|
Śmierć
Jan Paweł II wobec śmierci
„Przeżyjemy własną śmierć”
JANUSZ PONIEWIERSKI
Papieskiego myślenia o śmierci nie sposób oddzielić od
refleksji na temat ludzkiego życia, które jest święte „od
poczęcia aż do kresu” („Evangelium vitae”, EV 2)
i – w związku z tym – nienaruszalne. To właśnie w
owej „wypisanej w ludzkim sercu” świętości życia mają
swoje uzasadnienie apele i protesty Jana Pawła II: przeciwko
aborcji, eutanazji i – konsekwentnie – przeciwko
karze śmierci.
„Szanuj, broń, miłuj życie i służ życiu: każdemu życiu
ludzkiemu!” – woła Papież, odwołując się m.in.
do V przykazania i do Karty Praw Człowieka. I nie przypadkiem
to, co złe w świecie współczesnym, zostaje przezeń określone
mianem zaprzeczenia „życia” – „cywilizacją śmierci”.
My, ludzie starzy...
Życie – dar Boży – jest wielką wartością
(nie tylko obiektywnie – dla filozofa-moralisty, ale i
subiektywnie – dla człowieka żyjącego) i sędziwy Jan
Paweł daje temu przejmujące świadectwo: „Mimo ograniczeń
mego wieku bardzo wysoko cenię sobie życie i umiem się nim
cieszyć” („List do osób w podeszłym wieku”
– Papież pisał go jako człowiek przeszło 79-letni). Łatwo
się domyślać, czym w tej perspektywie jest śmierć: „My,
ludzie starzy, z trudem godzimy się z perspektywą odejścia.
Jawi się ona bowiem jako mroczny aspekt naszej ludzkiej
kondycji (...) i stąd budzi nieunikniony smutek i lęk. Czyż
zresztą może być inaczej? Człowiek został stworzony do życia,
natomiast śmierć (...) nie mieściła się w pierwotnym zamyśle
Bożym”. I dalej: „Nie sposób przyjąć jej [śmierci]
jako czegoś »naturalnego«. Śmierć jest sprzeczna
z najgłębszym instynktem człowieka. (...) W obliczu tej
mrocznej rzeczywistości reakcją człowieka jest bunt”.
Śmierć, owoc „zawiści diabła”, niczym
metafizyczna dziura „wchodzi na świat i rzuca cień absurdu
na całą egzystencję człowieka” (EV 7), wywołuje lęk,
niesie ze sobą cierpienie i samotność. Czy jest na to
lekarstwo? Pewnym, niejako naturalnym lekiem na „bojaźń i drżenie”,
towarzyszące umieraniu – zdaje się mówić Papież
– może być miłość: „Osoba walcząca ze śmiercią
potrzebuje obok siebie przede wszystkim kogoś, kto ją
kocha” (przemówienie do uczestników sympozjum poświęconego
opiece nad umierającymi, 17 III 1992).
Tak postrzega śmierć człek sędziwy i filozof, po prostu mędrzec
– na pierwszy rzut oka, zdawałoby się, pełen łagodnej
rezygnacji. Wszak Papież Wojtyła jest realistą – doświadczenie
śmierci najbliższych nie raz było jego udziałem, co więcej,
sam stał już na granicy życia i śmierci. „Od samych
narodzin zbliżamy się ku śmierci, ale w wieku podeszłym
jesteśmy z roku na rok coraz bardziej świadomi jej bliskości.
(...) Starość w niemal naturalny sposób oswaja człowieka ze
śmiercią” (spotkanie z ludźmi w podeszłym wieku, 19 XI
1980). Ale to przecież tylko część prawdy i wyrwany z
kontekstu cytat. Albowiem Jan Paweł II jest przede wszystkim
chrześcijaninem – spogląda na śmierć przez pryzmat
krzyża, ale i zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Podczas
ostatniego Światowego Dnia Młodzieży (15 VIII 2000) mówił: „Pewien
współczesny filozof przypisywał śmierci tak wielkie
znaczenie w życiu człowieka, że określał go jako »istotę
skazaną na śmierć«. Ewangelia natomiast podkreśla, że
człowiek jest istotą powołaną do życia. (...) Człowiek
jest istotą wezwaną do chwały”.
krzyż
Chrześcijaństwo niesie nadzieję, nie zamazując prawdy o
śmierci. Jest to prawda brutalna – wystarczy spojrzeć na
krzyż. „W każdym umierającym człowieku istnieje
biologiczna rzeczywistość śmierci »rozkładu ciała«,
i w każdym człowieku znajdujemy ludzkie doświadczenie
umierania” (Wielki Tydzień 1981), ale „pociesza nas myśl,
że (...) przeżyjemy własną śmierć” („List...”).
Owa pociecha jest zakorzeniona w wierze religijnej – i
tylko w niej. Albowiem – pisze Autor „Listu”
– „gdyby śmierć oznaczała całkowite zniszczenie i
koniec wszystkiego”, to towarzyszącego jej „lęku przed
unicestwieniem na zawsze (...) nic nie zdołałoby ukoić”.
Inaczej patrzy na śmierć człowiek religijny – dla niego
śmierć, postrzegana jako dalszy ciąg egzystencji duszy nieśmiertelnej,
„sama jest pocieszeniem! Ten świat, nawet gdyby nie był
»padołem łez«, nie mógłby być naszą ojczyzną
na zawsze. Coraz bardziej stawałby się więzieniem” (19
XI 1980).
Jednakże światopogląd religijny wcale nie stanowi
gwarancji pocieszenia i ukojenia: „W szczególnie
dramatycznych i wstrząsających przypadkach nawet ludzie wierzący
mogą się poczuć zagubieni...” (17 III 1992; w tym
kontekście Papież nie zawaha się przypomnieć wypowiedzianej
na krzyżu skargi samego Jezusa). A zatem? W chrześcijaństwie
nie tyle chodzi o światopogląd, ile o wiarę Bogu, nadzieję i
miłość. „Bez zawierzenia Bogu – powiada Jan Paweł II
– śmierć odarta jest z wszelkiej pociechy. Gdyż zgodnie
z Jego wolą sens śmierci polega na tym, abyśmy przynajmniej w
tej ważnej chwili naszego życia całkowicie zawierzyli Jego miłości,
bez jakichkolwiek innych gwarancji poza właśnie tą jedną
– Jego miłością” (19 XI 1980).
„Człowieka nie można zrozumieć bez Chrystusa”
– powtarza w różnych okolicznościach Biskup Rzymu i
prawda ta dotyczy również „niepokoju, niepewności, słabości
i grzeszności, życia i śmierci” („Redemptor
hominis” 10). W tekstach Papieża można znaleźć wiele
przejmujących opisów męki i śmierci Jezusa (np. list „Salvifici
doloris”, SD 14-18) i – paradoksalnie – są to
teksty krzepiące: „Cierpienie ludzkie osiągnęło swój
zenit w męce Chrystusa. Równocześnie zaś weszło ono w całkowicie
nowy wymiar i porządek: zostało związane z miłością (...),
która tworzy dobro, wyprowadzając je również ze zła,
wyprowadzając poprzez cierpienie, tak jak najwyższe dobro
Odkupienia świata zostało wyprowadzone z krzyża” (SD
18). W ten sposób śmierć Chrystusa stała się dla nas „błogosławieństwem”,
co więcej: przez krzyż zostało też odkupione wszelkie
ludzkie cierpienie i sama śmierć (por. tamże 19). Odtąd i my
możemy mieć udział w tamtej śmierci i jej owocach. „Dokonując
Odkupienia przez cierpienie – pisze Papież –
Chrystus wyniósł zarazem ludzkie cierpienie [i śmierć,
dopisek mój – JP] na poziom Odkupienia. Przeto też w
swoim ludzkim cierpieniu [i śmierci] każdy człowiek może stać
się uczestnikiem odkupieńczego cierpienia Chrystusa”
(tamże).
trzecia tajemnica
Dzięki chrześcijaństwu, głoszącemu Dobrą Nowinę o
zmartwychwstaniu (w którym „człowiek znajduje całkowicie
nowe światło, pomagające mu przedzierać się poprzez gęsty
mrok upokorzeń, zwątpień, rozpaczy” – SD 20), „śmierć,
rzeczywistość dramatyczna i wstrząsająca, zostaje odkupiona
i przemieniona, aby ostatecznie ukazać nam oblicze »siostry«,
która prowadzi nas w ramiona Ojca” („List”). Albo
kształt „mostu przerzuconego między życiem a życiem”,
po przekroczeniu którego „osiągniemy pełną dojrzałość”
(tamże). Jak u Norwida: krzyż „stał się nam bramą”.
Patrząc z tego punktu widzenia, ktoś, kto kocha życie
doczesne, może jednocześnie... tęsknić za Niebem. Tak jak św.
Paweł (por. Flp 1, 19-24).
Na temat własnej śmierci Jan Paweł II wypowiada się z
dystansem i z wielką ufnością. Jest świadom, iż wtedy, 13
maja 1981 roku, „przeżył swą własną śmierć”. A
przecież... powinien był umrzeć – zresztą zgodnie z
wizją zawartą w trzeciej tajemnicy fatimskiej: „Zobaczyliśmy
(...) Biskupa odzianego w biel – »mieliśmy
przeczucie, że to jest Ojciec Święty« – (...)
szedł przez wielkie miasto w połowie zrujnowane, na poły drżący,
chwiejnym krokiem, udręczony bólem i cierpieniem (...), doszedłszy
do szczytu góry, klęcząc u stóp wielkiego Krzyża, został
zabity przez grupę żołnierzy” „Czyż Ojciec Święty,
który po zamachu polecił przynieść sobie tekst trzeciej
tajemnicy, mógł nie rozpoznać w nim swego własnego
przeznaczenia?” – pyta kard. Ratzinger.
Niezbadane są wyroki Boskie. „Czyjaś ręka strzelała,
ale Inna Ręka prowadziła kulę”. Ta wiedza – i ta
wiara – pozwala Papieżowi na powierzenie Bogu losów świata
i własnej, nieuchronnej przyszłości: „Odnawiam wobec
Chrystusa gotowość służenia Kościołowi, jak długo tylko
zechce, zdając się zupełnie na Jego świętą wolę. Jemu
pozostawiam całkowicie decyzję o tym, w jaki sposób i kiedy
zechce mnie odwołać” (18 V 1995). „Gdy nadejdzie
chwila ostatecznego »przejścia«, pozwól, abyśmy ją
umieli powitać z pokojem w sercu, nie żałując niczego, co
przyjdzie nam porzucić” („List”).
Janusz Poniewierski – redaktor
miesięcznika „Znak”, autor książki „Pontyfikat”.
|