|
Wszystko o postmodernizmie
Ankieta: Mój postmodernizm
Bez nienawiści
Jan Andrzej Kłoczowski OP
Nie jestem postmodernistą. Nie jest mi
on bliski jako propozycja myślowa – jest bełkotliwy i często niezrozumiały. Zaniechałem daremnych prób zrozumienia tego, co naprawdę chciał powiedzieć Jacques Derrida w głośnym eseju o religii wygłoszonym podczas seminarium na Capri. Niepokojem zdejmuje mnie polityczna poprawność Richarda Rorthy’ego. Moje mocne przekonania antypostmodernistyczne zostały jednak osłabione w kilku wypadkach, dotyczących dokonań artystycznych, dokładniej dotyczących architektury i filmu. I to właśnie chciałbym opowiedzieć.
Odkryciem była dla mnie architektura, którą przed kilku laty obejrzałem w Wiedniu. U zbiegu Kegelgasse i Löwengasse znajduje się dziwaczny dom: Hundertwasser-Haus, stanowiący barwną plamę w szarym i mieszczańskim pejzażu Wiednia. Różnej wysokości budyneczki przylegające do siebie tworzą zbiór pozornie bezkształtnych brył, pokrytych tynkami o ostrych kolorach. Z pewnym niepokojem wszedłem do znajdującej się na zbiegu ulic kawiarni i dotąd pamiętam przyjemne zdumienie. Zamiast oczekiwanych (niby dlaczego?) modernistycznych, skrajnie niewygodnych krzeseł z drutu i papierowych stolików znalazłem wygodne, dla ludzi zrobione siedzenia, zapach zacnej kawy zachęcał do wypicia napoju niczym nie przypominającego modernistycznej lury z McDonalda. Zrobiło mi się przyjemnie, że architekt pomyślał o ludziach, którzy tutaj mieli przychodzić i czuć się dobrze, w kolorach i proporcjach na ich skalę. Gdy wśród kolosalnych budynków powstających na dawnej granicy wschodniego i zachodniego Berlina, na największym placu budowy współczesnej Europy, z radością odnalazłem niezniszczone, stare drzewa i możliwość schowania się przy ulicznym stoliku otoczonym roślinnością, gwarantującą intymność i spokój w samym sercu huku wielkiego miasta.
Drugim moim postmodernistycznym olśnieniem był film Petera Greenawaya pt. ,,Księgi Prospera’’, czyli filmowa opowieść szekspirowskiej ,,Burzy”. Jakże bardzo odświeżająca była ta przewrotna historia, opowiedziana obrazami, będącymi dziesiątkami cytatów z dzieł malarskich, cudowanie ożywionych okiem kamery. Po wielu śmiertelnie nudnych adaptacjach Szekspira – co za świeżość i lekkość.
Może to niewiele, jak na gigantyczne połacie, jakie w naszej kulturze zaległ postmodernizm, ale dobrze, że są takie nisze, w których można przysiąść i napić się przynajmniej kawy. Wszystkiego dobrego, postmodernistycznego.
Autor jest dominikaninem, filozofem i historykiem sztuki. Stałym współpracownikiem „TP”.
|