Kultura w III Rzeczypospolitej




31 zdań o poezji III Rzeczypospolitej

Próba praktycznej wolności


Marian Stala


1. Kiedy myślę o poezji lat 70., kiedy próbuję znaleźć słowa wyrażające tamten czas i zarazem: przeciwstawiające się jego duchowi, jako pierwsze zjawiają się w mojej pamięci frazy „Przesłania Pana Cogito”. Dopiero po chwili przypominam sobie, że to wtedy powstały wiersze tak wielkie jak „Oeconomia divina” Miłosza, jak „Przystań” Ważyka, jak „Życie na poczekaniu” Szymborskiej. Dopiero po chwili uświadamiam też sobie, że jednym ze zwieńczeń tamtej dekady jest „Urania” Iwaszkiewicza, napisana w Sailly drugiego lutego 1980 roku.
Kiedy myślę o poezji lat 80., pierwszym skojarzeniem jest „Raport z oblężonego Miasta”, zaraz potem „Przemiany Liwiusza” (i głos Jana Błońskiego, czytającego i komentującego w krakowskim kościele OO. Dominikanów słowa „i runie imperium”, słowa o sile zaklęcia). Dopiero po chwili powracają inne, może głębsze, może piękniejsze, z pewnością zaś: ważniejsze w perspektywie długiego trwania, wiersze napisane w poprzedniej dekadzie.

2. Czy w poezji lat 90. można wskazać jakiś wiersz, który by mówił o teraźniejszości i który by wskazywał tkwiące w niej napięcia równie mocno i równie przekonująco jak przywołane poprzednio wiersze Herberta? Nie potrafię odpowiedzieć jednoznacznie, nie potrafię wskazać tylko jednego takiego wiersza i udowodnić, że właśnie on powinien być umieszczony jako pierwszy... Być może pytanie jest przedwczesne; być może zbyt widoczne stały się różnice w sposobie patrzenia na współczesność i nie ma już jednego obrazu lat 90.; być może (to przypuszczenie jest mi najbliższe) zmienił się sposób poetyckiego dialogowania z czasem teraźniejszym.

3. Nie wiem, który z wierszy najwyraźniej odpowiada na wyzwania (potocznie rozumianej) współczesności; domyślam się (a w każdym razie: staram się to zrobić), jakie wiersze są niezbędne dla zrozumienia polskiej poezji lat 90.
W małej antologii rzeczy nie do pominięcia umieściłbym (nie hierarchizując zbyt wyraźnie i nie akcentując własnych sympatii) takie, na przykład, utwory jak: „Francis Bacon czyli Diego Velazquez na fotelu dentystycznym” i „***” (wicher dobijał się do okien...) Tadeusza Różewicza; „Niebo”, „Jawa”, „Kot w pustym mieszkaniu”, „Nic darowane”, „Trzy słowa najdziwniejsze” Wisławy Szymborskiej; „Mój przyjaciel introwertyk” i „Mój przyjaciel ekstrawertyk” Ewy Lipskiej; „***” (Cmentarze samochodów...), „Powiedz, że wkrótce”, „Płakała w nocy, ale nie jej płacz go zbudził” Stanisława Barańczaka; „Rue de Poitiers”, „Anioł Ikrzak”, „Szron” Ryszarda Krynickiego; „Już nic” Juliana Kornhausera; „Esej o chmurach” Andrzeja Sosnowskiego; „Państwo von Kleist” i „Korespondencja pośmiertna” Marcina Świetlickiego; „Tym razem obędzie się bez ofiar” Marcina Sendeckiego; „Prowizorium” Artura Szlosarka; „Pustelnik” Jolanty Stefko; „O chłopcu mieszającym powidła” Janusza Szubera; „Obłoki nad Ferrarą” Zbigniewa Herberta; „Oset, pokrzywa”, „Sens”, „Litwa, po pięćdziesięciu dwóch latach”, „Ciało”, „Dzień stworzenia” Czesława Miłosza...
Zresztą, zamiast tytułów wierszy mogłyby się pojawić tytuły istotnych poetyckich książek z ostatnich lat... Są to (także ta lista nie jest kompletna): „Dalsze okolice” i „Wypisy z ksiąg użytecznych” Czesława Miłosza; „Podróż zimowa” Stanisława Barańczaka; „Koniec i początek” Wisławy Szymborskiej; „Moje dzieło pośmiertne” Jarosława Marka Rymkiewicza; „Życie na Korei” Andrzeja Sosnowskiego; „Zimne kraje” Marcina Świetlickiego; „Arytmia” Jacka Podsiadły; „Z wysokości” Marcina Sendeckiego; „Wiersze napisane” Artura Szlosarka; „Ludzie dla początkujących” Ewy Lipskiej; „Cisza” Bohdana Zadury; „Światło” Bronisława Maja; „Jasno ciemno, jasno ciemno” Józefa Kurylaka; „Czułość” Julii Hartwig; „Elegia na odejście” Zbigniewa Herberta; „Płaskorzeźba” Tadeusza Różewicza... Dodałbym do tego jeszcze ważne wybory wierszy, prezentujące autorów od nowa i wpisujące ich w czas teraźniejszy; są to m.in.: „Magnetyczny punkt” Ryszarda Krynickiego; „Nowe stosunki wyrazów” Piotra Sommera; „70 widoków w drodze do Wenecji” Leszka Aleksandra Moczulskiego; „Wiersze z lat osiemdziesiątych” Juliana Kornhausera; „Wiatr z innej strony” Bogdana Czaykowskiego; „Niespodziewane żywoty” Jana Darowskiego; „Z podróży, ze snu, z umierania” Wiktora Woroszylskiego...

4. Każdy z wymienionych przeze mnie wierszy, tym bardziej zaś: każda z wymienionych książek, zasługuje na szczegółowy, osobny komentarz. Rzecz jasna: nie mogę owych komentarzy (niektóre z nich zdarzyło mi się rzeczywiście napisać i ułożyć w zbiór krytycznych notatek o tytule „Druga strona”) przedstawić ani nawet podsumować w obrębie niniejszych uwag. Chciałbym zatem poprzestać na zwięzłym napomknieniu o dwóch kwestiach: o tym, co stanowiło (i stanowi) punkt wyjścia poezji ostatnich lat i o tym, co jest kluczowym tej poezji tematem.

5. Dwadzieścia lat temu Adam Zagajewski notował na marginesie „Wielkiej liczby”: „To nie jest poezja egzystencjalistyczna, zbyt silny jest jej realizm, zbyt bliskie i niezdawkowe wyczuwa się w niej związki z innymi ludźmi i ze światem; to poezja Wisławy Szymborskiej, osobista i osobna, wirówka mieszająca najróżnorodniejsze elementy rzeczywistości i historii, emocje i futurologię, wirówka swobody i niezależności”.
W roku 1978 wolność była wartością podstawową, a jednocześnie: zagrożoną, trudno osiągalną, wymagającą szczególnego wysiłku i odwagi; dlatego określenie „poezja swobody” było najwyższą pochwałą; dlatego mit wolności tak mocno kształtował ówczesne życie duchowe. W końcu lat 80. to, co było mitem, stało się elementem codziennego doświadczenia, a więc także: zmieniło swój sens i wpływ na indywidualną i zbiorową świadomość.
Krótko mówiąc: punktem wyjścia poezji lat 90., jej milcząco zakładanym fundamentem, jest konkretne doświadczenie wolności słowa i działania. Na poezję tę można zatem spojrzeć jako na szczególną próbę praktykowania wolności, albo inaczej: jako na próbę praktycznej wolności...
Konsekwencje owej próby najwcześniej odezwały się w twórczości (i w publicznych zachowaniach) debiutantów z przełomu lat 80. i 90. Przekreślanie przeszłości, kwestionowanie hierarchii, przekraczanie tabu, demonstrowanie odrębności – były to dla nich działania oczywiste, potwierdzające obecność i dostępność swobody. Radosne świętowanie niezależności nie trwało jednak zbyt długo; ani młoda poezja, ani poezja tout 
court nie zatrzymała się na etapie niefrasobliwego anarchizowania...
To, co stało się później, to, co wciąż dzieje się na naszych oczach – z trudem poddaje się analizie; być może było to odkrycie, iż wolność codzienna jest dwuznaczna i trudna; w każdym razie: trudniejsza od mitu wolności, którym przez dziesięciolecia żywili się poeci i czytelnicy poezji... Jakkolwiek by było – istnieje dość wyraźna (co nie znaczy: jasna i łatwa do wytłumaczenia) korelacja między stopniowym rozczarowaniem wolnością a tonem, jaki od kilku lat zjawia się w polskiej poezji. 
Ten ton, dość nieoczekiwanie łączący poetów różnych pokoleń, jest tonem ciemnym; kryje się za nim (wielokrotnie o tym mówiłem w „Tygodniku”) zetknięcie z chaosem, rozpadem, rozpaczą, nicością... pokazywane z perspektywy tych, którzy się pogodzili z ciemnością i tych także, którzy próbują się jej przeciwstawić.

6. Przestrzeń penetrowana przez wybitną poezję ostatnich lat nie poddaje się łatwo tłumaczeniu na język codziennego życia, ani na język społecznych mitów; może dlatego trudno jest wskazać wiersz, który byłby podsumowaniem momentu, w którym tkwimy. Ale: ta przestrzeń zbliża do tego, co jest (albo może być) dane w głębokim, egzystencjalnym doznaniu i wyprzedza to, co często jest ukryte za zbiorowymi nastrojami i doświadczeniami...
I dlatego wciąż warto wsłuchiwać się w głosy poetów. Wtedy, gdy rozpaczają, jak Tadeusz Różewicz:

z brzuchem pełnym kamieni
ciemne zwierzę
pod czerwonym niebem
biegnę coraz szybciej
choć wiem że tam czeka
na mnie dół


– i wtedy, gdy starają się odbudować nadzieję, jak Czesław Miłosz:

Rozpadamy się w zgniliznę, proch, 
mikronawozy,
Ale zostaje ten szyfr czyli esencja, 
I czeka, aż nareszcie obleka się w ciało.
Jak również, skoro ta nowa cielesność
Powinna być obmyta ze zła i choroby,
Idea Czyśćca ma udział w równaniu.
Nie co innego wierni w wiejskim kościele
Chóralnie powtarzają, prosząc o żywot 
wieczny.
I ja z nimi. Nie rozumiejący
Kim będę, kiedy zbudzę się po odcierpieniu.













 

 

 

     

     

     

     

     

     

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl