zbawcze słowo Ewangelii”? To są przecież różne zagadnienia, nie do udźwignięcia w pojedynczym komentarzu. Tylko troska wspólna.
Wybieram metodę minimum: kilka replik na najbardziej gorące tezy autora.
Podzielam krytyczne uwagi o Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji. Ale to nie z ustawy wynika jej upolitycznienie, lecz z nieprzytomnej chęci dosłownie wszystkich ugrupowań od lewa do prawa, by na telewizję mieć wpływ jak się da największy. Jako na narzędzie, rzecz jasna. Na nic się tu zda narzekanie, że teraz opanowała ją lewica. Czy to z ustawy wynika, że do KRRiTV nie jest nigdy wybierany człowiek fachowy i doświadczony, prawdziwie niezależny? Choćby ostatnio: co przeszkadzało prawicy w Sejmie i w Senacie w takich właśnie wyborach? Kto jej kazał odrzucać znakomite autorytety, a sięgać po nazwiska ściśle polityczne, stanowiące pieniądz przetargowy?
Zgadzam się ze sztandarowym zawołaniem ks. Lutra: ,,W zawodzie dziennikarskim trzeba stawiać na prawdę. Za wszelką cenę. (...) Dziennikarstwo, które nie służy prawdzie, nie ma żadnego sensu”. Tylko że najbardziej odstręczające przykłady zaprzeczenia karcie etycznej mediów pojawiają się niestety tam, gdzie dziennikarze będą przysięgali, że właśnie hasło o „stawianiu na prawdę” realizują. Nie trzeba ciągle pocieszać się i gromić przeciwnika przykładami Charkowa i Sławińskiego. Prawicowe dziennikarstwo już teraz popełnia grzechy bardzo podobne, a gdy uzyska większe możliwości, będzie skłonne robić to w jeszcze szerszym zakresie. Będzie tak samo dobierać wiadomości, które „pójdą” i które „nie pójdą”, będzie je szeregować, będzie przykrawało cytaty, będzie odmawiało druku polemik, będzie się starało, by przeciwnik na wizji czy w wywiadzie broń Boże nie wypadł korzystniej niż bliski ideowo gość, będzie ze wszystkich sił chroniło autorytety ocenione jako niezbędne itd. Na przykłady brak miejsca, ale każdy ma ich przecież tuziny.
I jeszcze sprawa bardzo ważna: owa solidarność zawodowa, owo występowanie ramię w ramię, a to w obronie kolegi, a to przeciw manipulacjom, a to w generalnym proteście przeciw deprawowaniu mediów. Dziennikarze wołają, że głosów takich nie słychać. Ks. Luter pyta: gdzie są „autorytety moralne”? Ktoś się zastanawia, dlaczego u nas nie udałby się strajk praski. To może pora na dziennikarzy z mediów niezależnych, zakładanych pod ideowymi sztandarami, nie obawiających się sankcji? Pora na Radio Plus i Telewizję Puls, na członków Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy, na skrzyknięcie się piór i głosów niezależnych. Tutaj dalszego milczenia nie da się usprawiedliwić zakazem przełożonych czy ich szantażem materialnym. Milczenie jest tu niestety – chciałabym się mylić – głównie owocem skonfliktowania tych właśnie środowisk, tak mocnego, że każde z nich działa osobno, a większość wręcz przeciwko sobie. Jakże mają w czymkolwiek nadać nowy ton, pociągnąć inicjatywą, dobrym przykładem, nigdy dotąd o sobie nawzajem dobrze nie pisząc ani nie mówiąc?
A cichutki głosik Rady Etyki Mediów, nie pretendującej bynajmniej do nadrzędnego autorytetu, ale usiłującej wytrwale od sześciu już lat upominać się o sprawy etyki i ładu w mediach, zazwyczaj nie potrafi przebić się nawet na łamy mojego własnego „Tygodnika Powszechnego”.

Autorka jest zastępcą redaktora naczelnego ,,TP”, członkiem Rady Etyki Mediów.

 

     

     

     

     

     

     

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl