|
Miłość
Jak dotrzeć do „tak”?
Jan Gondowicz
„Od tygodnia byli zaślubieni. Osiągnęli to nie bez trudu, bo jej rodzina była bogatsza i wyższego stanu niż jego. Ale tych dwoje – on miał teraz dwadzieścia cztery lata, ona dziewiętnaście – przez lat dziesięć tak uparcie trwało w swym zamiarze, że na koniec jej dumni rodzice musieli dać na to zgodę. Młodzi byli niewymownie szczęśliwi. Do przeszłości już należały potajemne spotkania i sekretne miłosne listy, skrapiane łzami. Wobec Boga i ludzi stanowili jedno. Mogli chodzić pod rękę w biały dzień i jeździć tym samym powozem. Mogli już tak chodzić i jeździć aż po kres swoich dni. Ich odległy raj zstąpił na ziemię i okazało się, na podziw, że wypełniają go najprotsze rzeczy zwykłego życia: żarty i psoty, śniadania i kolacje, psy, sianokosy i owce”.
Tak pięknie pisze Karen, baronowa Blixen, w opowieści „Pierścień”, i tak to wyglądało w dawnych dobrych czasach, które skończyły się gdzieś w okolicy wybuchu Wielkiej Wojny. Rzecz jasna, bywały i takie narzeczeństwa, jakie znamy z biografii Kierkegaarda czy Kafki. Do dziś jednak, odgrywając ustalone na zawsze role w nieśmiertelnym spektaklu zalotów, oświadczyn i ślubów, ścigamy tamten właśnie, utracony ideał.
Raz jeden zdarzyło mi się otrzeć w tych kwestiach o doskonałość – przed tyloma laty, że tę historię mogę śmiało nazwać zmyśloną. Owej zimy wypadło mi przedłużyć o kilka dni pobyt w wyziębłym po noworocznym tłumie schronisku. Pod wieczór jedna ze znajomych wciągnęła mnie do lodowatej czeluści opuszczonej kuchni turystycznej.
– Słuchaj – rzekła zniżonym głosem. – Jak myślisz, wyjść za niego? Właśnie mi się formalnie oświadczył.
„Jego” znałem od lat. Przystojny, utalentowany, ambitny. Oboje pochodzili z dobrych inteligenckich rodzin. Zamożne, sąsiadujące domy.
– Skąd te wahania? – spytałem. – O ile wiem, znacie się od przedszkola. Ojcowie przyjaźnią się od przedwojny. Wszyscy zawsze widzą was razem. No, i wspinacie się tylko ze sobą, a to jest tak, jakby zjeść wspólnie beczkę soli.
– Wszystko to prawda – odparła. – On mi się wciąż podoba. Nie myślałam nigdy o innym chłopaku. Imponuje mi talentem. W górach czuję się przy nim bezpieczna. I domyślasz się pewnie, że żyjemy ze sobą.
– O co więc chodzi?
– Tylko o jedno – stwierdziła głucho. – Widzisz, on mnie tak strasznie leje...
Wkrótce potem wzięli huczny ślub w jednym z kościołów warszawskiej Starówki. Po czym rzeczy potoczyły się tak, jak się zapewne Państwo spodziewają.
Nie wiem, czy książka może dać komukolwiek wiedzę, jak u progu dorosłości uniknąć podobnych perturbacji. Jednak dwie amerykańskie autorki, panie Wendy Goldberg i Betty Goodwin, są o tym przekonane bez reszty. Z tą myślą podsumowały przedślubne perturbacje dwudziestu ośmiu słynnych par z naszego niełatwego stulecia. Unikały przy tym postaci politycznie kontrowersyjnych, choćby ich droga do ślubnego węzła przebiegała zgodnie z przyjętymi normami. Stąd w dziele, noszącym podtytuł
„Zaloty i oświadczyny słynnych par”, nie odnajdziemy par tak słynnych, jak Hitler i Ewa Braun, Lenin i Nadieżda Krupska, Peron i Eva Duarte, Ceausescu i Elena, Marcos i Imelda. Może i lepiej. Ich miejsce zajęli bohaterowie magazynów ilustrowanych, z małymi wyjątkami w postaci państwa Freud, Sadat i pary królewskiej Jordanii.
Aby więc doprowadzić sprawę do pomyślnego skutku i uniknąć błędów, jakie poczyniła wyżej opisana para, należy, zgodnie z
„Wyjdź za mnie!” posłać ukochanej „Davida Copperfielda” (Freud), platynowy zegarek z brylantami (Scott Fitzgerald), namydlić wybrankowi schody, by się poślizgnął (Frida Kahlo), emanować pewnością siebie (Lyndon Johnson), abdykować (Edward VIII), zagrać główną rolę męską w
„Przeminęło z wiatrem” (Clark Gable), zaprosić ukochaną na wyścigi (Nat King Cole), dumać u stóp piramid nad swoją miłością do Egiptu (Anwar Sadat), zapakować podejrzaną o lewicowe sympatie koleżankę u wybranego (Ronalda Reagana), reewaluować (Coretta Scott, przyszła żona pastora Kinga) swoje filozoficzne przekonania, pochylić się nad szparagami i poprosić o randkę (John F. Kennedy), być najsłynniejszym baseballistą świata (Joe di Maggio), wysłać w roli swata księdza (Grace Kelly), wzbudzić zrazu intensywną niechęć (Paul Newman), uczuć wspólnie ten rodzaj bohaterstwa, jaki rodzi żołnierskie życie (gen. Colin Powell), zaryzykować bigamię (Sophia Loren), wstrzymać się przed uwiedzeniem nieletniej (Elvis Presley), zdobyć tytuł Miss Gujany (Shakira Baksh), mimo okularów z grubymi szkłami i zaniedbanych włosów posiadać wyraźny magnetyzm (Hillary Clinton), konsekwentnie odmawiać musztardy (Michael Douglas), urodzić się co do minuty tegoż dnia, co wybranka (Norman Mailer), przejść na islam (małżonka króla Jordanii), zdjąć w odpowiedniej chwili koszulę (Arnold Schwarzenegger), zdobyć na olimpiadzie srebrny medal (Florence Griffith), przyjąć nie bez oporów pięciokaratowy brylant (Demi Moore), ofiarować kremowego rolls-royce’a (Wayne Gretzky), być w wieku 61 lat największym playboyem świata (Hugh Hefner) i należeć do rodziny, która zatruła toksycznymi odpadami pół kraju (małżonka cesarza Japonii). Najlepiej wszystko naraz. To jedyna gwarancja, że wszystko się ułoży.
WENDY GOLDBERG i BETTY GOODWIN: „Wyjdź za mnie! Zaloty i oświadczyny słynnych par”, przeł. Barbara Sławomirska,
„Signum”, Kraków 1997.
Jan Gondowicz – krytyk literacki i filmowy, tłumacz i wydawca. Ostatnio opublikował
„Zoologię fantastyczną uzupełnioną” (1995).
|