KONTRAPUNKT



Pokusa podglądania


Magazyn Kulturalny Tygodnika Powszechnego nr 6 (44)
Kraków, 15 października 2000
 





Pokusa podglądania... Któż z nas nie odczuwał chęci zajrzenia – przez dziurkę od klucza, wścibską kamerę, dzięki nadprzyrodzonej zdolności – za zasłonięte okna mieszkania sąsiadów, do głowy człowieka, który siedzi obok nas w tramwaju? Któż z nas jednocześnie nie bał się, że zostanie przyłapany, zobaczony nagle w chwili nawet nie sekretnej, ale śmiesznej, trywialnej, płaskiej? A przecież wielu z nas godzi się publicznie odsłonić, chętnie zwierza z najtajniejszych, zdawałoby się, sekretów.

Podglądanie czy podglądactwo dotyka nas wszystkich, co staramy się pokazać w tym „Kontrapunkcie”. Ukazujemy czytelników, którzy nad fikcję przedkładają „prawdziwe życie” pisarzy – w ich zapiskach, wspomnieniach lub też rekonstruowane przez dociekliwych biografów. Piszemy o telewizjach, które milionom widzów ukazują intymne dramaty prawdziwych ludzi, organizując gigantyczne współczesne igrzyska. Nie zapominamy też o internecie, pełnym sprzedanej prywatności.

Dlaczego chcemy podglądać? Dlaczego godzimy się, by inni podglądali nas? Na te pytania próbują odpowiedzieć nasi Autorzy.


 


  • Agata Bielik-Robson:
    Podglądanie, czyli głód rzeczywistości
    „Z jednej strony jest prawdą, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła; z drugiej jednak łamanie tej reguły od zawsze było motorem wszystkich istotnych odkryć natury egzystencjalnej. Bez ciekawości, bez zdziwienia, szoku, a więc i podglądania, człowiek nie może sam stać się tym, czym był od zawsze, istotą pasjonującą i niezwykłą: ciekawym zwierzęciem, animal fascinans.”


  • Katarzyna Jabłońska:
    Naga prawda, czyli o sprzedawaniu prywatności w mediach

    „Jest coś głęboko tragicznego w tym, że człowiek nie jest w stanie pójść do szpitala, w którym na skutek wypadku znalazł się ktoś bardzo mu drogi i przeprosić go za kłótnię, sprowokowaną tuż przed tym zdarzeniem. Jest natomiast w stanie opowiadać o swoim bólu, lęku i poczuciu winy na oczach jeżeli nie milionów, to setek tysięcy zupełnie obcych ludzi. Człowiek i jego historia traktowane są tutaj jak produkty, zazwyczaj jednorazowego użytku. Miłość zamienia się w pornografię, szczerość w ekshibicjonizm, dramat w banał.”


  • Aleksandra Bajka:
    TVN – telewizja dla podglądaczy, czyli raport o programach takich jak „Wybacz mi”, „Rozmowy w toku”, „Pod napięciem”...
    „Anna Maruszeczko, prezenterka programu „Wybacz mi”, łączy na ekranie skłócone rodziny. Płaczą osoby w studiu, płaczą widzowie przed telewizorami.
    – Tam jest prawdziwy stres i emocje – twierdzi 22-letni Rafał Maćkowiak z Wrocławia, który pogodził się w programie ze swoim ojcem. – Oglądam każdy program co niedzielę i czasem sam ryczę jak bóbr.
    Rafał uciekł z domu i przez 8 lat nie utrzymywał kontaktów z rodzicami. Twierdzi, że gdyby sam pojechał do domu z kwiatami, to ojciec by go nie przyjął. Wyręczył go człowiek z TVN. – Księdzu się wszystkiego nie powie, a w telewizji – tak jakoś łatwiej... I w końcu występuje się tam raz w życiu! – mówi chłopak. Twierdzi, że program bardzo mu pomógł i zapewnia, że dobre kontakty z ojcem utrzymują się do dziś.”


  • Grażyna Borkowska:
    Prawo do milczenia,
    czyli o literackich dziennikach, memuarach, alfabetach...
      „Przypisywana czytelnikom prozy autobiograficznej pokusa podglądactwa nie dotyczy lektury wielkich dzienników XX-wiecznych. Ani u Dąbrowskiej, ani u Nałkowskiej, ani tym bardziej u Brzozowskiego, Konińskiego czy Gombrowicza nie będziemy szukać (wyłącznie?) ekscytujących szczegółów ich biografii.
    Na zarzut ekshibicjonizmu może narażać się proza słabsza, pisana bez wielkiego zaplecza intelektualnego, nastawiona na eksploatację intymnych szczegółów biograficznych. Wbrew pozorom polska literatura nie dostarcza nazbyt wielu przykładów tego zjawiska. W każdym razie nie są to przykłady jednoznaczne.”


  • Marcin Sowa
    Życie bez tajemnic


  • Jerzy Jarniewicz: Umieramy dwukrotnie, czyli o tym, jak życie pisarza staje się materią dla – coraz bardziej drapieżnych – biografów
    „Biografia musi szokować sensacyjnymi doniesieniami, inaczej przepadnie niezauważona. I nie jest ważne, czy rewelacje są dostatecznie udokumentowane – liczy się tylko ich siła uderzeniowa. Prywatność nie jest więc wartością bezwzględną: stanowi wartość dopóty, dopóki człowiek żyje. Po jego śmierci nikną moralne wątpliwości, wszystko może paść łupem pożądliwego oka i stać się faktem publicznym. Umieramy dwukrotnie, raz jako żywi, drugi raz – kiedy historia zamienia nas w plastyczną fikcję, którą można dowolnie manipulować.”


  • O wstydzie i bezwstydzie mówią:

    BARBARA SKARGA – Myślę o ciekawości nienasyconej gawiedzi. Gawiedź to nie jest kategoria socjologiczna, to nie jest klasa czy warstwa, to raczej sposób bycia, niewybredny ale rozpowszechniony. Gawiedź jest ciekawa. Bez ciekawości nie byłoby wiedzy, to prawda, lecz zainteresowania gawiedzi nie skupiają się na zjawiskach tego świata i możliwościach ich zrozumienia. Ona śledzi bezwstydnie życie innych, a zwłaszcza tych możniejszych od siebie. Ileż jest więc w naszych czasach tej ciekawości podejrzliwej i natrętnej, przed którą niegdyś broniły mury i straże, a dziś jest ona panem i potrafi się pastwić nad swym przedmiotem. Przed tą ciekawością nie ma dziś obrony. Teleobiektyw to nie dziurka od klucza. Pod tym względem Orwellowski świat w pełni się zrealizował. Każdy może mieć w swej sypialni telewizyjne oko, o ile tylko zaspokojenie ciekawości leży w czyimś interesie.

    TADEUSZ SŁAWEK – Wstyd, jak wynika z opisu Kartezjusza, jest zjawiskiem społecznym: inna jednostka lub grupa „pogardza” mną z powodu mojego postępowania, a wstyd będący moją reakcją na owo doznanie doskwiera mi dokuczliwie. By tak mogło być, niezbędna jest jednak sfera prawdziwego kontaktu społecznego, w której człowiek nawiązuje porozumienie z Drugim fundujące się nie na interesie, lecz bezinteresowności. Tymczasem to, co dokonuje się w dzisiejszej rzeczywistości, to proces, który moglibyśmy nazwać klientyzacją relacji międzyludzkich. Obcując ze sobą, poruszamy się coraz częściej w kręgu „spraw do załatwienia”, „interesów do zrobienia”, „korzyści do uzyskania” itp.

    MAGDALENA ŚRODA – Najciekawszą zmianą jest nasz stosunek do uczuć. To najintymniejsza część nas samych. Jest niczym matryca do odbierania i usensowniania świata, nadająca mu ostrość, powab, smak i tragizm. Miłość, nienawiść, cierpienie, rozpacz, radość jeśli dotychczas pojawiały się w sferze publicznej, to tylko przefiltrowane przez sztukę. Teraz pojawiają się nagie, w publicznych wyznaniach, atakują nas ze wszystkich stron, z całą ostrością. Jest to być może spowodowane spsychologizowaniem kultury. Wszak XX stulecie to wiek psychologii; uczucia nie są sprawą intymną, sekretem międzyludzkim, lecz wchodzą do życia publicznego, instytucjonalizują się, pojawiają jako towar w gabinetach psychoanalityków (płaci się tam za możliwość ujawnienia uczuć, które niegdyś skrywało się nawet przed bardzo bliskimi ludźmi). Pytamy różnych ludzi o ich uczucia i nader chętnie informujemy o własnych. Dyskrecja tak wobec innych, jak i nas samych przestaje obowiązywać. Dawna prawdomówność w stosunku do uczuć, określana jako rzetelność i otwartość, staje się niewystarczająca, gdyż granice prawdomówności przesuwają się w kierunku wyraźnego ekshibicjonizmu.



     

  •  

     

     

Numer wydano przy pomocy finansowej Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Redaktor odpowiedzialny: Andrzej Franaszek.

     

     

     

 


Ściąga z kultury

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl