Dominus Iesus:
  Czy jest zbawienie poza Kościołem?

 

 Pan Bóg jest ponad podziałami

KS. ADAM BONIECKI

 

Już się wydawało, że Kościół wszystko zrozumiał jak trzeba. Modlił się z wyznawcami innych religii, uznał swoje winy, prosił o przebaczenie itd., a teraz dobry nastrój popsuła Deklaracja Kongregacji Nauki Wiary “Dominus Iesus”. Tłumaczenie, że to nie Ojciec Święty, a kardynał Ratzinger, jest naiwne. Mamy silną papieską aprobatę, kluczowe fragmenty odwołują się nie do Piusa IX, lecz do panującego nam Jana Pawła II. Co więcej, Jan Paweł II zwykł powtarzać, że mniej liczebny Kościół o jasno określonej tożsamości wart jest więcej niż liczny, ale o tożsamości rozmytej. Przeciwstawianie więc “dobrego Papieża” “złej Kurii” nie ma sensu. Ale dlaczego właśnie teraz? Deklaracja – mówią niektórzy – jest na czasie. Czy coś się wydarzyło?

Deklaracja była przygotowywana od dwóch lat. Potrzeba takiego dokumentu pojawiła się na Synodzie Biskupów poświęconym Kościołom Azji (kwiecień-maj 1998) i wiązała się głównie z problemami Kościoła w Indiach.

Dokument nie przynosi nowej doktryny, lecz “streszcza i potwierdza” dotychczasowe nauczanie Kościoła, tak jednak, by “stawić czoło doktrynalnym błędom i niejasnościom”. Te błędy i niejasności, szczególnie dotkliwe na terenie Azji, lecz obecne wszędzie, kardynał Ratzinger określił terminem “teologiczny relatywizm” i tej sprawie poświęcony jest dokument. Nie odbiega on zresztą od innych, wcześniejszych, jak choćby encyklika ,,Redemptoris missio”, do której wyraźnie nawiązuje.

Nie będę streszczał Deklaracji, warto przeczytać pełny tekst w ,,Kontrapunkcie” i mieć własne zdanie. Miałem wrażenie, że początkowo niektórzy z krytyków, ale także obrońców, znali Deklarację tylko z prasowych streszczeń i komentarzy.

W centrum uwagi znajduje się Dominus Iesus – Pan Jezus. Kościół wyraża swą niezłomną wiarę, że Bóg ostatecznie objawił się w Nim i w Nim wszystkich zbawia. Nie, że zbawienie jest zarezerwowane tylko dla chrześcijan. Zbawcze działanie rozciąga się poza widzialne granice Kościoła i dotyczy wszystkich ludzi dobrej woli, w których sercu działa niewidzialna łaska: “W sposób Bogu wiadomy” wszyscy mogą się zbawić. Kościół jednak wierzy, że gdzie jest zbawienie – tam jest Chrystus, nawet jeśli sam zbawiony o tym nie wie. Zbawienia poza Chrystusem nie ma i być nie może.

To, że Bóg może wszystkich zbawić “w sposób sobie wiadomy”, nie znaczy, że o sposobach zbawienia nie mamy żadnych informacji. Kościół katolicki wierzy – przypomina Deklaracja – że to on właśnie zachował wszystkie dane przez Chrystusa środki potrzebne do zbawienia, stąd – nie odmawiając innym możliwości zbawienia ani niczyjej czci nie uchybiając głosi, że obiektywnie jego członkowie znajdują się w korzystniejszej niż inni sytuacji. Z tego jednak bynajmniej nie wynika, że niebo posiądą głównie katolicy, wprost przeciwnie: ich właśnie się ostrzega, że będą sądzeni surowiej niż inni.

Szczególnie bolesne dla Kościołów chrześcijańskich okazało się – powtórzone za soborowym dokumentem ,,Unitatis retintegratio” – stwierdzenie, iż “Kościół Chrystusowy nadal istnieje w pełni jedynie w Kościele katolickim, a wspólnoty kościelne, które nie zachowały prawomocnego episkopatu oraz właściwej i całkowitej rzeczywistości eucharystycznego misterium nie są Kościołami w ścisłym sensie” (to jest w takim, jaki Kościół katolicki przypisuje sobie). Dość słabo brzmi zapewnienie o “pewnej ich wspólnocie” z Kościołem oraz, że “Duch Chrystusa nie wzbrania się przecież posługiwać nimi jako środkami zbawienia”. We fragmencie tym widać ślad innego dokumentu. W lipcu tego roku Kongregacja Nauki Wiary przesłała przewodniczącym Konferencji Episkopatów tajną Notę na temat wyrażenia “Kościoły siostrzane” (z datą 30 czerwca). W dokumencie tym określa się granice używania tego terminu.

Czy rzymska Deklaracja zakłóci klimatu dialogu ekumenicznego i międzyreligijnego? Wielu sądzi, że już zakłóciła, a nawet dialog uniemożliwiła. Chyba jednak jest w tym mniemaniu nadmiar pesymizmu. Dialog zakłada równą godność i wzajemny szacunek partnerów, ale i wyraźnie określony przedmiot dialogu. Jeżeli byłoby wszystko jedno, gdzie są granice objawienia, czy Chrystus jest zbawicielem, czym jest Eucharystia, kapłaństwo, sakramenty, sukcesja apostolska, to, czy głową Kościoła jest biskup Rzymu czy królowa Anglii itd., gdyby każda odpowiedź była do przyjęcia, każda prawda względna, dialog nie byłby potrzebny. Lecz każdy Kościół “swoją” doktrynę i siebie traktuje poważnie. Szacunek dla partnera dialogu wymaga klarownego wyartykułowania własnej samoświadomości i poważnego traktowania jej przez drugą stronę.

Kościół katolicki wierzy, że wszystkie ludzkie drogi prawdy, dobra i piękna wiodą do tego samego Chrystusa. Jest przekonany – chyba podobnie jak inni wędrowcy – że jego droga jest najprostsza i najlepiej oświetlona.

Konkluzja? Nie spierajmy się, czyja jest lepsza, ale idźmy. Nikomu nie negując praw do własnej drogi, ani nie kwestionując możliwości dojścia. W końcu Pan Bóg jest ponad podziałami.

Ks. Adam Boniecki MIC

 

     

     

     

     

     

     

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl