PAPIEŻ I ARTYŚCI

Poszukiwanie epifanii piękna

STANISŁAW RODZIŃSKI

 

W roku 1986 rzymska Fundacja Jana Pawła II wydała tom „Wiara i kultura”, zawierający przemówienia i homilie Papieża, skierowane do środowisk twórczych od pierwszych dni pontyfikatu. Możemy tam przeczytać bardzo istotną wypowiedź Jana Pawła II z okazji beatyfikacji Fra Angelica. Pamiętajmy, że tom kończy się na roku 1986. Od tego czasu bibliografia papieskich słów skierowanych do artystów wzrosła ogromnie. W polskiej edycji Katechizmu Kościoła Katolickiego, wydanej w roku 1994, odnajdziemy również szereg zasadniczych sformułowań odnoszących się do problematyki piękna. Jest to rezultat zarówno nauczania i dokumentów Soboru Watykańskiego II, jak i szczególnej uwagi, jaką Kościół zwraca na istotę i sens osobowego i społecznego przeżywania dzieł sztuki, twórczości, kultury i nauki. Kardynał Karol Wojtyła, zwołując Synod Krakowski, powołał komisję zajmującą się problemami ewangelizacji kultury, jako Ojciec Święty w czasie każdej pielgrzymki do Polski spotyka się z przedstawicielami środowisk twórczych, a w czasie wizyty biskupów polskich ad limina w roku 1998 poświęca część trzeciego przemówienia zagadnieniom kultury.

Na tym tle „List do artystów” jest dokumentem szczególnej wartości. Nie jest bowiem okolicznościowym czy przypadkowym tekstem, nie ma charakteru duszpasterskiego pouczenia, nie jest też kolejnym głosem niepokoju w czasach powszechnie dostrzeganego zamętu w systemie wartości, jaki dotknął sztukę współczesną. „List do artystów” jest konsekwencją wielkiej wizji, jaką Paweł VI, a obecnie Jan Paweł II zarysował przed nami – dostrzegając właśnie w sztuce jeden z podstawowych obszarów odrodzenia człowieka. List ma swoje przesłanie. Jest nim prorocza intuicja, że „piękno zbawi świat”. Ale tekst papieski jest również precyzyjnie skonstruowanym wywodem, w którym zawarta jest i biblijna podstawa podjętej problematyki, jej konsekwencja w „przymierzu Ewangelii i sztuki”, analiza dziejów sztuki i zobaczenie jej sensów w świetle dnia dzisiejszego.

W tej części tekstu szczególnie ważne jest jedno stwierdzenie i jedno pytanie. „Kościół potrzebuje sztuki” – pisze Jan Paweł II. To stwierdzenie, wydaje się, nie potrzebuje uzasadnienia. A przecież bardzo często mówiąc tak, widzimy w wyobraźni wyłącznie dzieła sztuki dawnej. Zarzucając dziełom współczesnym „niezrozumiałość”, inną niż dawniej formę wypowiedzi – zdajemy się zapominać, że każdy czas ma swój niepowtarzalny język sztuki. W Liście papieskim czytamy przecież zacytowaną myśl ojca Chenu, że dzieła plastyczne: „są nie tylko estetycznymi ilustracjami, ale prawdziwymi (?) źródłami teologicznymi”. Należy zatem uświadomić sobie, że – nawet zakładając wyrażoną znakiem zapytania wątpliwość – sztuka w Kościele i w świątyni ma nie tylko opowiadać, ma również inspirować modlitwę, sprzyjać jej, ma więc być wynikiem wspólnoty wiernych, wśród których są też artyści. Właśnie w dziele sztuki „rzeczywistość duchowa, niewidzialna – staje się postrzegalna”. Malarstwo, rzeźba, muzyka i architektura – ma ukazywać, że religijna inspiracja nie przemija, że zmienia się, bo zmienić się musi język, jakim artysta współczesny mówi o Bogu. Paweł VI powiedział kiedyś, że byłoby nieszczęściem, gdyby współczesny artysta nie pozostawił po sobie dzieł właśnie w naszych czasach. Trudno też sobie wyobrazić, by religijność i wiara naszych dni interpretowana była dzisiaj w sposobie naśladowania formy renesansowej czy gotyckiej. Tak jak modlitwa człowieka współczesnego ma swe treści i tajemnice powstałe dzisiaj, tak jak każdy czas ma swe olśnienia, zwątpienia i tragedie – tak dzieło sztuki inspirowane wiarą współczesnego artysty – nie może być realizowane środkami należącymi do przeszłości. Byłaby to przecież – zakładając, że twórczość jest swego rodzaju modlitwą – modlitwa nieprawdziwa, byłaby deklamacją wyuczonych treści, a nie ich dramatycznym przeżywaniem.

„Czy sztuka potrzebuje Kościoła?” – pyta Jan Paweł II. I tutaj odpowiedź Papieża jest twierdząca, ale poparta zasadniczym kolejnym pytaniem: „Czyż nie w sferze religii człowiek zadaje najważniejsze pytania osobiste i poszukuje ostatecznych odpowiedzi egzystencjalnych?”. Zadając te pytania, świadom, że mogą one nawet brzmieć prowokacyjnie, Jan Paweł II stwierdza, że sztuka przeżywała swe wielkie dni również wtedy, gdy nie znała inspiracji religijnej. Wspominając grecki i rzymski antyk czy prastare cywilizacje Wschodu, pisze o „centralnej prawdzie, o Wcieleniu Syna Bożego”, o skarbcu motywów i inspiracji płynących z „niewyczerpanego źródła Ewangelii”. Ale jest w liście papieskim szczególnie ważna myśl dotycząca tych klimatów i idei współczesnych, które oddalają od Boga, które cechuje nieobecność Boga lub sprzeciw wobec Niego. Sztuka współczesna jest obszarem, w którym tego rodzaju manifestacje i nurty mają miejsce. Było tak zawsze, w tej chwili jednak media nastawione na skandalizujące „newsy” szczególnie upodobały sobie tego rodzaju produkcje, stąd powierzchowne przekonanie, że tak źle, jak obecnie, jeszcze nie było.

W tej właśnie części Listu Papież jest nie tylko duszpasterzem, ale człowiekiem, który mając ogromną wiedzę humanistyczną i teologiczną pozostał w istocie artystą. Sądzę, że tak jak bez Adama Chmielowskiego nie byłoby Brata Alberta, tak bez Karola Wojtyły, przenikliwego poety i wrażliwego aktora analizującego tekst poetycki lub dramatyczny, nie byłoby Jana Pawła II, autora „Listu do artystów”. Papież po prostu wie, jak wygląda proces twórczy, jaką tajemnicą jest wchodzenie w rzeczywistość sztuki, wie, czym może być sukces, czym jest gorycz niespełnienia, osamotnienia, jak wielka jest radość trafnej interpretacji czy iluminacja w czasie twórczej pracy. Wie też w związku z tym, czym jest rozpacz, poczucie pustki, szamotanie się wśród bezsensu i nieporozumienia. Jeżeli tego nie przeżywał – to wszystko to przemodlił. Dlatego pisze: „Nawet wówczas, gdy artysta zanurza się w najmroczniejszych otchłaniach duszy lub opisuje najbardziej wstrząsające przejawy zła, staje się w pewien sposób wyrazicielem powszechnego oczekiwania na odkupienie”. Takie widzenie sztuki i artysty potwierdza, że sztuka ma tylko wtedy sens, jeżeli jest drogą do prawdy. Jest wtedy prawdą o twórcy, o samym artyście, o świecie, ale i o Stwórcy, o Bogu. „Jest sztuka ze swej natury swoistym wezwaniem do otwarcia się na Tajemnicę” – pisze Jan Paweł II.

Kończąc list podpisany w Niedzielę Wielkanocną, Papież cytuje pełne wiary, nadziei i miłości słowa Mickiewicza: „Wyjdzie z zamętu świat ducha”. Równocześnie radzi, by ku Jedynej Prawdzie iść różnorakimi drogami. Różnorakimi drogami do Oceanu Piękna. I nawet w tych słowach odczytujemy wiarę w sens twórczej wolności i jedyności każdego twórcy – wobec niezmienności Boga Stwórcy – Piękna, które zbawia.

Stanisław Rodziński (1940) – malarz, krytyk sztuki, rektor ASP w Krakowie.

 

 

 

 

 

 

 

 
Ks. Tomasz Węcławski: Wobec piękna, które zbawia

Piotr Wojciechowski: Papież i jego pisarz

Janusz Marciniak: Miłość bez wzajemności

Tadeusz Sobolewski: Na własną odpowiedzialność

Rafał Węgrzyniak: Między kruchtą a sceną

Marek Buś: Czy Norwid jest potrzebny Kościołowi?

Ks. Jan Kracik: Oglądanie niewidzialnego

Tadeusz Boruta: U źródła Łaski

Stefan Chwin: Widzialne Piekło, niewidzialne Niebo

Piotr Cieplak: Potyczka z Panem Bogiem

Wojciech Kilar: Święte słowa...

Aldona Mickiewicz: Adresat nieznany

Czesław Miłosz: List i jego odbiorcy

Stanisław Rodziński: Poszukiwanie epifanii piękna

Władysław Stróżewski: Piękno – środek Zmartwychwstania

Danie miesiąca polecają Monika Olejnik i Władysław Stróżewski

Ściąga z kultury

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl