Pokusa podglądania

 

Życie bez tajemnic

MARCIN SOWA

 

Na tysiącach stron WWW możemy zobaczyć prywatne życie wielu internautów. Zobaczymy, jak śpią, jedzą, wychowują dzieci, pracują, kąpią, a nawet kochają... Co skłania ich, by zrezygnowali z własnej prywatności? Co skłania widzów, by odwiedzali te strony, które często są po prostu nudne?

Internetowe kamery to w porównaniu z wieloma innymi zdobyczami współczesnej cywilizacji bardzo prosty wynalazek. Z jednej strony tani obiektyw, dalej trochę elektroniki i kabel. Jego koniec wtykamy do komputera i już! Możemy teraz, mając odpowiednie oprogramowanie, zamienić peceta lub Maca w wideotelefon rodem z wczesnych książek Lema lub też przekazywać obraz do internetu, na własną stronę WWW. Tam zobaczą to inni internauci. Ilu ich będzie zależy od tego, jaki będzie nasz „film” i czy naszą stronę WWW będziemy w sieci reklamować.

SLAJDY Z DOMU SĄSIADA

Holendrzy z programem ,,Big Brother” nie byli pierwsi. Kiedy startowała „pierwsza na świecie reality soap”, w internecie od dawna już istniały strony pokazujące życie pojedynczych osób lub niewielkich grup. Chcesz zobaczyć dom i życie 32-letniej samotnej nauczycielki w niewielkim miasteczku w południowych Stanach? A może pokój studencki w akademiku w Sydney, w którym mieszka dwóch przyszłych informatyków? Żaden kłopot. Są serwisy bardziej „profesjonalne”, w których widzimy obraz z kilku kamer zainstalowanych w kuchni, sypialni, pokoju dziennym, czasem łazience, oraz skromne, pokazujące tylko fragment domu lub mieszkania internauty marzącego o tym, żeby podzielić się swoim życiem z innymi.

To, co widzimy na stronach WWW, nie przypomina tego, do czego przywykliśmy, oglądając telewizję lub patrząc na ekran w kinie. Tak naprawdę nie jest to film, tylko zdjęcia, zmieniające się co kilka, kilkanaście lub kilkadziesiąt sekund. Czasem jeszcze rzadziej. Przekaz przypomina pokaz slajdów, z tym tylko, że jakość zdjęć w sieci jest bez porównania gorsza. Ujęcia są zwykle kiepskie, oświetlenie za słabe, a całość trochę większa niż znaczek pocztowy.

W sieci istnieją witryny, które kolekcjonują odnośniki do stron pokazujących najbardziej interesujące, zdaniem twórców zbioru, obrazy z kamer. Podzielone je na wiele kategorii. Poza obrazkami z życia zwykłych Kowalskich zobaczymy sceny z życia wielkich miast: nowojorskie metro, recepcję ekskluzywnego hotelu w Amsterdamie, ruchliwe skrzyżowania w Bydgoszczy i Częstochowie, polskie Tatry... Obraz przesyłany z kamery do internetu zafascynował nawet redakcje gazet – patrz „Dziennik Polski”, gdzie już na stronie głównej witryny widzimy ujęcie skrzyżowania przed budynkiem redakcji i fragment starego Krakowa z tyłu.

POTĘPIĆ?

Czy to zjawisko mamy potępiać? Niekoniecznie. W końcu obok stron pokazujących szczegóły życia płciowego Johna Smitha i jego małżonki znajdziemy wspomniane już obrazki z wielkich miast, parki narodowe, góry – po prostu miejsca, które warto zobaczyć. A cieszy z pewnością to, że są to ujęcia sprzed paru chwil. Może to śmieszne, ale kiedy byłem daleko od mojego miasta, lubiłem patrzeć na zdjęcie Rynku przekazywane do internetu z zainstalowanej przez kogoś kamery.

A dlaczego ludzie szukają w sieci stron pokazujących „film” ze zwykłymi Kowalskimi? I dlaczego ci drudzy chcą być filmowani? Odpowiedź na drugie pytanie jest prostsza. Często to zwykła chęć pokazania się światu, pozostawienia jakiegoś śladu w nim. Potrzeba znana od tysięcy lat. Często są to też pieniądze. Za ujęcia z kamery pokazującej sypialnię albo wysyłającej częściej niż raz na pięć minut nowy obraz trzeba płacić. Nic darmo...

Gorzej z widzami. Dlaczego? Może szukają wzorców – niech zobaczę, jak naprawdę żyje mój sąsiad albo osoba w moim wieku i z podobnym doświadczeniem. A może wszyscy mamy dość fikcji oferowanej nam dotąd przez media? To, co prawdziwe – pociąga najbardziej. Nie jest to też nic nowego. Prasa brukowa Dwudziestolecia biła rekordy sprzedaży, gdy relacjonowała z dnia na dzień pościg policji za zbiegiem z więzienia...

Marcin Sowa

 

 

     

     

     

     

     

     

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl