|
Nadzieja
Notatka o nadziei
(nie)przynoszonej przez poetów
Marian Stala
Jance i Michałowi
1. W pierwszym z wykładów o
Juliuszu Słowackim zapytuje Cyprian Norwid o „stanowisko poety w społeczeństwie” i o sposób, w jaki służy on własnej zbiorowości. Zauważa przy tym autor
„Vade-mecum”, że w najodleglejszej znanej mu przeszłości, to znaczy
„u ludu izraelskiego” – „poeta miał jasne i społeczne stanowisko”: był prorokiem, czyli kapłanem nadziei. U Greków jeszcze, mówi dalej Norwid,
„poeta orfeiczny wielce [był] do proroka izraelskiego podobny”, ale już u Rzymian
„poeci przechodzą [...] na stanowisko wyłącznie literackie”, zaś ich pozycja społeczna staje się wątpliwa...
Dlaczego, pyta dramatycznie autor „Promethidiona”, „socjalna godność poety upada i korony poetyckie zlatują, w miarę jak ku godzinie Objawienia się zbliża, i dlaczego na pole literackie poezja przechodzi?” I odpowiada:
„Tajemnica tego bardzo jasna: kapłanowie nadziei nie mieli już co robić u Betlejemskiego żłobu.” Nie mieli tam co robić, gdyż nadzieja
„objawiła się [...] i stała się jedną z trzech cnót, gdy pierwej była jedyną.” Cóż się wówczas stało z dawnymi kapłanami? Gdzie odeszli? Norwid mówi:
„oto odchodzą oni poza Niedzielę tej nadziei, oto odchodzą w dnie jej powszednie i robocze, albowiem dla człowieka pojedyńczego nadzieja jest już spełniona, ale dla człowieka zbiorowego, narodu i narodowości poczynającej się spełnienia nie było. Tam więc oni odchodzą, a przeto urzędu swego, kapłaństwa nadziei, nie składają [...].”
W wykładzie drugim, być może niespokojny o jasność wypowiedzi, powraca autor
„Assunty” do swych myśli raz jeszcze. „Nadzieja – perswaduje – mimo zwycięstwa na Golgocie, odnadzieja się nieraz na powrót, to zwycięstwo albowiem bynajmniej nas od prac i obowiązków nie uwolniło, skąd jest też wiele do walczenia we dnie powszednie nadziei, chociażby dlatego tylko, że z pogaństwem się ciągle spotykamy, bo znów przez dziewiętnaście wieków nagromadziły się i nagromadziły żywioły barbarzyństwa.” I kończy swój wywód melancholijnie:
„Jeszcze się pchamy, jeszcze się wałęsamy, między tą cywilizacją atradycyjną, której wielka praktyczność jest często wielce niepoczciwa, a pomiędzy naszą ukochaną cywilizacją tradycyjną, której wielka poczciwość jest wielce niepraktyczną, jeszcze, jednym słowem, jesteśmy DOPIERO ludźmi XIX wieku.”
2. Nie wiem, jak brzmiały przywołane przed chwilą słowa w kwietniu 1860 roku, gdy poeta wypowiadał je po raz pierwszy. Dzisiaj niektóre z nich brzmią zastanawiająco i niepokojąco – aktualnie... Jesteśmy DOPIERO ludźmi końca XX wieku. Żywioły barbarzyństwa i ciemności, jakie nagromadziły się w ciągu mijającego stulecia przekraczają granice wyobrażeń, które mogły być dostępne Norwidowi. Praca nad świątecznym i powszednim dniem nadziei jest jeszcze dalsza od zakończenia niż przed stu laty; wiedzą o tym także poeci, myślący o świecie i o słowie...
3. „Nadzieja [...] odnadzieja się nieraz na powrót”; nadzieja nie jest nam dana (albo: nie narzuca się nam) w sposób ostateczny i oczywisty; nadzieja pojawia się i znika, zatraca; nadzieja może nas ocalić, ale także: zwieść, a nawet zgubić... Wokół takich wieloznaczności dałoby się zapewne zbudować dwudziestowieczną historię nadziei, w której kształtowaniu uczestniczyli także poeci.
Pośród wielu wątków tej historii dwa odcisnęły szczególnie mocny ślad we współczesnej duchowości. Pierwszy z nich, który można nazwać negatywnym, jest konsekwencją Nietzscheańskiego zdania
„Gott ist tot”; z tych właśnie słów wysnuto dziesiątki opowieści o znikającej nadziei; z nich wyprowadzono niezliczone warianty poezji pustego nieba i ziemi, na której nieobecne i niemożliwe są trwałe wartości. Wątek drugi wydaje się w pierwszej chwili prostym przeciwieństwem pierwszego; mieszczą się w nim rozmaite dwudziestowieczne projekty zbudowania idealnego społeczeństwa; towarzysząca im nadzieja okazała się w ostateczności nadzieją fałszywą, przebraniem beznadziejności... (Nie muszę chyba dodawać, że także owe projekty ładu społecznego zrodziły własną poezję, w której słowo
„nadzieja” pojawiało się aż nadto często...)
Bez tych właśnie wątków dwudziestowiecznego myślenia nie byłoby zapewne jednego z najistotniejszych zjawisk polskiej poezji ostatnich dziesięcioleci. Można je nazwać ucieczką od utopii albo odmową nadziei.
4. Postawa, o której wspomniałem, miała i ma wiele odcieni. W wersji radykalnej jest równoznaczna z przekreśleniem wszelkich form nadziei, z przyjęciem istnienia-w-beznadziejności. W wersji umiarkowanej – przybiera postać świadomego odrzucenia pociech i złudzeń, spokojnej rezygnacji, mężnego stanięcia twarzą w twarz z rozpaczą. Akceptacja takiego właśnie sposobu odczuwania świata może (choć nie musi) odsłonić niepewne i nieoczywiste ślady nadziei.
5. Mówiąc inaczej: droga do nadziei jest we współczesnej poezji przeważnie drogą negatywną; jest drogą rozpoczynającą się doświadczeniem rozpaczy... Tę regułę potwierdza (choć także: przekracza) najważniejsze poetyckie zjawisko ostatniego półwiecza, dzieło Czesława Miłosza. Jego twórczość jest świadomą, powtarzaną bez końca, próbą powrotu do wyobraźni religijnej, próbą odbudowania pewności, czyli (jak mówi Norwid) nadziei objawionej. A przecież i w tej twórczości owa nadzieja jest nie tyle czymś bliskim, bezpośrednio danym, ile nieuchwytnym, zmuszającym do zadawania nierozstrzygalnych pytań:
A jeżeli nie ma podszewki świata?
Jeżeli drozd na gałęzi nie jest wcale znakiem
Tylko drozdem na gałęzi, jeżeli dzień i noc
Następują po sobie nie dbając o sens
I nie ma nic na ziemi, prócz tej ziemi?
6. Współcześni poeci nie przynoszą nam gotowej nadziei, nadziei, która się rychło spełni. Współcześni poeci nie są kapłanami; wystarcza im (musi im wystarczyć?) przypominanie, iż niekiedy, niespodziewanie, znaki rozpaczy zmieniają się w znaki nadziei.
7. Cyprian Norwid powiada w swym „Głosie niedawno do wychodźtwa polskiego przybyłego artysty” iż
„nadzieja jest z prawdy”. Być może jedno ze znaczeń tego zdania mogłoby posłużyć jako wytłumaczenie postawy dzisiejszych poetów. Być może nasze pojmowanie i przeżywanie prawdy wyklucza bliskość nadziei. Być może nadzieja, aby pozostać sobą, powinna być trudna, niedostępna, nieobecna. Być może poeta powinien się zatrzymać w tym właśnie miejscu...
|