PAPIEŻ I ARTYŚCI

Piękno – środek Zmartwychwstania

WŁADYSŁAW STRÓŻEWSKI

 

 

Motywem przewodnim „Listu do artystów” (tak bardzo osobistego w tonie) jest piękno. Słynny cytat z „Promethidiona” Norwida nie znalazł się tu przypadkowo. Papież widzi w pięknie wartość niezwykłą: „Piękno jest kluczem tajemnicy i wezwaniem transcendencji”. Jeśli mówimy o wartościach metafizycznych sztuki, o możliwości objawiania przez nią Transcendencji, to dzieje się to w pięknie i poprzez piękno. Każde wielkie dzieło sztuki jest szczególną drogą, otwierającą się na wartości, jakie bez niego nie byłyby dla nas dostępne. Tajemnica wielkości dzieła leży właśnie w tym, że z jednej strony samo jest podmiotem, „nosicielem” wartości, z drugiej zaś wskazuje na wartość w jej najczystszej postaci, która jednak transcenduje dzieło, leży poza, czy raczej ponad nim, chociaż tylko przez nie może się objawić. Ta dziwna sytuacja nie ujmuje dziełu niczego, więcej, „oświeca” je niejako blaskiem transcendencji, w której uczestniczy. Dokonać się to jednak może tylko przez piękno, tylko ono bowiem ma moc tego uczestnictwa. Wiedzieli o tym Platon i Plotyn, św. Augustyn i Pseudo Dionizy Areopagita, filozofowie i artyści Renesansu, Hegel i Schopenhauer, Norwid i św. Brat Albert Chmielowski. W tym leży także tajemnica piękna transcendentalnego, o którym mówili scholastycy: piękna utożsamionego z bytem, ale bytem „rozszyfrowanym” w jego głębi, objawiającym kryjącą się w nim tajemnicę Logosu.

Dotyczy to nie tylko sztuki religijnej – a więc takich jej odmian, jak sztuka liturgiczna, sztuka sakralna w ścisłym znaczeniu tego słowa, czy wreszcie sztuka o religijnej tematyce – ale wszelkiej sztuki pięknej: poezji, muzyki, sztuk plastycznych, architektury. Ojciec Święty pisze wyraźnie: „Jak jednak wiecie, Kościół nadal żywi bardzo wysokie uznanie dla sztuki jako takiej. Sztuka bowiem, jeżeli jest autentyczna, choć niekoniecznie wyraża się w formach typowo religijnych, zachowuje więź wewnętrznego pokrewieństwa ze światem wiary (...) Jako poszukiwanie prawdy, owoc wyobraźni wykraczającej poza codzienność, sztuka jest ze swej natury swoistym wezwaniem do otwarcia się na tajemnicę”. Piękno dopełnia się przez prawdę, jak prawda przez piękno. Ukazywanie się w dziele, i przez dzieło, wartości „nadestetycznych” jest równoznaczne z objawianiem prawdy. Tego nie da się osiągnąć bez udziału piękna.

Ojciec Święty nie ostrzega wprost artystów przed schodzeniem na manowce bylejakości, bezsensu i brzydoty. Ale wiele do myślenia dają przykłady twórców i dzieł, na jakie się powołuje. Są to nazwiska największe i niekwestionowane arcydzieła. Autor Listu zdaje się przez to wskazywać na oczekiwania Kościoła. Kościół nie potrzebuje artystycznej miernoty. Przytaczając słowa Norwida o mocy Zmartwychwstania, która przez pracę ducha przynależy pięknu, nie mógł nie myśleć o prawdziwym pięknie, o odrzucaniu tego, co liche dla tego, co pełne blasku, tego, co martwe – dla tego, co żywe. Piękno jest środkiem („za-chwytem”) ale i celem Zmartwychwstania: czyż ostatecznie nie polega ono na stworzeniu nowego człowieka, nowej ziemi, a nawet nowego nieba? „I ujrzałem niebo nowe i ziemię nową, bo pierwsze niebo i pierwsza ziemia przeminęły”... Proces „zmartwychwstawania” przez piękno sztuki będzie trwał dopóty, dopóki znajdować będzie oddźwięk we wrażliwości ludzkiego ducha.

Niestety, z tym dzieje się nie najlepiej. Sztuka współczesna, w tym także współczesna sztuka religijna, nie straciła mocy ekspresji i – niekiedy przynajmniej – komunikatu, przesłania, często czyni to jednak jakby poza pięknem, nie dbając o nie, odwracając się od niego. Może najdzielniej broni się przed tym w niektórych swych realizacjach architektura. W rzeźbie, w malarstwie, w rozmaitych „instalacjach”, a nawet w muzyce, wyrastają jednak rzeczy mające niewiele, lub nic z pięknem wspólnego. Owszem: mówią, nawet krzyczą do widza, ale raczej przerażają i treścią, i brzydotą, niż „zachwycają” do pracy i do Zmartwychwstania. Boję, się że Ojciec Święty w swej najbliższej pielgrzymce do Polski nieraz zasmuci się ich widokiem... Na szczęście mamy i dzieła wielkie, których nie musimy się wstydzić. One to budzą naszą nadzieję i potwierdzają oczekiwania Ojca Świętego: że współpraca między Kościołem i artystami „przyniesie naszej epoce nową »epifanię« piękna oraz pomoże zaspokoić we właściwy sposób potrzeby chrześcijańskiej wspólnoty”.

Ojciec Święty nie waha się stwierdzić, że twórczość artystyczna jest wynikiem działania Ducha Świętego. Trudno o wspanialsze jej wywyższenie. „Jakże bliskie są sobie te słowa: »tchnienie« i »natchnienie«! Duch jest tajemniczym artystą wszechświata”. Idea Ducha-Odnowiciela znów współgra ze słowami Norwida. Ale także z niespodziewanie przytoczonymi przez Ojca Świętego słowami Mickiewicza: „Wyjdzie z zamętu świat ducha...”, otwierającymi ostatni akapit Listu. Raz jeszcze wraca idea prawdziwego piękna, jak zapowiedź zadań sztuki na przyszłe tysiąclecie, na epokę Ducha, którą wieścił nie tylko Mickiewicz, ale i nasz największy filozof XIX wieku – August Cieszkowski.

Władysław Stróżewski (1933) – filozof, profesor UJ, wydał m.in. książki „Istnienie i wartość” (1981), „Dialektyka twórczości” (1983) „Istnienie i sens” (1994).

 

 

 

 

 

 

 

 
Ks. Tomasz Węcławski: Wobec piękna, które zbawia

Piotr Wojciechowski: Papież i jego pisarz

Janusz Marciniak: Miłość bez wzajemności

Tadeusz Sobolewski: Na własną odpowiedzialność

Rafał Węgrzyniak: Między kruchtą a sceną

Marek Buś: Czy Norwid jest potrzebny Kościołowi?

Ks. Jan Kracik: Oglądanie niewidzialnego

Tadeusz Boruta: U źródła Łaski

Stefan Chwin: Widzialne Piekło, niewidzialne Niebo

Piotr Cieplak: Potyczka z Panem Bogiem

Wojciech Kilar: Święte słowa...

Aldona Mickiewicz: Adresat nieznany

Czesław Miłosz: List i jego odbiorcy

Stanisław Rodziński: Poszukiwanie epifanii piękna

Władysław Stróżewski: Piękno – środek Zmartwychwstania

Danie miesiąca polecają Monika Olejnik i Władysław Stróżewski

Ściąga z kultury

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl