Anioły



To jest wasz Anioł


Małgorzata Baranowska


Mija czterdzieści lat, odkąd zaczęłam zbierać wizerunki aniołów.


Wtedy odziedziczyłam po babci zbiór pocztówek, wśród których była moja od dawna ukochana: „Myśl” Tadeusza Styki, anioł – portret pięknej dziewczyny, której z uszu, z głowy (?) wyrastają olbrzymie różowobiałe skrzydła, alegoryczne skrzydła ulotnej myśli. Odtąd ze zmiennym natężeniem dokładam do niej inne anioły, nie mówiąc o literaturze przedmiotu.

Rewolucja miłości
I nagle, po wielu latach często bardzo powolnych poszukiwań, ocknęłam się całkowicie zaskoczona teraźniejszym potopem aniołów, ich figur, książek o nich, świadectw. Moda. Oszałamiająca moda na anioły. Co się stało? Być może, jak sądzą niektórzy, czekają nas ciężkie czasy i anioły częściej się pokazują. Albo ciężkie czasy już nas naznaczyły i one nas pocieszają. A może ludzie zagubieni we współczesności wracają do magicznych opiekunów. Inni przyjmują teorię, że po okresach racjonalizmu zawsze pojawiają się irracjonalne.
Co się stało? Mógłby to być wynik działalności artystów, reżyserów filmowych, producentów anielskich gadżetów? Żaden z nich nie osiągnąłby sukcesu bez pomocy ducha czasu. Jeszcze niedawno nikomu nie przyszłoby do głowy robić seriale filmowe o działalności aniołów. Dzisiaj duch czasu każe także w Polsce jednocześnie oglądać „Autostradę do nieba” i „Dotyk anioła”. Bo droga powrotu aniołów wiedzie przede wszystkim przez kulturę popularną. Ale nie idzie wyłącznie o sztukę, wprost przeciwnie. Podstawą tej „gminnej wieści” o aniołach są liczne, publikowane w olbrzymich nakładach, świadectwa ich obecności. Co dziwne, większość tej produkcji pochodzi z Ameryki Północnej, która mogłaby się wydawać obszarem silnego wpływu religii protestanckich, nie uznających pośredników w komunikacji z Bogiem, ani świętych, ani aniołów. I raczej nie stamtąd „powinno” się zacząć anielskie odrodzenie.
To zdecydowanie „ludowe”, mimo świadectw ludzi z różnych warstw społecznych, zjawisko ma taki zakres i siłę, że wydaje się czymś w rodzaju plebejskiej rewolucji w imię przywrócenia światu aniołów, ludowej rewolucji miłości. Składa się na to wiele przyczyn.
Nie ulega wątpliwości, że między innymi jest to jeden ze skutków alienacji i arogancji współczesnej nauki, która ogarnięta nastrojem tryumfalizmu sądziła lub jeszcze, w swoim zakresie podstawowym, sądzi, iż proste dodawanie odkryć rozwiąże problemy nie do rozwiązania i odpowie na pytania, na które nie ma odpowiedzi. W pogoni za modelem świata prawie zagubiła doświadczenie bezpośrednie, dopuszczając je jedynie jako cząstkową prawdę badań specjalistycznych.
Jakkolwiek to nazwiemy – anioły wracają i na nasz kontynent. Wszędzie duża część ludzi wita ten ruch z radością, ale być może równie duża ze sceptycyzmem lub ironią i umieszcza go wśród innych kiczowatych produktów masowej wyobraźni. Wierzący w anioły i ci, którzy je spotkali, wszędzie na świecie początkowo lub na zawsze ten fakt ukrywają i oczywiście wielu wcale nie przychodzi do głowy włączać swoje doświadczenia w publiczne życie aniołów.

Strach Boży
W znacznie wybijającej się ponad przeciętną popularną produkcję „Księdze aniołów” amerykańska dziennikarka i pisarka Sophy Burnham daje przegląd pytań i zjawisk dzisiaj łączących nasze życie z aniołami. Ujawnia także lęki, towarzyszące tym, najbardziej jak to możliwe, podnoszącym na duchu kontaktom. Charakterystyczny się wydaje pewien cytat: „Dlaczego, jeśli to my mówimy do Boga, powiada się, że się modlimy, a kiedy Bóg mówi do nas, nazywa się nas schizofrenikami? Lili Tomlin”. Właśnie. To jest jeden z pierwszych odruchów człowieka – nie tylko współczesnego.
Jeżeli coś przekracza nasz rozum, sądzimy, że rację mają stereotypy tego rozumu, a nie irracjonalna rzeczywistość. Ale nie da się też takiego lęku potępić, ponieważ kuszenie wyobraźni przez szaleństwo naprawdę istnieje. W dodatku różnica między objawieniem i złudzeniem nie może być określona w sposób bezdyskusyjny.
Same anioły i cała anielska kwestia wielokrotnie budziła i budzi lęk. Anioły niejednokrotnie zmuszone są oswajać ludzi ze swym przybyciem. W Biblii, gdzie spotykamy także anioły naprawdę groźne, nawet te opiekuńcze ukrywają czasem swoją naturę. Na przykład w „Księdze Tobiasza” archanioł Rafał – anioł towarzyszący Tobiaszowi młodszemu w tak długiej podróży, będący mu stróżem, mistrzem, a nawet światem, przyznaje się do swego anielstwa dopiero po uleczeniu, dokonanym za jego poradą, oczu Tobiasza starszego. A więc odchodząc. Przedtem występował pod ludzkim imieniem i ludzką postacią Azariasza. Anioł ujawniając, kim jest, mówi Tobiaszom: „Nie bójcie się!”. A oni obydwaj, mimo doznanej od Rafała pomocy, są naprawdę przerażeni. Podobno dlatego, iż Żydzi wierzyli w to, że ktokolwiek ujrzy anioła, musi wkrótce umrzeć. Ale z punktu widzenia człowieka, czy trzeba aż takiej groźby, żeby czuć strach przed kimś tak niepojętym jak anioł? Żeby czuć strach Boży wobec anielskiej tajemnicy? Nawet wobec zaziemskiego piękna?
Z „I Elegii duinejskiej” Rilkego:

(...) A gdyby nawet któryś z aniołów
przycisnął mnie nagle do serca: musiałbym umrzeć
od jego silniejszej istoty. Albowiem piękno jest tylko
przerażenia początkiem (...)

(przeł. Mieczysław Jastrun)

To tylko ci, którzy zepchnęli anioła do niepoważnie traktowanego pokoju dziecięcego, uważają go za „lekkiego, łatwego i przyjemnego”. I ci właśnie często wyrażają się o aniele ironicznie, zaczynając zdanie od „wierzę w anioły, ale...”, „anioły istnieją, ale...”, „anioły pomagają ludziom, ale...”. I ci, choć nieświadomie i mimochodem, bardzo się przyczyniają do ukrywania świadectw anielskich, bo skoro ktoś tak życzliwy aniołom znajduje jakieś „ale”, co powie ktoś inny.
W trakcie pisania książki „To jest wasze życie” znajdowałam się w stanie silnego poczucia cudu. Kiedy się ukazała, paru ludzi zwierzyło mi się, że oni także tego doświadczyli. Zaciekawiona przeprowadziłam ankietę i nagle zorientowałam się, że takich ludzi jest mnóstwo. A w dodatku, że poczucie cudu występuje niezależnie od wyznania lub nawet od deklarowanego braku wiary. To mnie ośmieliło i tym razem zapytałam o udział anioła w naszym życiu codziennym, niecodziennym, o spotkania i znaki anielskie. I tu dopiero czekał mnie szok. Pytałam zupełnie prywatnie, nic nie zapisywałam ani nie zamierzam naruszać tajemnicy związku mych rozmówców z aniołami. Ale sama zyskałam poczucie, że mnóstwo ludzi wokół doświadcza ich obecności i dostrzegalnej opieki.
Anielski język poezji
Trudno kogokolwiek zbyt usilnie namawiać do ujawnienia takiego przeżycia. Przede wszystkim dlatego, że anioł jest i pozostanie zapewne na zawsze nieobjętą tajemnicą dla śmiertelnego, cielesnego człowieka o ograniczonych możliwościach poznania. Maurycy Mochnacki u początków romantyzmu polskiego pisał: „Człowiek nie jest aniołem; bo anioł jednym wszystko wejrzeniem rozumie, w jednym okamgnieniu wszystek świat przebiega i naukę ma zaraz od stworzenia swego, a człowiek nic teraz nie pojmuje bez syllogium, mędrkowania i wniosków, tych szczudeł roztargnionej natury swego geniuszu, w którym przed wiekami była zgoda i harmonia, i jedność nierozdzielna”. Nic się nie zmieniło w relacji człowiek – anioł. Pewien rodzaj poznania, poza wyjątkowymi objawieniami mistycznymi, jest człowiekowi niedostępny. Pewien rodzaj języka – niewyrażalny.
Najpiękniejszym i najbardziej oddającym niektóre charakterystyczne cechy anielofanii we współczesnej polszczyźnie jest wiersz Miłosza, napisany przez niego w Berkeley w roku 1969, „O aniołach”. Głos, który należy do istot „lekkich”, „jasnych”, „skrzydlatych”, „przepasanych błyskawicą”, wydaje się poecie dowodem na istnienie aniołów:

Słyszałem ten głos nieraz we śnie
I co dziwniejsze, rozumiałem mniej więcej
Nakaz albo wezwanie w nadziemskim języku
zaraz dzień
jeszcze jeden
zrób co możesz.


Pojawienie się tu aniołów we śnie absolutnie nie odbiera im nic z rzeczywistości anielskiej. Stan snu nie jest tutaj jakąś surrealną metaforą. Anioły ukazują się równie dobrze we śnie, jak i na jawie, także w Biblii. I aczkolwiek wygląda na to, że mówią wszystkimi językami, to jednak wielu twierdzi, że w spotkaniu z aniołem słyszało „język bez języka”, jakąś informację pozawerbalną, nakaz czy wskazówkę, jakieś zdanie lub uczucie. Po spotkaniu odczuwają zdziwienie, że je zrozumieli.
Tylko w sposób jak najbardziej symboliczny możemy mówić o aniołach. A kto jest bardziej do tego predestynowany niż poeta i to poeta języka, w jakim pisał Słowacki. Mistyczny dywan świata, którego lewa strona odsłania boski plan, z twórczości Słowackiego przez chwilę także ukazuje się w wierszu Miłosza.
Znacznie mniej skomplikowane rzeczy wydają się ludziom niewyrażalne. Jak anioł jest posłańcem i pośrednikiem między Bogiem a człowiekiem, tak poeta jest pośrednikiem między człowiekiem a pięknem, które w swej czystej postaci wydaje się nie do wyrażenia. Poeta poruszający się pewniej niż inni w przestrzeni symoblicznej staje się też czasem metaforycznym tłumaczem absolutu.
W polszczyźnie, języku mistycznego Słowackiego, Mickiewicza, Krasińskiego, którzy uważali anioła za najczystszą rzeczywistość duchową i wyrażali to w niezrównanej poezji, tutaj, gdzie poezja wszystkich czasów okazuje się najsilniejszą ze sztuk, nie wydaje się konieczne daleko szukać. Anioł przebywa w tym języku. Może właśnie teraz powraca do miejsca, którego nigdy nie opuścił.

A jeżeli ktoś rozpoznaje działalność aniołów lub pozostaje w bezpośredniej zażyłości ze swym Aniołem Stróżem? Dlaczego się wstydzi i boi? To jego anioł. Niech go broni. Wydaje się dziwne, że ludzie tak często nie wierzą w to, w co utrzymują, że wierzą. Tak. Anioł jest trudny. Składa się z niedostępnego dla nas poznania i, równie upartej jak nasza, wolnej woli. Wcale nie wie wszystkiego, także o człowieku, którego jest stróżem. Bardzo łatwo można go potraktować jak obcego, ma przecież tak silne cechy inności. Ale to już kwestia wyboru. 
 












 

 

 

     

     

     

     

     

     

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl