|
PAPIEŻ I ARTYŚCI
Adresat nieznany
ALDONA MICKIEWICZ
By najkrócej opisać sytuację współczesnego twórcy,
posłużę się powiastką Rilkego „Towarzystwo zawiązane z pilnej potrzeby”. Trzej
artyści z przerażeniem uciekający od siebie nawzajem, znalazłszy się wreszcie w
„trzech najbardziej odległych punktach ziemskiego obwodu”, skonstatowali nagle,
że niebo, „to niebo zdobyte mozolnie dzięki własnej coraz dalej posuniętej
odrębności wciąż dostępne jest jeszcze dla innych. W tym wstrząsającym momencie
zaczęli wszyscy trzej jednocześnie cofać się wstecz ze swymi sztalugami i
jeszcze pięć kroków, a stoczyliby się z krawędzi ziemi w nieskończoność i
musieliby teraz z błyskawiczną szybkością wykonywać podwójny obrót dokoła ziemi
i dokoła słońca”. I stało się. Artyści stoczyli się z krawędzi ziemi i oto z
szaloną szybkością krążą w przestworzach. Nie słychać już ich przechwałek i
swarów, ucichł nawet okrzyk przerażenia, gdy tracili grunt pod nogami. Może
nawet w owych nieskończonych przestrzeniach, gdzieś na marginesie wszechświata
toczą jakieś artystyczne dyskusje, z konieczności jednak zamieniane w kosmiczne
monologi, nikt bowiem nie jest w stanie dosłyszeć drugiego. Tymczasem życie
płynie dalej. Rozrzutna natura – ów honorowy członek stowarzyszenia w powiastce
Rilkego – dalej bezinteresownie roztacza swe powaby. Przestała już jednak być
własnością malarza. Zdaje się radować wyłącznie „profanów”.
Gdzie są jednak ci, którzy – jak chciał Rilke –
zauważyli boskiego modela i „aż do śmierci będą go malować”, ratując się tym
samym przed upadkiem w przepaść? Gdzie owi adresaci papieskiego Listu, którzy
potrafili prawdziwie rozpoznać nadzieję swego powołania? Już samo mówienie o
artystycznym powołaniu wydaje się dzisiaj czymś niestosownym. Skarlał bowiem
także język, który mówi o sztuce, zamieniając się w hermetyczny bełkot. Dlatego
papieskie przesłanie brzmi tak dźwięcznie w opustoszałej przestrzeni,
wyznaczonej słowami: piękno, prawda, tajemnica, powołanie, natchnienie. Artyści
pod sztandarami kolejnych awangard odmaszerowali stąd w stronę postępu i
nowoczesności. Inni, uważając, że jest tam zbyt jasno i wzniośle, zanurzyli się
w bezmierne otchłanie cierpienia i ciemności, gdzie nie ma już granic ni
ograniczeń. Jeszcze inni chyłkiem wymknęli się z tej przestrzeni, przytłoczeni
ciężarem swej winy i małości woleli stać się prostymi „wyrobnikami sztuki”, nie
używającymi wielkich słów, choć czerpiącymi pewne przywileje z dawnego statusu
artysty. Papieskie wołanie zdaje się rozbrzmiewać w przestrzeni nawiedzanej
jedynie przez wielkie duchy przeszłości, gigantów, geniuszy, mocarzy ducha, z
którymi dzisiejszy artysta nie chce i nie może się mierzyć.
Współczesna sztuka nie podjęła owego przekazywanego
przez wieki „dziedzictwa wiary i piękna”, które zarysowuje Papież. Wyrzekła się
„duchowej ojczyzny” skazując się na bezdomność i tułactwo. Jak pisze Miłosz,
„sztuka i literatura należą dzisiaj do tego co nazywa się »świat«, w
przeciwieństwie do sakralnej strefy religii. (...) Wygląda na to, że aby być
uznanym za nowoczesnego artystę, trzeba zapłacić utratą wiary albo nawet zawarciem
diabelskiego paktu”. Miłosz zwraca także uwagę na to, że „same wymogi
artystycznej techniki przeciągają nas, by tak rzec, na stronę świata”.
Codzienne doświadczenie artysty jest zwykłym „babraniem się w materii”, w
glinie, w błocie farby. Chociażby w tym sensie malarstwo, rzeźba, wiążący się z
nimi przez wieki trud warsztatu „przykuwały” artystę do ziemi. Jednak to
właśnie napięcie pomiędzy owym imperatywem formy a wolą wyrażania
Niewyrażalnego owocowało arcydziełami. Nawet jeśli obraz powstawał tylko z
prostego zachwytu nad tym, jak załamuje się światło w szklanej karafce, a jak w
miąższu cytryny – artysta siedział przed sztalugą, mając nad sobą niebo a pod
sobą piekło i z oczywistości tego faktu brała się możliwość żarliwej kontemplacji
świata.
Papieskie przesłanie stawia zakłopotanych lub zbuntowanych
współczesnych twórców w szeregu wielkich poprzedników. Miarą są tu bowiem nie
tyle owoce pracy, ile autentyczność postawy, wola poszukiwania prawdy i dążenia
do piękna, podjęcia wezwania do „wniknięcia twórczą intuicją w głąb tajemnicy
Boga Wcielonego, a zarazem w tajemnicę człowieka”. Tym samym pracy artysty
zostaje przywrócona godność i sens. Nawet twórczość tych, którzy nie
dostrzegłszy w porę Bożej łaskawości zrobili ów ostatni krok i stoczyli się z
„krawędzi ziemi”, zostaje tutaj przygarnięta i doceniona jako pomost
„prowadzący do doświadczenia religijnego”. Także wołanie tych, którzy „zstąpili
do piekieł” ujmowane jest jako głos „powszechnego oczekiwania na zbawienie”. Ci
jednak, którzy – jak u Rilkego – zatrzymali się nad przepaścią i zapamiętale
malują Pana Boga, wezwani zostają do ukazywania świata odkupionego, do bycia
świadkami pojednania Boga ze światem w Chrystusie. To wezwanie zmienić musi
całkowicie perspektywę artystycznego patrzenia. Dostrzec świat odkupiony,
ofiarowany, a nie odmówiony, to odstąpić od krawędzi, jakoś oczyścić patrzenie,
być może nawet zrezygnować z owej „własnej, coraz dalej posuniętej odrębności”
– to przecież zaryzykować jeszcze bardziej! Jesteśmy bowiem wówczas całkowicie
bezbronni, odsłonięci, wydani na wewnętrzne pułapki pychy i zewnętrzne
zranienie. Nawet jednak w takim ogołoceniu artysta skazany jest na balansowanie
pomiędzy gliną a duchem, pychą a pokorą, zachwytem a zwątpieniem. Znamienne, że
w papieskim liście nie używa się słowa „ekstaza”, zarezerwowanego dla mistyków,
lecz „zachwyt”. Zachwyt – owa namiastka ekstazy – zawiesza wszystkie przejawy
życia psychicznego pozostawiając jednak zmysły czynnymi, zdolnymi odbierać i
przekazywać. Tylko wówczas bowiem możliwa jest jakakolwiek twórczość i jej
percepcja.
Byłabyż więc sztuka rzeczywiście – jak pisał Norwid –
ową „uduchowioną zmysłowością przez miłości wielkiej cało-dramat”, ową
„świętą-nierządną, która wylewając woń na stopy Zbawicielowi świata
ubłogosławioną jest w miłości”?
Aldona Mickiewicz – malarka,
absolwentka Wydziału Malarstwa krakowskiej ASP.
|