KONTRAPUNKT NR 3 (41), 9 KWIETNIA 2000

Danie miesiąca polecają

 

MARCIN BARAN

 

Oto książka sposobna zarówno dla zatrutych nierzeczywistością wyjadaczy fikcji, jak i dla felietonistów, tych braci odłączonych literatury. Książka w kwiecie wieku, bo choć jeden, najstarszy tekst pochodzi z roku 1936, to większość została napisana w latach 60. i 70. XX wieku. Oto książka dla spirytystów i realistów.

Czujny czytelnik – Elias Canetti był bowiem wspaniałym medium pisarskim. Miał, jak jasno wynika z kart jego esejów, niesamowitą zdolność współodczuwania tego, co działo się w przeszłości literatury. A co dla nas, czytelników Canettiego najistotniejsze – był czułym eseistą posiadającym umiejętność opisywania owych kontaktów z pisarskim zaświatem. Autor „Sumienia słów” sprawił, że przywoływani za pośrednictwem swych dzieł i świadectw biograficznych Konfucjusz, Büchner, Tołstoj i Kafka stają przed nami – najprawdziwsi w swoich upragnionych lękach i nieszczęśliwi w swojej niechcianej potędze, wolni od zwyczajowych, pełnych uprzedzeń odczytań.

Elias Canetti-praktyczny teoretyk sztuki pisarskiej przywraca

z kolei wiarę w sens i możliwość podejmowania tematów fundamentalnych, i to podejmowania ich w sposób zasadniczy, nie przyczynkarski. W danych mu do życia czasach potrafi dostrzec i opisać zarówno ich skromną, lecz niepowtarzalną wielkość, jak i żałosną, lecz niewiarygodnie krwawą małość.

A jedno i drugie przynależy w swej konkretności tylko do owych czasów i stanowi o ich osobności, inności, niepowtarzalności – czyli o tym, co jest jedną z największych wartości literatury. Tym samym zaprzecza Canetti przekonaniu o wyczerpaniu się źródeł literatury.

Jest w tych próbach naiwna podniosłość, którą niejeden skory byłby uznać za znakomity pretekst do zlekceważenia tego pisarstwa. Ale nie pozwala na to kunszt Canettiego. Intensywność odtwarzanego w słowie przeżycia, precyzja opisu, waga tematu oraz właśnie z lekka patynowany wzniosłością (ale i humorem) styl – czynią z esejów Canettiego dzieło krystaliczne, nie poddające się żadnym, ani niszczącym, ani wymijającym manipulacjom.

 

Elias Canetti „Sumienie słów. Eseje”, przełożyły Maria Przybyłowska, Irena Krońska, posłowiem opatrzył Marek Bieńczyk, Kraków 1999.

 

 

 

PAWEŁ LISICKI

 

Są autorzy i książki, których wręcz nie wypada reklamować jako „danie miesiąca”. Ich się zna, nie czyta. Ale z moim powrotem do Dostojewskiego sprawa była całkiem prosta: chciałem sprawdzić coś w „Zbrodni i karze” i, o zgrozo, okazało się, że jej nie mam w domu. Przetrząsnąłem wszystkie półki, przeprowadziłem regularne śledztwo, wszakże bez powodzenia. Kilka przeprowadzek zrobiło widać swoje. Następnego dnia pobiegłem do księgarni i kupiłem. Jak kupiłem, to przeczytałem, a jak przeczytałem „Zbrodnię i karę”, to postanowiłem zgromadzić i przypomnieć sobie po kolei wszystkie tomy wydania zbiorowego.

Książek Dostojewskiego nie czytam już z zapałem licealisty. Pamiętam nieprzespane noce, strawione na ich lekturze. Z trudem najwyższym musiałem się powstrzymywać, żeby nie zerkać na ostatnie strony i nie uprzedzać biegu wypadków. Teraz, kiedy wiem z góry, co będzie dalej i jak rozstrzygną się losy Raskolnikowa, Swidrygajłowa, Stawrogina, Nastazji Filipownej czy Aloszy, mogę pomijać akcję. Skupiam się, ba, gdyby to nie brzmiało zbyt górnolotnie, powiedziałbym, kontempluję tajemniczą głębię jego bohaterów.

Dla mnie te powieści i opowiadania to zapis prawdziwie realistycznej filozofii. Dostojewski uchwycił obiektywną istotę poniżenia, pogardy, słabości, to, co w naszej naturze niskie, podłe, obrzydliwe. Jednocześnie rosyjski pisarz odsłonił, w przeraźliwym świetle, tak jasno, że bardziej nie można, wielkość osoby. Tylko osoba może dobrowolnie poświęcić się, bezinteresownie i pokornie kochać. Rozmowa Soni z Raskolnikowem, w której pokazuje mu ona konieczność przyjęcia cierpienia jako karę za zbrodnię; chwila, gdy Raskolnikow odkrywa, że kocha i jest kochany; monolog Kiriłowa, kończący się odkryciem własnej, absolutnej samowoli: to momenty niezapomniane.

Gdzieś przeczytałem, że trudno powiedzieć, co różni człowieka od mrówki. W „Zbrodni i karze” pada pytanie podobne, tyle że chodzi o wesz. Czy wesz, czy mrówka, nie ma znaczenia. Ważne, że po lekturze Dostojewskiego takich pytań już się stawiać nie powinno.

 

Fiodor Dostojewski, Dzieła wybrane, Wydawnictwo Puls

 

 

 

 

 
Tadeusz Lubelski: Podglądacze, retorzy, poeci. Czy istnieje polska szkoła filmu dokumentalnego?

Rozmawia z bezdomnymi i opuszczonymi – o filmie „Oni” Ewy Borzęckiej rozmawiają: Katarzyna Jabłońska, Anita Piotrowska, ks. Adam Boniecki i Wojciech Tochman

Kamera będzie czekała cierpliwie – z Marcelem i Pawłem Łozińskimi o projekcie KINEMATOGRAF rozmawia Tadeusz Sobolewski

Andrzej Fidyk: Chodzenie po linie

Tadeusz Pałka: Drzazga w oku

Wojciech Szumowski: Wierność widzowi – wierność prawdzie

Tadeusz Jagodziński z Londynu: Legendarny głos Davida Attenborough. Dokument: jak to się robi w Wielkiej Brytanii

Żadnej zabawy w dwuznaczności – z Pawłem Pawlikowskim rozmawia Tadeusz Jagodziński

Dokumentalne „hity” – oglądalność filmów dokumentalnym w Programie 1 TVP.

„Danie miesiąca” polecają: Marcin Baran i Paweł Lisicki

Ściąga z kultury

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl