|
Terroryzm
Danie miesiąca polecają
Marcin Sendecki
Rozumnie jest szukać oparcia w książkach dobrych i mądrych. Odważnej decyzji Państwowego Instytutu Wydawniczego zawdzięczamy, że właśnie w tym trudnym czasie trafiła do naszych księgarń wartościowa powieść Ronalda Firbanka. Nieżyjący ten autor wydać się może zrazu nieco hermetyczny, lecz uważniejsza lektura niechybnie uzmysłowi czytelnikom powody, dla których warto było przyswoić jego dzieło polszczyźnie. Albowiem każdy, komu leży na sercu kondycja europejskiej kultury, dostrzeże że ,,Zdeptany kwiatuszek” (we wspaniałym przekładzie Andrzeja Sosnowskiego) pełen jest troski o jej los. Linia życia Ronalda Firbanka była linią krótką. Dane mu było jednak pozostawić książkę, w której znać niemały wysiłek poszukiwania odpowiedzi na nurtujące wszystkich humanistów pytania.
Figlarność stylu angielskiego pisarza nie powinna przesłaniać nam ważkich treści obecnych w poręcznie wydanym utworze. Igraszki z językiem, często tak wiele przynoszące szkody, w ,,Kwiatuszku” splatają się zgrabnie z namysłem nad istotnymi problemami współczesności. Rozstrzygnięcie, które z owych przemyśleń są dla nas najbardziej pożyteczne, nie jest oczywiście rzeczą prostą. Banalne bowiem będzie przypomnienie, że współczesność Firbanka jest nieco mniej teraźniejsza niż nasza współczesność, choć przecież współczesność to zawsze współczesność i zawsze czai się nad nią cień niepewnej przyszłości, szczególnie dziś, gdy jesteśmy u progu. ,,Albo i nie”, jak mawiał Ronald Firbank. Nie czas wszakże na dociekanie tutaj, co mógłby mieć przez to na myśli. Koniecznie jednak wsłuchajmy się w jego głos, zanim – jak sam to pięknie napisał – ,,wiatr zagwiżdże w te i wewte pod kolumnadami”.
RONALD FIRBANK „ZDEPTANY KWIATUSZEK”, przełożył Andrzej Sosnowski, Warszawa 1998.
Andrzej Sosnowski
Proponuję wybrać danie z jesiennego zbioru wierszy, złożone i skomplikowane, które każdy może sobie rozmienić na drobne noce i dnie, przystawki, to, co główne, deser, a nawet aperitify i wreszcie coś mocniejszego, bo propozycja jest z karty poezji i trunków, czyli – nieprzypadkowo – irlandzka i polska.
Któż zadowoli się jedną pozycją (kartę ułożoną mam alfabetycznie), skoro już pierwszy tu Marcin Baran statecznie i precyzyjnie idzie w ciemnych światłach fotografii Wojciecha Wilczyka, a więc w jednej książce ,,Tanero / Słodka sztuka mimesis” (Oficyna Literacka) dostajemy za jednym zamówieniem i obraz, i głos? Marcin Sendecki w ,,Parcelach” (bibLioteka) jest pyszny i szybki jak anchois, ale to wystarczy na cały długi wieczór i noc. Dariusz Sośnicki i świat ,,biorą się w nieładne ramiona” (pisze D. S.), jednak wiersze z ,,Ikarusa” (Pomona) pięknie przeczą tak zdefiniowanej genezie. I ,,Pieśni profana” (Wydawnictwo Czarne) Marcina Świetlickiego będą decydujące dla przebiegu dnia, jak ,,Mały koniak i / maleńka śliwowica”, by posłużyć się meiosis Autora.
A wszyscy Irlandczycy są od Piotra Sommera (przekład), wydani przez legnickie Centrum Sztuki – Teatr Dramatyczny
(+ British Council) na okoliczność Fortu Legnica ’98: to Seamus Heaney (,,Kolejowe dzieci”), Ciaran Carson (,,Tak, tak”), Michael Longley (,,Lodziarz z Lisburn Road” – wiersze również w przekładzie Bohdana Zadury) i Derek Mahon (,,Wszystko będzie dobrze”). W tym wypadku rezygnuję z układu ściśle alfabetycznego, bo Heaney Sommera wydaje mi się jak rzecz całkiem nowa: dobra mocna kawa z kropelką – po Noblu.
Edmund Wnuk-Lipiński
Polecam ksiażkę Barbary Skargi, zatytułowaną „Tożsamość i różnica”.
Niekiedy, w czasie wolnym od uciążliwego poganiania przez zegarek, odnajdujemy chwilę na swobodne i bezinteresowne myślenie. W takich chwilach nawiedzają nas czasami pytania, na które nie ma miejsca w pędzącym rytmie codziennych zajęć. Dlaczego istnieję? Kim jestem? Dlaczego mam tak silne poczucie odrębności własnego „ja”, a zarazem tak trudno mi moje własne „ja” zdefiniować? Czy jestem monadą myślącą, nieprzeniknioną dla innych, krążących obok mnie monad, podobnie nieprzeniknionych jak ja, czy przeciwnie, wszyscy jesteśmy częściami jakiejś większej całości, której nie jesteśmy w stanie pojąć, dlatego właśnie, że jesteśmy okruchem jeno, pyłem kosmicznym, który może ma świadomość siebie, lecz próżne są jego wysiłki, by z tej jednostkowej perspektywy zbudować sensowną wizję całości?
Jeśli macie Państwo chwile, w których takie pytania was opadają, to polecam lekturę „Tożsamości i różnicy”. Nie obiecuję, że znajdziecie tam definitywne odpowiedzi na owe fundamentalne pytania, ale przynajmniej będziecie mogli śledzić zmagania z nimi wybitnego filozofa. Nie jest to lektura łatwa, ale zagłębienie się w tok myślenia Autorki i podjęcie razem z Nią wysiłku przedzierania się przez tajemnice bytu i bycia, sowicie ów wysiłek wynagradza. Używając terminologii kulinarnej, trudno byłoby zaliczyć tę książkę do przystawek; nie jest to też ani zupa, ani pieczyste, ani nawet deser. Jest to raczej koniak o subtelnym bukiecie i wyrafinowanym smaku.
Barbara Skarga „Tożsamość i różnica. Eseje metafizyczne”, Kraków 1997.
|