|
NIEZNANY KS. JERZY POPIEŁUSZKO
Kto zabił?
HIPOTEZA I: INICJATOREM AKCJI KGB
Uprowadzenie ks. Popiełuszki miało wywołać
zamieszanie, które osłabi podziemie „solidarnościowe”.
Główną postacią miałby być Grzegorz Piotrowski, który
w czasie podróży do Bułgarii (w 1983 r.), podczas małego incydentu na granicy
miał wejść w zażyłe stosunki z agentem KGB. Piotrowski znał tylko jego imię –
Stanisław. W rok później funkcjonariusz KGB przejeżdża przez Polskę i nawiązuje
kontakt z Piotrowskim. Spotykają się w Parku Łazienkowskim w Warszawie, gdzie –
wedle tej hipotezy – tworzą plan uprowadzenia ks. Popiełuszki. Piotrowski ma
dostarczyć porwanego do bunkrów w Puszczy Kampinoskiej, gdzie przejmie go
Stanisław. Inna wersja przewiduje, że pobity i związany ksiądz zostanie
wrzucony do zalewu koło Włocławka, skąd jeszcze żywego ma go wyłowić Stanisław.
Stanisław miał być osobą bezpośrednio zaangażowaną w
wykonanie planu, natomiast zlecenie miało pochodzić od innego funkcjonariusza
KGB, znanego również tylko z imienia – Andrieja.
Twórcą tej wersji wydarzeń jest Adam Pietruszka, który
wraz z Zenonem Płatkiem miał dojść do wniosku, iż zepchnięcie winy na
„towarzyszy radzieckich” wymusi zatuszowanie sprawy. W trakcie śledztwa
oskarżeni przyznali, że ich zeznania dotyczące udziału KGB były zmyślone.
HIPOPTEZA II: SAMODZIELNE DZIAŁANIE CZTERECH OSKARŻONYCH
Czterej funkcjonariusze SB zagrożeni byli orzeczeniem
kary śmierci. Gdyby zatem mogli zrzucić odpowiedzialność na kogoś wyżej
postawionego, w ich interesie leżałoby, by zdradzić jego nazwisko – czy też
nazwiska. Oskarżeni staliby się wówczas w oczach sądu jedynie ofiarami klimatu
panującego w MSW, wykonawcami zbrodniczych rozkazów własnych przełożonych. Ale
trójka bezpośrednio zaangażowana w morderstwo wskazała tylko na Adama
Pietruszkę...
Można tu mówić o trzech możliwych motywach zabójstwa.
Po pierwsze, morderstwo mogło być efektem paniki, jakiej ulegli funkcjonariusze
po ucieczce Waldemara Chrostowskiego. Po drugie, akcja mogła wynikać z chęci
wykazania się przed własnym kierownictwem. Po trzecie, sprawę można by
traktować jako osobiste porachunki: Grzegorz Piotrowski zeznał, że traktował
ks. Popiełuszkę jako osobistego wroga.
HIPOTEZA III: ZA ZABÓJSTWEM STAŁO SZEFOSTWO MSW
Dowodem na to miały być twierdzenia samych
oskarżonych, Piotrowski w liście do Kiszczaka podkreśla, że działanie zabójców
„nie było aktem krańcowej samowoli”, lecz aktem oddania i podporządkowania
służbie.
Zarzuty Pietruszki również skierowane były przeciw
Kiszczakowi. Pietruszka utrzymywał, że został zmuszony do wzięcia na siebie
roli „tamy”, która zatrzyma dochodzenie i uniemożliwi wykrycie rzeczywistych
sprawców. Twierdził, że nie mógł odmówić, ponieważ grożono mu śmiercią. W
jednej ze swych wypowiedzi stwierdził, iż Kiszczak miał powiedzieć, że
zrobienie z Pietruszki „kozła ofiarnego” pozwoli „uniknąć prowadzenia sprawy w
głąb”.
Również Chmielewski był zdania, że „działania podjęte
w październiku ’84 r., musiały być zainicjowane przez najwyższy szczebel
dowodzenia w resorcie”. Odmówił wszakże podania nazwisk osób, które miałyby
sprawować nadzór nad akcją.
HIPOTEZA IV: PROWOKACJA POLITYCZNA PRZECIW OPOZYCJI
Morderstwo miało być sygnałem dla środowisk
opozycyjnych, że władze przechodzą do akcji pozaprawnych, że zaczną stosować
środki bezpośredniego terroru. Śmierć ks. Popiełuszki miała być początkiem
spirali represji. Pękala i Chmielewski mówili, że „sprawa jest zakrojona na
szeroką skalę”, że „będą podejmowane działania przez inne osoby, przez szereg
grup”, że chodziło „o wielkie zadanie, które miało wstrząsnąć krajem”.
Miało temu służyć usiłowanie uwikłania milicji w
uprowadzenie ks. Popiełuszki. Chmielewski w trakcie akcji ubrany był w mundur
milicyjny, przy aucie ks. Popiełuszki znaleziono orzełka z milicyjnej czapki,
Piotrowski posługiwał się legitymacją Komendy Głównej MO.
Celem tych działań miało być wprowadzenie zamieszania.
Planowano rzekomo emitować druki podziemne, pod którymi podpisani mieli być ks.
Popiełuszko i Zbigniew Bujak. Jednocześnie władze miały twierdzić, iż ksiądz
wyjechał na studia do Rzymu (co było rzeczywiście planowane). W efekcie część
osób sądziłaby, że ks. Popiełuszkę zamordowało MO, inni, że wyjechał do Rzymu
lub ukrył go Kościół, jeszcze inni, że ksiądz sam zszedł do podziemia.
HIPOTEZA V: WALKI FRAKCYJNE W PZPR
Autorem tej hipotezy jest Czesław Kiszczak, broniący
się przed zarzutami wiążącymi go ze sprawą zabójstwa ks. Popiełuszki. Zamach na
księdza miał prowadzić do zamieszania, w efekcie którego doszłoby do zmiany
ministra spraw wewnętrznych. Miało być to działanie „frakcji zachowawczej” w
PZPR, która chciała osłabić „frakcję reformatorską” z Kiszczakiem i
Jaruzelskim na czele. Inicjatorem zdarzeń miał być gen. Mirosław Milewski,
którego pozycja została zagrożona przez ujawnienie afery „Żelazo”. Zabójstwo
ks. Popiełuszki odwróciłoby uwagę od jego osoby, a sam Milewski zbiłby na tym
kapitał polityczny.
HIPOTEZA VI: NIEPOWODZENIE PRÓB ZWERBOWANIA KS.
POPIEŁUSZKI DO WSPÓŁPRACY Z SB
Ks. Popiełuszko miał wyjechać na studia do Rzymu.
Znajdowałby się bliżej Jana Pawła II, stałby się zatem wymarzonym informatorem.
Odmowa współpracy, a być może i groźba ujawnienia złożonej mu propozycji, miała
spowodować zabójstwo księdza.
Osadzenie w Watykanie własnego agenta, osoby pozostającej
poza wszelkimi podejrzeniami, byłoby z pewnością sukcesem SB. Bezpieka starała
się więc zdobyć informacje, które posłużyłyby do szantażowania ks. Popiełuszki,
a tym samym mogłyby zdecydować o nakłonieniu go do współpracy.
HIPOTEZA VII: ODPOWIEDŹ NA WYSTAWĘ 40-LECIA POLSKI
LUDOWEJ W KOŚCIELE ŚW. STANISŁAWA KOSTKI
W kościele św. Stanisława Kostki na Żoliborzu
zorganizowano wystawę związaną z 40-leciem Polski Ludowej. Władze twierdziły,
że jej autorem był ks. Popiełuszko, znajomi księdza utrzymywali, że była to
wystawa objazdowa. Niezależnie od kwestii autorstwa, funkcjonariusze SB
dopatrzyli się w niej bliżej nie określonych „momentów bardzo jątrzących”. Adam
Pietruszka lub gen. Zenon Płatek miał wypowiedzieć zdanie, iż „takiego łotra
tylko ziemia może wyprostować” – mając na myśli oczywiście ks. Popiełuszkę.
NOWE WĄTKI
Nowe wątki pojawiły się w związku z procesem generałów
Ciastonia i Płatka. Niektóre z nich opisała prof. Krystyna Daszkiewicz w cyklu
artykułów opublikowanych w tygodniku „Prawo i Życie”. Na żądanie Zenona Płatka
druk tekstów przerwano. Gazeta opublikowała natomiast list generała, wedle
którego prof. Daszkiewicz nierzetelnie przedstawiała różne wątki sprawy i
sugerowała, że Płatek i gen. Ciastoń są mordercami. Tyle że prawo karne
zrównuje sprawców zbrodni z tymi, którzy nią kierowali...
Ciastonia i Płatka uniewinniono – choć obserwatorzy
mieli wątpliwości, dotyczące wpływania na sąd i ławników. Doszło na przykład do
podpalenia mieszkania jednego z ławników, w efekcie czego zginęła jego matka.
Być może wpłynęło to na sąd apelacyjny, który uchylił wyrok uniewinniający i
przekazał sprawę do ponownego rozpoznania.
Na tej rozprawie wypłynęły kolejne nieznane fakty.
Choćby ten, na który wpadł prokurator Andrzej Witkowski z Lublina – otóż
ustalił on, że do Bydgoszczy na dzień porwania ks. Popiełuszki ściągnięto dużą
liczbę funkcjonariuszy służb specjalnych. Było ich tak wielu, że nie starczyło
lokali na nocleg i umieszczano ich w zwykłych hotelach. Witkowski zabezpieczył
m.in. rejestry hotelowe. I wtedy go odwołano – pomimo że ministrem sprawiedliwości
był prof. Wiesław Chrzanowski.
Jedno jest pewne: sprawa powinna być badana dalej.
Hipotez i wątków jest mnóstwo.
Choćby historia, którą opisała w swej książce prof.
Daszkiewicz: że gen. Płatek twierdził, jakoby usiłowano go otruć w gmachu MSW.
Warto również zwrócić uwagę na notatkę, którą gen.
Ciastoń przekazał na rozprawie Płatkowi. Wynika z niej, że Piotrowski, który w
dniu zabójstwa opuścił na chwilę Chmielewskiego i Pękalę, mógł udać się do bazy
stacjonujących w Bydgoszczy wojsk radzieckich. Ta notatka została zniszczona,
ale Płatek ją sobie przypominał, a Ciastoń nie przeczył, że istniała.
Istotne może okazać się też to, że sekcję ks. Jerzego
miał pierwotnie przeprowadzić prof. Edmund Chróścielewski z poznańskiej
Akademii Medycznej, po czym – na sugestię Kiszczaka – decyzję zmieniono. Sekcję
przeprowadzała prof. Maria Byrdy, a prof. Chróścielewski uczestniczył tylko w
oględzinach jako przedstawiciel Episkopatu. W trakcie procesu – mimo apeli
oskarżycieli posiłkowych – nie dopuszczono go do zeznań jako obserwatora
sekcji. Okazuje się, że nie była to zwyczajna sekcja, w której brało udział
tylko paru lekarzy. Przyglądało się jej wielu esbeków, którzy już wtedy
zastanawiali się, czy morderstwo nie wiąże się z aferą „Żelazo”. Sekcję
nagrywano – dźwięk i obraz. Materiały te nigdy jednak nie zostały ujawnione.
Wielu obserwatorów nie ma wątpliwości, że Piotrowski
od początku kłamał – i nie mówi prawdy do dziś. Początkowo wskazywał na
Kiszczaka, ale ten był przecież u Piotrowskiego w więzieniu i proponował mu
wszelkie udogodnienia za wskazanie osoby, która stała za morderstwem. Kiszczak
zaś, jako obca siła w MSW – wywodził się bowiem z wojska i miał w resorcie
wielu wrogów – miał podstawy podejrzewać, że poprzez tę prowokację ktoś chce
się go pozbyć.
To ślady – z pewnością nie wszystkie – pochodzące
jedynie z oficjalnych stenogramów i dokumentów. Pozostaje jeszcze mnóstwo
domysłów i plotek. Ale doświadczenie uczy, że w takich sprawach zawsze, prędzej
czy później, ktoś zaczyna sypać.
Opracował Filip Musiał, współpraca KB
Krzysztof Piesiewicz i Edward Wende byli
oskarżycielami posiłkowymi podczas procesu toruńskiego.
EDWARD WENDE:
Tezy Kiszczaka i Jaruzelskiego, że zabójstwo ks.
Popiełuszki uderzyłoby przede wszystkim w ich ekipę, są oczywiście nie do
przyjęcia. Gdyby je przyjąć, trzeba by założyć, że od początku planowano
ujawnienie tej zbrodni. Tymczasem zabójcy nie pozostali bezkarni tylko dlatego,
że uciekł Waldemar Chrostowski. Inaczej Popiełuszko (i – zapewne – Chrostowski)
byłby kolejną ofiarą „nieznanych sprawców” – jak np. Stanisław Pyjas.
Jeśli chodzi o hipotezy związane z walkami frakcyjnymi
w PZPR, to czytałem protokół z posiedzenia Biura Politycznego, na którym
rozważa się, jak ukryć przed społeczeństwem uczestnictwo Milewskiego w aferze
„Żelazo”. Jaruzelski powiedział wtedy, że ks. Popiełuszko Milewskiemu pomógł,
bo nie można go teraz napiętnować, gdyż wszyscy by uważali, że to „za
Popiełuszkę”. Jaruzelski miał pełnię władzy w ręku, a Milewski odchodził w
polityczny niebyt, więc wskazywanie na Milewskiego to chwyt propagandowy bez
pokrycia w realiach.
Można się zastanawiać nad ewentualnymi inspiracjami
pochodzącymi z zewnątrz. Pracujący w gmachu MSW rezydent KGB często wzywał do
siebie Piotrowskiego. Można domniemywać, że to KGB stało za wymierzonym w
Popiełuszkę artykułem w „Izwiestiach”, ale dowodów procesowych oczywiście nie
ma.
Sąd Wojewódzki w Warszawie, który uniewinnił Ciastonia
i Płatka, popełnił – moim zdaniem – błąd metodologiczny. Poszukiwano bowiem
bezpośredniego rozkazu na piśmie albo świadka, który by zeznał, że widział taki
rozkaz. A przecież w takiej mafii, jaką było wówczas MSW, nie wydaje się
rozkazów dosłownych, typu „zabić księdza”. Używa się eufemizmów, np. „musi
zniknąć” czy „musi na zawsze zamilknąć”. Mafia jest groźna na zewnątrz, ale
jest groźna też sama dla siebie. Musi utrzymywać dyscyplinę, żeby się nie
okazało, że suma zbrodniczych umiejętności któregoś z jej członków obróciła się
przeciwko niej. Stąd w każdej mafii obowiązuje bardzo ścisła dyscyplina. Kiedyś
Płatek zagalopował się w zeznaniach i powiedział, że musiał wyjść z
ministerstwa na pół godziny, więc poszedł się zwolnić do ministra. Człowiek w
stopniu generała, żeby opuścić gmach na pół godziny, musiał uzyskać zwolnienie
przełożonego! Czy w tej sytuacji jest do pomyślenia, żeby trzech funkcjonariuszy
MSW wyjeżdżało na wycieczki po Polsce służbowym samochodem bez zgody
najwyższych władz? Pamiętajmy zresztą o telefonie Piotrowskiego z trasy –
odbiera Płatek i mówi, że połączył się z niewłaściwym człowiekiem, ale żadnych
informacji dla niego nie ma: czy informacje, o jakie chodzi, nie dotyczą
ewentualnego odwołania akcji?
I jeszcze jedno: Po uprawomocnieniu się wyroku w
Sądzie Najwyższym i skazaniu czterech osób, zginęło jeszcze czterech księży:
Zych, Niedzielak, Suchowolec i Kowalczyk. Krótko mówiąc, za każdego oskarżonego
poświęcił życie jeden ksiądz. Uczynili to oczywiście „nieznani sprawcy”...
KRZYSZTOF PIESIEWICZ:
Na podstawie badań medycznych wiemy, jak torturowano i
zamordowano ks. Popiełuszkę. Ale o tym, kiedy rany zostały zadane, możemy
wnioskować jedynie na podstawie zeznań oskarżonych. Oskarżonych, którzy w toku
śledztwa i procesu toruńskiego byli przez cały czas instruowani; ich
wyjaśnienia były podporządkowane linii, którą starała się przygotować władza.
Są dowody na to, że np. kierownictwo MSW było szczególnie zainteresowane takim,
a nie innym kierunkiem prowadzenia śledztwa.
Wiemy, że do ostatnich dni urzędowania gen. Kiszczaka
obok jego gabinetu funkcjonowała specjalna grupa operacyjna, która zajmowała
się tą sprawą. I to nie tylko w sensie operacyjnym i śledczym, ale również w
sensie zabezpieczenia. Jej zadaniem było dbanie o to, by na jaw wyszły jedynie
określone informacje i dowody. Wiemy również o wizytach najwyższych dygnitarzy
MSW – od 1984 do końca lat 80. – u Piotrowskiego. Ujawnił to w swoich
wypowiedziach dla mediów.
Wiemy, choć jedynie na podstawie szczątkowych dowodów,
że istniały naciski na prowadzących postępowanie przygotowawcze – m.in. na
struktury zajmujące się czynnościami kryminalistycznymi. Dziś nie można stwierdzić,
jaki wpływ miały te interwencje na rezultat czy sposób przeprowadzania
ekspertyz. Ale wiemy też, że zakładem, który zajmował się badaniami z zakresu
mechanoskopii, badań chemicznych, biologicznych itd., interesowały się służby
specjalne ZSRR.
Wiemy o obecności dwóch oficerów wywiadu wojskowego w
czasie ostatniego nabożeństwa w kościele Braci Męczenników w Bydgoszczy. Ten
element także nie został do końca wyjaśniony, a w każdym razie nie wpłynął na
przebieg postępowania dowodowego.
Wiemy również, że odbywały się narady, na których
zastanawiano się, jak zastraszyć czy wręcz unieszkodliwić niektórych księży.
Ba, istniała lista duchownych, względem których miano stosować nadzwyczajne
środki oddziaływania, mające skłonić ich do – jak to wtedy nazywano – powrotu
do sfery działalności religijnej.
Trzeba pamiętać, że „polowanie na księdza” – bo chyba
można w ten sposób określić obserwacje, prowokacje itd. – trwało dosyć długo. Z
takich działań składa się raporty, pobiera się na nie fundusze, używa się
samochodów itd. Zważywszy na hierarchiczność MSW oraz to, jak szybko
zlokalizowano sprawców mordu, jasne jest, że zwierzchnicy Piotrowskiego,
Chmielewskiego i Pękali w taki lub inny sposób musieli zostać poinformowani o
wcześniejszym zamachu na samochód Popiełuszki na drodze z Gdańska do Warszawy.
Piotrowski i jego dwaj podwładni nie byli więc „samotnymi kowbojami”. To ich
zwierzchnicy mogli być sfrustrowani: wprowadzono stan wojenny, a tu wszystko
działa dalej – w podziemiu drukuje się ulotki, w pełnych kościołach wygłasza
antyrządowe kazania itd.
Jest tylko pytanie: do czego uprawniono
funkcjonariuszy resortu? Czy przekroczyli oni tzw. granicę oddziaływania, którą
zaplanowano na naradach? Czy też jedynie wypełnili plan? A jeżeli tak, to z
czyjej inspiracji ułożony: zewnętrznej czy wewnętrznej? Nie wiem, czy
kiedykolwiek uzyskamy odpowiedź w sensie procesowo-dowodowym.
|