Dominus Iesus:
  Czy jest zbawienie poza Kościołem?

 

 

Poza Kościołem nie ma zbawienia

Klucze do nieba

KS. JAN KRACIK

 

Osławiony aksjomat Extra Ecclesiam salus nulla sformułował w połowie III w. św. Cyprian, biskup Kartaginy, ale przekonanie o zależności zbawienia od przynależności do nowego Ludu Bożego jego członkom towarzyszyło od początku. Włączające do eklezjalnej społeczności wiara i chrzest zostały wszak w Chrystusowym poleceniu głoszenia Ewangelii każdemu określone jako warunek zbawienia, do którego Bóg wszystkich chce doprowadzić (Ml 16,16; 1 Tm 2,4).

Nowy Testament jako księga objawiona i pierwotna katecheza skupia się na relacjach wierzących z Bogiem, kształtując w nich świadomość zbawienia jako daru i zadania. Trudno więc w Piśmie spodziewać się licznych wypowiedzi na temat „świętych pogan” i ich zbawienia. Nie brak ich jednak, i to w obu Testamentach. W Nowym ten niewielki, a doniosły wątek dotyczy rodzaju anonimowej przynależności do Chrystusa, wyrażony najdobitniej w obrazie Sądu (Mt 25, 32-46; por. Rz 2, 6-11). Można wskazać więcej podobnych tekstów, i to w całej Biblii, gdzie mowa jest o Bogu jako zbawcy swego Ludu, a jednocześnie zbyt wielkiego i miłosiernego, by miał zapomnieć o reszcie ludzkości.

Cyprianowe stwierdzenie zostało sformułowane do celów doraźnych. Afrykańczyk polemizował z nowacjanami, stronnictwem rygorystów, gdy zalecali oni swemu biskupowi surowość wobec tych, którzy odstąpili od wiary podczas prześladowań za cesarza Decjusza, a teraz po ich ustaniu chcieli powrócić do Kościoła. Nowacjanie nie byli heretykami, by można im było przypominać o doktrynie jako podstawie eklezjalnej jedności. Cyprian pragnął więc wskazać im inne kryterium przynależności do Kościoła. Jest nim zatem nie tylko przyjęcie nauczania, za którego apostolskość ręczy episkopat, ale i podporządkowanie się biskupowi. Buntujący się przeciw niemu buntują się przeciwko samemu Bogu. Choćby ktoś był prawowierny i cnotliwy, jeśli sprzeciwia się Kościołowi, wyrzeka się Chrystusa. „Nie może mieć Boga za swego Ojca ten, kto nie ma Kościoła za swą matkę”, gdyż „poza Kościołem nie ma zbawienia”.

Stanowisko Cypriana nie było więc skutkiem spekulacji o zbawieniu ludzkości, lecz chęci oszczędzenia Kościołowi podziałów. Wynikło nie z wszechstronnej i wyważonej refleksji eklezjologicznej, lecz stanowiło narzędzie bieżącej polemiki. Biskup Kartaginy spotkał się nawet z ostrą opozycją papieża Stefana z powodu wniosku, jaki wbrew tradycji wyprowadzał konsekwentnie ze swojego extra Ecclesiam salus nulla, mianowicie iż chrzest udzielany przez heretyków i schizmatyków jest nieważny.

Mistrzem średniowiecza w pojmowaniu Kościoła jako jedynego środka zbawienia był św. Augustyn. Ludzie nie włączeni do tej społeczności przez chrzest, albo od niego odłączeni, pójdą na potępienie. Kontynuujący myśl Augustyna Fulgencjusz z Ruspe napisał ok. 525 r. miarodajną na długie wieki wykładnię omawianej formuły: „Nie należy wątpić, że nie tylko wszyscy poganie, ale i wszyscy Żydzi, wszyscy heretycy i schizmatycy, umierający poza Kościołem katolickim, pójdą w ogień wieczny”. Wprowadzane do Kościoła barbarzyńskie ludy Europy, a od końca XV w. Indianie dowiadywali się, iż stali dotąd na straconych pozycjach. Nowa religia nie zaczynała od cieniowania ocen, ale od negacji: zastany system wierzeń i praktyk jest zgubny totalnie, tak w kulcie jak moralności. Chrześcijańskie piekło pochłonie hurtem nieochrzczonych.

Ale równolegle, już od starożytności, panowało przekonanie, podzielane z czasem i przez autorytety uniwersyteckiej teologii, że jedynie zawiniony upór może kogoś utrzymywać z dala od Kościoła. Zdawano sobie oczywiście sprawę z istnienia heretyków. Wiedziano, że poza granicami christianitatis żyją inne ludy. Wyobrażenia o nich były jednak mgliste, a ochota do refleksji nad ich ostateczną szansą – nikła. Dość partykularna wizja świata, z Morzem Śródziemnym w środku, przekonanie, że Ewangelię ogłoszono praktycznie wszystkim, czyli błędy geograficzne i historyczne rzutowały na treści teologiczne. Wielkie odkrycia nowych światów na przełomie XV i XVI w. zmuszały do przemyślenia wielu starych aksjomatów. Misjonarze odkrywali za oceanem społeczności ludzi cywilizowanych i dobrych, choć nie ochrzczonych. Relacje o nich musiały wpłynąć i na teologię.

Poreformacyjne rozdarcie chrześcijaństwa sprzyjało wzajemnemu odmawianiu sobie prawdziwej wiary i nadziei zbawienia. Mimo sporów i walk z czasem rosła przecież wśród katolików świadomość, że kolejne pokolenia tych, których pradziadowie odeszli od Kościoła, mylą się bez własnej winy. Fiasko wyznaniowych polemik, zgorszenie nienawiścią i wojnami prowadzonymi przez chrześcijan w imię własnego pojmowania wiary, upewniały wielu, że należy szukać innej niż religijna podstawy pokoju. Obok skłóconych wyznawców Chrystusa przybywało wszak ludzi obojętnych, nie zawsze przecież stojących moralnie niżej. Przywykano do pluralizmu poglądów i postaw.

Oświecenie dostrzeże w nietolerancji obrazę praw człowieka i skutek monopolistycznego traktowania prawdy przez poszczególne konfesje, które rezerwują niebo wyłącznie dla swych członków. Społeczne przemiany i nowe myślenie stawały się tłem, na którym stara teologia zaczynała razić. Używany przez nią od wieków model ekskluzywny (kto może być zbawiony?) miał tedy z wolna ustępować ujęciu komprehensywnemu (w jaki sposób ludzie dochodzą do zbawienia?). W tym drugim Kościół mógł nie tylko znaleźć swoje miejsce, ale i określić je w sposób pełniejszy, bo zróżnicowany.

Już w 1713 r. papież Klemens XI potępił twierdzenie jansenistów: „poza Kościołem nie jest udzielana żadna łaska”, stwierdzając, że nie wolno stawiać granic miłosiernemu Bogu, którego tajemnych zamiarów nie znamy. Nie wskazywał, jak pogodzić prawdę o Kościele jako jedynym środowisku zbawienia z masą innowierców. I tak „nie stwarzając pozytywnie nowej doktryny Kościół pozostawił jednak furtkę dla uniknięcia restryktywnej interpretacji starej doktryny, branej całkiem dosłownie” (J. Ratzinger, „Znak” nr 131/65).

Owe sposoby przynależności, harmonizujące z możliwościami ludzkiego podmiotu, zyskiwały coraz więcej miejsca w teologicznej refleksji. Ongiś, w monokulturze przedkolumbijskiej i przedreformacyjnej Europy, przy uproszczonym widzeniu relacji między obiektywnym a subiektywnym, nie dostrzegano całej subtelności problemu więzi kościelnej. Jej nietypowe formy i szanse zbawienia pogan rozważali jedynie autorzy co obszerniejszych rozpraw teologicznych. Ponieważ było oczywiste, kto dzierży klucze do nieba oraz co czeka po śmierci heretyków i niewiernych, pytanie: kto zostanie zbawiony? rozważano na użytek wewnętrzny, nie martwiąc się o małą, jak mniemano, resztę. Usiłowano nawet prognozować odsetek zbawionych, szacując go przeważnie nisko. Po biblijne teksty o powszechnej woli zbawczej Boga sięgano rzadko. Pedagogika strachu zmierzała naturalnie do obrzydzenia zła, umoralnienia i zachęcenia do pobożności. O ubocznych skutkach (deformacja obrazu Boga, lękowa religijność, klerykalizm) wiedziano mało. W ten sposób ekskluzywnie i sztywno pojmowana zasada o niemożliwości zbawienia poza Kościołem przenosiła się poniekąd i do jego wnętrza: im tłumniej i siłowo ładowano do tej arki nieprzygotowanych, tym częściej pasażerowie słuchali o tym, jak łatwo wypaść za burtę, czyli nie zbawić się w Kościele.

W miarę dokładniejszego rozpoznawania kontekstów zarówno ewangelizacji, jak dechrystianizacji słabła pochopność w orzekaniu złej woli u stojących z dala od Kościoła. Obecność dobrej – stwierdzano i doceniano, uchylając dla niej coraz szerzej kościelnych podwoi. Postawie afirmacyjnej wobec problemu zbawienia poza zasięgiem nauki chrześcijańskiej dali wyraz papieże Pius IX, Leon XIII i Pius X. Encyklika Piusa XII, „Mystici Corporis” (1943) rozróżniała przynależność do Kościoła aktualną i przez pragnienie.

Nauka o konieczności Kościoła do zbawienia wkroczyła w nowy etap, gdy katolicy i protestanci przekonali się do dialogu. Ekumenizm sprzyjał dowartościowaniu eklezjalnych elementów pozakatolickich społeczności chrześcijańskich. Zaczęto też z czasem doceniać rolę innych religii. Skoro bowiem zbawcza wola Boga ogarnia wszystkich, to działa również na zewnątrz judeo-chrześcijańskiej sfery. Poza ramami szczególnego Objawienia nie ma próżni, a powszechna historia tego samego, nadprzyrodzonego zbawienia jest jedna, a nie dwie. Osiągająca punkt kulminacyjny w Chrystusie, ześrodkowana przedtem w Izraelu, potem w Kościele.

Karl Rahner wyciągnął radykalnie prosty, a doniosły w konsekwencjach wniosek z respektowania obu części kościelnej nauki: jeśli wszyscy objęci są zbawczą wolą Boga, a zbawienie urzeczywistnia się tylko przez Kościół, to wszyscy muszą być jego członkami. Jawnymi lub anonimowymi, ale rzeczywistymi. O ich przynależności decyduje przyjęcie w ten czy inny sposób Objawienia, wraz z którym Bóg ofiarowuje człowiekowi nowy wymiar istnienia w porządku łaski, a człowiek odpowiada aktem wiary nadprzyrodzonej.

Sobór poszedł w tym kierunku, choć nie tak daleko. Przypomniawszy, że Chrystus zbawia w ustanowionym w tym celu Kościele (jego świadome odrzucenie było wyrzekaniem się zbawienia), określił stopnie związku ludzi z Kościołem. Wcieleni doń w pełni (katolicy) nie dostąpią zbawienia, jeżeli należąc „ciałem” nie trwają w miłości. Z pozostałymi chrześcijanami Kościół jest „związany z licznych powodów” (Biblia, podstawowe prawdy, życie z wiary, sakramenty). Także ci, „którzy jeszcze nie przyjęli Ewangelii, w rozmaity sposób przyporządkowani są do Ludu Bożego” – przede wszystkim Żydzi, także muzułmanie, ale i ci, „którzy szukają nieznanego Boga po omacku i wśród cielesnych wyobrażeń”. Jeśli bez własnej winy nie znają Ewangelii i Kościoła, szczerze poszukują Boga i starają się pełnić Jego wolę, poznaną w nakazach sumienia, „mogą osiągnąć wieczne zbawienie”. Nie są pozbawieni tej szansy nawet ci, co bez własnej winy nie doszli jeszcze do wyraźnego poznania Boga, a usiłują żyć uczciwie. „Cokolwiek bowiem znajduje się w nich z dobra i prawdy, Kościół traktuje jako przygotowanie do Ewangelii” (Konstytucja Lumen gentium, 14-16).

Ks. Jan Kracik

 

     

     

     

     

     

     

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl