Czechy




O poezji Vladimíra Holana

Mury


Leszek Engelking


Mury i ściany – to jeden z kluczowych motywów poezji Vladimíra Holana (1905–1980). Są to zarówno mury metaforyczne, bariery ograniczające ludzką egzystencję, wytyczające jej przestrzeń i czas, ściany, które człowiek nosi w sobie lub zawsze wlecze za sobą, jak i mury bardzo konkretne, widzialne i dotykalne, jak choćby ogrodzenie cmentarza z wiersza „Zmurszały mur”: „zmurszały mur, przez wyrwy w którym / wchodzą prosięta, by szczypać trawę na grobach”... 


Ściany zresztą otaczały Holana jak najbardziej fizycznie, gdyż począwszy od roku 1948 niemal nie opuszczał swojego mieszkania na praskiej Kampie. Jego samotność interpretowano rozmaicie, widząc w niej na przykład gest polityczny, jednak sam poeta, który w dzieciństwie – jak kilkakrotnie wspomina – chciał zostać mnichem, tłumaczył ją inaczej: „Zamknąłem się w samotności. Tak, żyłem w ścisłej klauzurze. Mówiono o mnie, że jestem pyszny. Ale to nieprawda, źle mnie zrozumiano. Inaczej nie mógłbym pracować. Każdy ma inne dyspozycje. Samotność jest dla mnie warunkiem pracy. A moja izolacja nie oznaczała izolacji od życia, od ludzi. Można za Ortegą ý Gassetem powiedzieć tak: Nie należy przypuszczać, że mnich w samotności swej celi nic nie wie o kobietach. Być może wie o nich więcej niż Don Juan”.
Konkret i abstrakcja to jedno z wielu przeciwieństw, na których rozpięta jest twórczość Holana; przeciwieństwo i paradoks to dla niej podstawowe zasady formotwórcze i podstawowe elementy zawartej w niej wizji świata. Już krytycy, omawiający pierwsze książki poety, zwracali uwagę na duże nasycenie jego utworów pojęciami abstrakcyjnymi. Nie tylko one jednak decydują o wrażeniu abstrakcyjności, jakie wywołuje wczesna poezja Holana. Co najmniej równie ważne są tu: odkonkretnienie przedmiotów, abstraktyzacja konkretu (postępowanie przeciwne leśmianowskiemu ukonkretnianiu i ucieleśnianiu abstrakcji), rozbicie obrazu oraz nacisk, jaki twórca kładzie nie na rzeczy same, lecz na relacje między nimi. Właśnie relacje między rzeczami będą go zresztą interesować zawsze. Świadczą o tym choćby charakterystyczne Holanowskie tytuły, w których pojawiają się nierzadko spójniki czy przyimki. Zdarza się też, że przyimki zajmują w zdaniu miejsce zarezerwowane dla innych części mowy:

Spójrz tylko – wiąże i dlatego tryska
i rzuca blaski w głąb od albo na!

(„Kielich przy twym przebudzeniu”) 

Holan debiutował pod znakiem poetyzmu, czeskiego kierunku awangardowego zrodzonego na fali optymizmu po końcu I wojny światowej i powstaniu niepodległego państwa czechosłowackiego, kierunku mającego dać program „sztuki życia i użycia” (Teige), beztroskiego, hedonistycznego, upajającego się nowymi możliwościami techniki, swobodą obyczajową i urodą świata, iskrzącego się nowymi chwytami poetyckimi, efektownymi metaforami, błyskami nieoczekiwanych skojarzeń. „Poetyzm – napisał jeden z jego protagonistów (Nezval) z perspektywy kilku lat, które upłynęły od wyczerpania się sił żywotnych szkoły – jest kierunkiem literackim i poetyckim, który zrodził się w Pradze około roku 1923 i którego twórcy (...) podkreślali przeciwstawiając się starszej literaturze, trzymającej się ideologii, planu i poddanej myśli kompozycji, z jednej strony swobodę wyobraźni, z drugiej zaś konieczność autonomii dzieła poetyckiego. Poetyzm czerpał wzruszenie poetyckie ze spontaniczności fantazji i ze źródeł słownych. Uważał poetyczny, intelektualny i tendencyjny moment twórczości poetyckiej za zbędny balast i podkreślał, że głównym celem wiersza jest to, żeby był wierszem, grą wyobraźni, kwiatem korony żywota”.
Tom „Blouznivý vějíř” (1926, „Marzycielski wachlarz”), wydany, kiedy autor był świeżo upieczonym maturzystą, pasuje do tej charakterystyki i zupełnie nie pasuje do reszty twórczości Holana. Nic dziwnego, że po latach poeta pogardliwie mówił o nim „niedorzeczny wachlarz” („blaznivý vějíř”), tą grą słów eksmitując go poza granice swego dojrzałego dzieła, na dalekie peryferie, gdzie miejsce niewprawnych juweniliów.

POETA MROCZNEGO NURTU
W tej sytuacji za prawdziwy debiut Holana należałoby uznać „Triumf smrti” (1930, „Triumf śmierci”), choć on sam, charakteryzując w jednym z wywiadów początki swojej twórczości, stwierdził, że poważnie należy traktować dopiero trzeci zbiorek, „Vanutí” (1932, „Powiew”). „Triumf śmierci” kilkakrotnie jednak przerabiał, definitywną postać nadając mu dopiero w pierwszym tomie dzieł zebranych (1965). Kolejne książki poety to tom poematów prozą „Kolury” (1932; kolury to „dwa wielkie koła sfery niebieskiej przecinające się na biegunach”) i zbiory wierszy „Oblouk” (1934, „Łuk”) i „Kameni, přiházíš...” (1937, „Kamieniu, przychodzisz...”). Ówczesna krytyka widziała w tych książkach dążenie do poezji czystej, owoc zanurzenia się w samym sobie, ekstatyczny akt duszy, próbę wejrzenia w samo jądro bytu, oddestylowania życiowej empirii i dotarcia do czegoś na kształt idei platońskich.
Ów samotnik nie był jednak wtedy w poezji czeskiej całkowicie osamotniony. W tym samym czasie wchodzą do literatury dwaj inni poeci, których pierwsze książki ustawiają się w opozycji do jasnej, beztroskiej wizji poetyzmu: František Halas i Vilém Závada. Wraz z Holanem tworzą oni mroczny nurt liryki czeskiej XX wieku. Warto zauważyć, że w roku wydania „Triumfu śmierci” wyszły w Czechach jeszcze dwa wybitne dzieła poetyckie, które miały śmierć w tytule: „Pokusa śmierci” Jana Zahradníčka i „Kogut płoszy śmierć” Halasa. Wedle świadectwa Holana, Halas spośród jego współczesnych był mu najbliższy, mimo różnicy temperamentów łączyła ich przyjaźń, w kwestiach artystycznych doskonale się rozumieli. Wydali razem antologię czeskiej i słowackiej poezji ludowej „Láska a smrt” (1938, „Miłość i śmierć”).

POD CIŚNIENIEM HISTORII
Gromadzące się nad Czechosłowacją i całą Europą chmury, układ monachijski, okupacja zmusiły w pewnym momencie Holana do podjęcia tematów aktualnych, ciśnienie historii okazało się chwilowo większe niż ogromne ciśnienie wewnętrzne, które do tamtej pory kształtowało jego poezję. Powstają dzieła wydane już po wojnie w tomie „Havraním brkem” (1946, „Piórem gawronim”); część z nich ukazała się wcześniej w niewielkich książeczkach, część zatrzymała cenzura. Poezja Holana upraszcza się, znaczenia nabiera pierwiastek epicki. W czasie wojny powstają pierwsze z jego poetyckich opowieści „První testament” (1940, „Pierwszy testament”), „Terezka Planetová” (1943), „Cesta mraku” (1945, „Droga chmury”), swego rodzaju tragiczne parabole traktujące o losie współczesnego człowieka. Holan reaguje też bezpośrednio na wyzwolenie – trzema tomami: „Dík Sovětskému svazu” (1945, „Podziękowanie Związkowi Radzieckiemu”), „Panychida” (1945, „Panichida”) i „Rudoarmějci” (1947, „Czerwonoarmiści”). „Panychida” jest swego rodzaju filozoficzną dysputą z Bogiem, wyrazem niemożności pojęcia boskiej obojętności wobec okrucieństw wojny. „Podziękowanie” kontrastuje owe okrucieństwa z ich bohaterskimi mścicielami. „Czerwonoarmiści”, cykl portretów prostych żołnierzy, nieświadomych swego bohaterstwa, to tom najbardziej sprozaizowany i najsilniej epicki. Holan zbliża się tu do poetyki codzienności, poetyki „Grupy 42”. Nieskomplikowane i naiwne opowieści zyskują jednak na wieloznaczności dzięki prostemu zabiegowi rozbicia na wersy. Ten sygnał poetyckości każe doszukiwać się metaforycznego sensu poszczególnych elementów tekstu, widzieć je w kontekście kulturowych skojarzeń, na szerszym tle.
Już same tytuły „Podziękowanie Związkowi Radzieckiemu” i „Czerwonoarmiści” mogą budzić podejrzenie o koniunkturalizm. Trzeba jednak pamiętać tu o zupełnie innym niż w Polsce kontekście historycznym. Tradycyjnie rusofilskie społeczeństwo czeskie w swej masie istotnie witało Armię Czerwoną jako wyzwolicielkę; narzucanie systemu komunistycznego nie zaczęło się od razu, w Pradze rządził przybyły z Anglii prezydent Beneš, straty terytorialne Czechosłowacji na rzecz ZSRR były niezbyt wielkie i nie tak istotne z punktu widzenia tradycji i kultury zamieszkujących ją narodów, prześladowania członków rodzimego ruchu oporu zaczęły się dopiero po pewnym czasie. Samemu Holanowi, urodzonemu w okresie wojny rosyjsko-japońskiej, matka nadała imię Vladimír z sympatii do Rosji i poeta już od dzieciństwa darzył Rosjan ciepłymi uczuciami. „Wszystkie trzy książki pisałem z miłością – powiedział w wywiadzie (1963), opublikowanym dopiero po jego śmierci. – Byłem wtedy pełen entuzjazmu... Potem jednak przyszedł proces radzieckiej poetki Anny Achmatowej, rozdarło mi to serce” (Holan ma tu zapewne na myśli szykanowanie poetki i jej rodziny).
Nurt poezji aktualnej, reagującej na bieżące wydarzenia polityczne, a nawet nurt liryczno-epicki należy jednak uznać za nurty poboczne tej twórczości. Holan nadal tworzy swoją mroczną, trudną lirykę, w latach 50. nie ma jednak szans na jej wydawanie. W roku 1940 ukazał się tom „Záhřmotí” („Zagrzmocie”); tom „Mozartiána” wyszedł dwadzieścia trzy lata później. Kolejne zbiory to „Bez názvu” (1963, „Bez tytułu”) i „Na postupu” (1964, „W toku”), pierwszy zawiera wiersze z lat 1939–48, drugi z lat 1943–48. Następna książka Holana, wielki poemat „Noc s Hamletem” (1964), nad którym poeta pracował przez wiele lat, dzięki licznym przekładom jest na świecie najlepiej chyba znanym jego dziełem. Kolejne tomy wierszy lirycznych to „Trialog” (1964), „Bolest” (1965, „Cierpienie”), „Na sotnách” (1967, „Na łożu śmierci”) i „Asklépiovi kohouta” (1970, „Koguty Asklepiosa”). W 1973 ukazał się poemat – fragment „Noc s Ofélií” („Noc z Ofelią”). Ostatnie dwa zbiorki poety, „Předposlední” („Przedostatni”) i „Sbohem?” („Żegnajcie?”) wyszły pośmiertnie, w piątym tomie jego dzieł zebranych.

„HARMONIA ATONALNA”
Przez cały czas jest to poezja trudna, ciemna, momentami wręcz hermetyczna. Także między poetą a jego czytelnikiem staje nieunikniony mur. „Dlaczego poezja ma być zrozumiała – pyta Holan – skoro niezrozumiałe jest życie?” A gdzie indziej parafrazuje słowa Picassa: „Ciemność tej czy innej sztuki..., ależ, szanowni państwo! Śpiewa ptak – i co, rozumiecie jego śpiew?” I dodaje: „jeśli jestem ciemny, wymagający, trudny – to także dlatego, że nigdy nie lekceważyłem ewentualnego czytelnika...”
Podobnie jak twórczość Halasa, poezja Holana odrzucała tradycyjną śpiewność i melodyjność czeskiej liryki. Zamiast słodkich współbrzmień były w niej chropawości i dysonanse. W miarę upływu czasu cecha ta się nasila. Holan odchodzi w zasadzie od wiersza regularnego. W „Nocy z Hamletem” pojawia się termin „harmonia atonalna”:

Mówię ci: sztuka jest lamentem,
to coś dla kogoś, nic dla wszystkich,
albowiem już przez to, że masz nadzieję, jesteś 
w przyszłości...
Stale coś nas przerasta, bo nawet miłość
to tylko cząstka naszej pewności... Harmonia atonalna...


„Harmonia atonalna” też jednak jest harmonią. „Pisanie wierszem wolnym – mówi Holan w wywiadzie z 1964 roku – dla mnie znaczyło nowe poszukiwania (...). Poszukiwania pierwotnych znaczeń słów, odkrywanie ich semantyki wewnętrznej. Przez »harmonię atonalną« rozumiem szczególną niezależną od toniki instrumentację, harmonijną dysharmonię. Interesował mnie rytm wewnętrzny obrazów, harmonia niezależna od toniki, a więc związek przyczynowy i możliwe wzajemne stosunki słów, ich ukryte napięcie wewnętrzne. Tak jest: także charakter pisma w wierszu wolnym – choć często i dla wielu nie na pierwszy rzut oka – zdradza swego niedouka i swego mistrza. W poezji nie ma dyspens od niczego, ponieważ dyscyplina i porządek stanowią założenie”.
W swych ostatnich tomach Holan niemal wyrzeka się metafory, upraszcza formę, zmierzając ku swoistym wierszom-gnomom. Nadal jednak jest to poezja trudna i nadal opiera się na wewnętrznym napięciu, dualizmie, sprzecznościach, których źródłem, zdaniem poety, jest samo życie, jeśli tylko jest to życie twórcze.
„Poszukiwanie jest dramatem. Także manowce są konieczne”.

„jestem w wierze wbrew wierze”
Oczywiście wspomniana wyżej sprzeczność między konkretem i abstrakcją to bynajmniej nie jedyna i nie najważniejsza sprzeczność w tej poezji. Inne to sprzeczności między harmonią i dysharmonią, porządkiem i chaosem, miłosnym stopieniem się w jedno i murem nieuchronnie wyrastającym nawet w uścisku pomiędzy kochankami, wiecznością i przemijaniem, istnieniem i nicością, dobrem i złem, niemotą i słowem, wzniosłością i ordynarnością... Można by kontynuować jeszcze długo. Najbardziej zasadnicza wydaje się jednak w tej twórczości sprzeczność między wiarą i niewiarą.
„Brakuje mi wiary religijnej, a bez wiary nie sposób żyć” – to jeden z aforyzmów poety. I inny: „»I umarł Syn Boży; da się w to uwierzyć, ponieważ to nie do pomyślenia. I pogrzebion, zmartwychwstał; to pewne, ponieważ niemożliwe«. Oto słowa Tertuliana o martwym Chrystusie. Tak: »Credo, quia absurdum«. Jestem w wierze wbrew wierze. Jestem w przeciągu”. O tym, jak ważne były dla Holana kwestie wiary, świadczy już choćby rzut oka na pozostałą po poecie bibliotekę, zawierającą około stu pozycji literatury teologicznej. Niewiara Holana podszyta jest wprawdzie wiarą, ale Holanowski labirynt świata, jego piekło świata wypełnia ciemność, co najwyżej da się mówić o przeczuciu światła gdzieś za nieprzeniknionym murem. A może mur nie jest wcale nieprzenikniony. To niczego nie zmienia, i tak nie można zobaczyć, co się znajduje za nim. Czytamy w „Kolurach”: „Od całej tajemnicy dzieliły mnie tylko drzwi, nie zamknięte na klucz. A jednak nie mogłem przez nie zajrzeć”. Mroźny przeciąg przejmuje do kości. Między zwątpieniem i nikłą nadzieją panuje bardzo wysokie napięcie i właśnie jego efektem jest ta twórczość. Zapytany o to, co jego zdaniem czyni poezję poezją, Holan odparł: „Nie waham się powiedzieć, że tym czymś jest atmosfera metafizyki, tylko w niej żyje myśl karmiona całym istnieniem człowieka”.





 












 

 

 

     

     

     

     

     

     

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl