PAPIEŻ I ARTYŚCI

Papież i jego pisarz

PIOTR WOJCIECHOWSKI

 

  • Czy nie byłoby bliżej prawdy, gdyby dać inny tytuł – pisarz i jego papież? Wspominam spotkanie twórców kultury z Janem Pawłem II w warszawskim kościele Świętego Krzyża. Wtedy czuliśmy: tu, w Polsce jesteśmy jego dywizjami pancernymi, jego husarią na polu walki o ducha. Byliśmy sprzeciwem wobec brutalności, chamstwa i głupoty stanu wojennego i jego maszynistów.

Nasze veto było z „Króla Ducha”: „A nie dlatego... bym miał jaką wzgardę / W sercu, jak człowiek przeciw człowiekowi, / Ale chcę, aby zamki były twarde / Na tych granicach, które duch stanowi, / By polskie duchy tym przed Bogiem harde, / Że się poddają jedynie duchowi, / A przymuszone być z ciała nie mogą / Przeciwko vetu swemu – żadną trwogą...”

Wnętrze kościoła stało się nagle skrawkiem wyzwolonej Polski. Słuchaliśmy Papieża i każdy aktor chciał być aktorem Papieża. Malarz chciał dla niego malować, pisarz iść w pisarstwie za Jego myślami. Marzyła się nam wolność. Papież wkraczał w te marzenia ze swoim postulatem wolności, która pozwala, aby prowadziła ją prawda. Przyjmowaliśmy jak objawienie, że wolność jest wartością, póki się o nią walczy, że wolność zdobyta okazuje się tylko przestrzenią, w którą możemy wprowadzić inne wartości – dobro, piękno, sprawiedliwość, solidarność. Byliśmy pewni, że każdy z nas przyjmuje na drogowskaz życia i twórczości ten wspaniały skrót myśli: „Głód wolności ostatecznie zaspokaja się przez miłość”.

Czy zostaliśmy świętą husarią Króla Ducha w białej sutannie?

TRZEBA BYŁO ŻYĆ

Śmieszne pytanie, prawda? Trzeba było żyć. I dlatego po paru latach pisarz Papieża musiał przemieniać się w pisarza czytelników, wydawców, księgarzy, umów, kompromisów, prac zleconych, związków twórczych, międzynarodowych kongresów, uniwersyteckich seminariów. Czy zdradziliśmy Papieża? To pytanie do prywatnego rachunku sumienia. Przez kilkanaście lat wystygły serca, znosiły się sumienia – jednym bardziej, drugim mniej. Przez kilkanaście lat kostucha podkosiła swoje poletko, podrośli nowi, inni artyści, zmienił się świat. Twarde zamki na granicach stanowionych przez ducha? Może lepiej o nich nie mówić, przecież porzucić trzeba sytuację oblężonej twierdzy.

Pisarz chciał być pisarzem Papieża. A Papież chciał mieć pisarza jako jaśniejącego blaskiem talentu świadka Zmartwychwstania Chrystusa. Co z tego zostało, gdy pisarz zaczął do kolejnej powieści, wiersza, eseju, scenariusza budować nową wizję świata? Papież zmalał mu do jednej z postaci współczesności, został zredukowany do głosiciela pewnej wersji człowieka, pewnej opcji moralnej, pewnego wątku tradycji. Czy przerasta Dalaj Lamę, czy stoi wyżej niż Derrida i Rorty, czy sięga głębiej niż Lévinas, czy wpływa bardziej na los świata niż Clinton i Jelcyn? Nawet jeśli tak, jakże niezręcznie narzucać to wprost czytelnikowi. Cóż to byłaby za literatura, co waliłaby takie rzeczy prosto z mostu, podawała gotowe na talerzu.

O sobie piszę, o innych, czy o jakiejś fikcyjnej konstrukcji, pisarzu z powieści do napisania? Każdy pisarz próbuje mieć wersję świata, a więc i jakąś wizję dotyczącą Papieża, jego pontyfikatu, moralnego przesłania, znaczenia. Pisarz i jego papież. Ilu pisarzy – tyle wersji – zachwyconych lub zgryźliwych, ironicznych lub plotkarskich.

Jaka jest wersja Herlinga-Grudzińskiego, jaka Stanisława Lema, jaka Andrzeja Stasiuka? Herling-Grudziński buduje świat zła bezinteresownego lub zła fanatyzmu, które pociągają za sobą zło sprawiedliwej kary. Dla Stanisława Lema świat jest majstersztykiem złośliwego Demiurga, absurdalną pułapką i machiną tortur dla niezliczonych generacji bytów. Stasiuk: „Przekonanie o tym, że idea zbawienia i zmartwychwstania uległa wyczerpaniu, najpóźniej dotarło do nas (...) Narkotyki, jeśli miały się stać pełnoprawnym składnikiem kultury, musiały zyskać cechę niewinności (...) Skoki z mostu na gumowej linie, sporty ekstremalne, obietnice camel trophy i marlboro country spełniają w istocie rolę dawnych ćwiczeń duchowych i podróży mistycznych. Wszystkie aspekty człowieczeństwa muszą zostać odkryte i zbadane, by emancypacja choć o krok mogła wyprzedzić alienację”.

Pisarze wielcy i mniejsi, pisarze wielu pokoleń, tak bardzo osobni i walczący o odrębne miejsce stanowią kontinuum, ciągłe spektrum odcieni emocjonalnych i postaw. Od księdza Jana Twardowskiego aż po poetów piszących teksty dla heavy metalowych kapel, od Jana Józefa Szczepańskiego z jego krystalicznej jasności esejami o górskiej śmierci, o nowym sensie niepodległości z tomu „Wszyscy szukamy” po Jerzego Pilcha i to, co pisze on w nowym miejscu zarobkowania, od Józefa Dziekońskiego – poety-proboszcza z Mozyrza nad Prypecią – po autorów literatury fanzinowej i dalej po mazaczy wielkich hieroglifów na budynkach, murach, wagonach kolei podmiejskiej.

„Ja nie dlatego... bym miał jaką wzgardę / w sercu, jak człowiek przeciw człowiekowi...”

PISARZ PRZEMIENIONY

Kultura jest jedna, już ją zlepiła globalizacja. Literatura jest więc też jedna. Literatura nie jest kolejną dziedziną kultury, jest czymś więcej – krwiobiegiem kultury, czynnikiem, który kulturę dotlenia duchem i oczyszcza z trucizn. W literaturze funkcja inspiracyjna kultury działa najszybciej i najtaniej, a funkcja krytyczna trafia najbardziej precyzyjnie.

Jest siódma rano, za chwilę włączę radio, aby poznać prawdę o tym, w którą stronę poszedł świat od wczoraj. Na biurku obok mnie „Peter Camenzind” Hermana Hessego, „Manewrowanie jachtem żaglowym” Jana Kuczyńskiego (Warszawa 1932; Główna Księgarnia Wojskowa), a obok: „List do artystów”. Nad biurkiem miłe sercu fotografie rodziny, spiżowy medalion z księciem Józefem Poniatowskim, Monteskiusz w kości słoniowej, zdjęcie Roberta Baden-Powella i reprodukcje ikon z Czarnogóry – Trójcy Świętej, Pantokratora, św. Jana Chrzciciela, św. Mateusza Ewangelisty. A także pocztówka-reprodukcja płótna Stachiewicza „Legenda o Matce Boskiej – sobotni promyk”. Książki i wizerunki potrzebne moim myślom mieszają się z tymi, które służą myślom bohaterów moich książek i scenariuszy. Wiem, że nad biurkami innych pisarzy i poetów wiszą inne konstelacje ikonograficzne, że pod lewym łokciem trzymają inne książki, mam też świadomość, że to wszystkie zdjęcia, obrazy, ikony i świątki, te wszystkie książki, segregatory, teki wycinków tworzą jedną tkankę, w której mieści się także gabinet Jana Pawła II, szuflady jego sekretarzy, obrazy święte w apartamencie prywatnym. Mój papież jest też pisarzem. Papież-pisarz napisał do artystów, do swoich artystów. Papież-pisarz napisał do swoich pisarzy, ma ich wszystkich za swoich, tak jak ich miał za swoich w kościele Świętego Krzyża. Papież przemówił do swojego pisarza tym samym cytatem z Norwida, co wtedy. „Bo piękno na to jest, by zachwycało / Do pracy – praca, by się zmartwychwstało...”

List Jana Pawła II czytam jak dokument Kościoła, jak list prywatny do mnie, list prywatny do fenomenu Pisarza Uogólnionego. Nie ma rady – czytam ten tekst także jak czyta się utwór literatury epistolograficznej.

Od prawie 40 lat zajmuję się literaturą i filmem, miałem więc sporo czasu, aby w rozmaitych wariantach rozważać różnicę pomiędzy tym, co materialne i dlatego jawi się jako rzeczywiste, i tym, co opowiedziane obrazami lub słowami, co nie daje się dotknąć ani zważyć. To, co jest narracją, jest rzeczywiste. Papież pisząc list do artystów nie tylko uznaje wszystkich artystów za swoich, ale także tworzy ich od nowa, jak tworzą oni swoje postacie literackie, rzeźby, obrazy, wszelkie pigmaliony. Papież zabiera nas do siódmego nieba, na Górę Przemienienia. Twórcę pokazuje jako lustro Stwórcy, a w naszych dziełach widzi spowiedź i autoportret: „Artysta, bowiem, gdy tworzy, nie tylko powołuje do życia dzieło, ale poprzez to dzieło jakoś także objawia swoją osobowość”.

Papież, który zna nędzę artystów, ich chciwość, głupotę, powierzchowność, sprzedajność, narcyzm, snobizm, megalomanię, anarchiczną chutliwość, polityczną naiwność, Himalaje zawiści – nie uważa za stosowne zajmowanie się tą skorupą brudu. Pisze po prostu: „Artysta (...) wie także, że musi działać nie kierując się dążeniem do próżnej chwały ani żądzą taniej popularności, ani tym mniej nadzieją na osobiste korzyści. Istnieje zatem pewna etyka czy wręcz »duchowość« służby artystycznej, która ma swój udział w życiu i odrodzeniu każdego narodu. (...) Każda autentyczna forma sztuki jest swoistą drogą dostępu do głębszej rzeczywistości człowieka i świata”. Papież wie, że w swojej pysze każdy artysta sięga po rząd dusz. Wie, że każdy pisarz ufa, że jego nadzwyczajność jest uwodzicielska i istotna, nie zniesie żadnej konkurencji, nawet tej od ołtarza. Papież wie, że dla obrony swojej wizji i swojej wolności twórczej pisarz nazwie Kościół Ciemnogrodem, totalitaryzmem, czarną dyktaturą. Albo zrobi to za pieniądze.

Nic to, on, Jan Paweł II daje nam w swoim liście przykłady i przewodników, takich jak Paulin z Noli, który głosił: „Jedyną sztuką jest dla nas wiara, a jedyną pieśnią Chrystus”. Papież napisał do twórców o twórcach, do swojego pisarza o nim samym, przemienionym na górze Tabor, przedestylowanym w czyśćcu sumienia. Papież proponuje pisarzowi przyjaźń z Papieżem, przymierze z Kościołem, udowadnia mu, że Kościół go potrzebuje, a on potrzebuje Kościoła.

NIEOMYLNY W SWOICH WIERSZACH

Jak myśli pisarz o swoim Papieżu? Czy myśli o nim jak o szczerym przyjacielu? O postaci literackiej lepiącej sobie twórców z pobożnych życzeń? O potężnym szefie starożytnej instytucji starającej się mieć monopol w dziedzinie ducha i zakazów seksualnych?

Pisarze dziś nie ci sami, co wtedy w niedawnej a odległej epoce Polski stanu wojennego. Już nie są wodzami duchów, są chałupnikami od tekstów. Społeczność twórców przeszła katastrofę wolnego rynku, upadek etosu „Solidarności”, żyje wśród nowych mitologii, utrzymuje się z nowych usług mitotronicznych. Ta nowa sztuka coraz wyraźniej wypisuje się z kultury i zapisuje do rynku. Sztuka, a z nią burzliwy rozwój nowych mediów zagraża kulturze także przez nowe systemy wasalności. Gdy kulturę redukuje się do jej pierwiastka ludycznego, wystarczą nieliczni twórcy, aby zaspokajać potrzeby biernych milionów odbiorców. Są więc nieliczni wymyślający, redagujący, reżyserujący i ogromnie liczni użytkownicy standaryzowanych, powielanych wytworów wyobraźni – filmów, piosenek, gadżetów, towarów, wyjazdów turystycznych. Pisarz żyje w strachu, że zostanie poza tą strukturą, że nie wezmą go do elity baronów mitotronicznych, zwasalizują, zostawią na marginesie. Dla tego pisarza list Papieża to głos z innych układów, z otchłani przeszłości.

Pisarz odpisuje więc swojemu Papieżowi: Ojcze Święty, przecież na swój sposób każdy pisarz jest pisarzem katolickim. Katolicki to znaczy powszechny. A każdy pisarz chce być powszechnie czytany. Pisanie jest z natchnienia, a natchnienie od Ducha, Ty jesteś więc nieomylny w Watykanie, a ja w swoich wierszach, esejach, książkach też jestem na swój sposób nieomylny, gdy tworzę światy, co się same sobie nie sprzeciwiają. Nie mogę ich porzucić, dreptać za Tobą, bo jak się ubiorę w komżę, to będę najwyżej marnym ministrantem... Pisarz może na tym poprzestać, wykręcić się konceptem. Wie jednak, że jego Papież traktuje go serio. Otwiera coś wielkiego. A wielkość jest wyzwaniem nawet dla marnych charakterów.

Papież do swojego pisarza: „Aby głosić orędzie, które powierzył mu Chrystus, Kościół potrzebuje sztuki. Musi bowiem sprawiać, aby rzeczywistość duchowa, niewidzialna, Boża stawała się postrzegalna, a nawet w miarę możności pociągająca. Musi zatem wyrażać to, co samo w sobie jest niewyrażalne (...) i nie waha się Kościół nazwać »szlachetną usługą« pracy artystów, którzy tworzą dzieła zdolne ukazać w jakiejś mierze nieskończone piękno Boga i skierować ku niemu ludzkie umysły...”. Oto propozycja przygody głębszej niż szlachetna usługa, polegającej na partnerstwie w metafizycznej przygodzie, w teologicznej eksploracji. Do jakiej liczby dotrze sens i siła tej propozycji? Ci, którzy programowo „nie czują tchnienia Boga”, przyjmą te propozycje jako skierowane do garstki „maniaków Chrystusa”. Ich papież jest urzędnikiem, cenzorem, inkwizytorem, któremu trzeba się przeciwstawić w imię wolności. Łatwiej przy tym dobrze zarobić niż przy głoszeniu Chrystusa. Czy jestem bardzo niesprawiedliwy, że mieszam płaszczyznę idei i sprawę honorariów?

List Papieża nie może powstrzymać procesów destrukcji i komercjalizacji kultury, inwazji nihilizmu. Pisarz może to zrobić w świecie, który tworzy. Czytelnik może wejść w książkę i powrócić z niej obdarowany. Procesy destrukcji i procesy nawrócenia stanowią dramaturgiczną kanwę wszystkiego, co się dzieje i pisarz wie, po której stronie staje. Nie oczekuję spektakularnego cudu w środowisku literatów. Jestem go pewny w duszach pisarzy. W ilu? W tylu, ilu ich będzie potrzeba.

Papież, który przyjeżdża już wkrótce, będzie się starał naprawiać te zamki, które strzegą granic ustanowionych przez ducha. Wielki pielgrzym wykona swoją pracę, ale nie zrobi nic ani za mnie, ani za nikogo z ludzi kultury. Wśród wielu prac potrzebujących hardego ducha, nie dającego przymusić się żadną trwogą, jest i ta – wyzwolenie naszej wolności od złudzeń. Nikt nas nie zmusza, abyśmy uwierzyli w teologię śmierci Boga, abyśmy sądzili, że nastał koniec historii, abyśmy przejęli się teorią kresu wielkich narracji. Pisarz napisał list do pisarzy, a teraz przybywa. Swój do swoich.

Piotr Wojciechowski (1938) – prozaik, reżyser filmowy, autor książek dla dzieci. Opublikował m.in.: „Kamienne pszczoły” (1967), „Czaszka w czaszce” (1970), „Manowiec” (1978), „Harpunnik otchłani” (1996).

 

 

 

 

 

 

 

 
Ks. Tomasz Węcławski: Wobec piękna, które zbawia

Piotr Wojciechowski: Papież i jego pisarz

Janusz Marciniak: Miłość bez wzajemności

Tadeusz Sobolewski: Na własną odpowiedzialność

Rafał Węgrzyniak: Między kruchtą a sceną

Marek Buś: Czy Norwid jest potrzebny Kościołowi?

Ks. Jan Kracik: Oglądanie niewidzialnego

Tadeusz Boruta: U źródła Łaski

Stefan Chwin: Widzialne Piekło, niewidzialne Niebo

Piotr Cieplak: Potyczka z Panem Bogiem

Wojciech Kilar: Święte słowa...

Aldona Mickiewicz: Adresat nieznany

Czesław Miłosz: List i jego odbiorcy

Stanisław Rodziński: Poszukiwanie epifanii piękna

Władysław Stróżewski: Piękno – środek Zmartwychwstania

Danie miesiąca polecają Monika Olejnik i Władysław Stróżewski

Ściąga z kultury

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl