Wisława Szymborska

 

Danie miesiąca polecają

 

 

Stanisław Lem

Chciałbym orędować na rzecz książki Saula Bellowa, której polskiego przekładu, poza fragmentami publikowanymi dwukrotnie w „Odrze”, na razie nie ma. Nazywa się ona „Planeta pana Sammlera”, „Mr. Sammler’s Planet”. Bohater główny pochodzi z Polski, jest polskim Żydem, i w atmosferze części polskiej czuje się, że powstała w oparciu o wiadomości z drugiej ręki. Mimo to uważam, że jest to jedna z dwóch powieści, za które się autorowi Nobel należał. Druga, przetłumaczona już na polski, to „Henderson król deszczu”; gdy ją czytałem, zdumiewałem się, że taki Amerykanin potrafił się wcielić i wejść duchem w przedziwne sprawy afrykańskie. „Planeta pana Sammlera” dlatego jest taka dobra, że znaleźć w niej można to, co ja osobiście najbardziej w literaturze cenię: mianowicie widok na cały świat, na kulę ziemską, na ludzkość. Wołam więc wraz z „Odrą” o polskiego wydawcę i oby głos mój nie padł na głuche uszy...

Saul Bellow, „Mr. Sammler's Planet”.





 

 





Elżbieta Lempp

Chociaż sama jestem zwolenniczką fotografii, jaką uprawiali Stieglitz, Cartier-Bresson i Kertész, z prawdziwą przyjemnością obejrzałam wystawę „Fotografia: Wehikuł sztuki – tworzywo sztuki”, która „została pomyślana jako spotkanie artystów wizualnych wywodzących się z różnych generacji i pochodzących z różnych krajów” (14 artystów polskich i 5 zagranicznych). Są tam „instalacje plenerowe” Jana Bujnowskiego, rocznik 1934. Dla ich autora fotografia jest „techniką zapisów obrazów rzeczywistości”. Potwierdza to ściana 96 zdjęć domków działkowych z desek, blachy i papy, które dużo mogą powiedzieć o swoich właścicielach. Wojciech Prażnowski, rocznik '49, pokazał stare fotografie w nowym opakowaniu. Podarte, złożone z kawałeczków, zapakowane w powiązane sznureczkami paczuszki wystawił w gablotach. Interesująca jest też jego seria „Tribute to...”. „To Kosiński” – fotografia drewnianej skrzynki wielkości człowieka z napisem „The Painted Bird. Made in Poland”. „To Grass” – fotografia blaszanego bębenka na kółkach. Konrad Kuzyszyn, rocznik '61, wystawił obiekty fotograficzne z cyklu „Człowiek wobec pytania o sens istnienia”. Podświetlone barwne fotografie wielkości orzecha włoskiego, pokazujące dorosłego człowieka zwiniętego w postać embriona, fragmenty ciała (oko, ucho, stopa, piąstka) zainstalowane na końcach rur wrzuconych w otwór pieca... Zwiedzającym wystawę towarzyszy powtarzający się motyw; muzyka z głębi oceanu?

„Fotografia: Wehikuł sztuki – tworzywo sztuki”, Bunkier Sztuki, Kraków.





 




Elżbieta Lempp

Chociaż sama jestem zwolenniczką fotografii, jaką uprawiali Stieglitz, Cartier-Bresson i Kertész, z prawdziwą przyjemnością obejrzałam wystawę „Fotografia: Wehikuł sztuki – tworzywo sztuki”, która „została pomyślana jako spotkanie artystów wizualnych wywodzących się z różnych generacji i pochodzących z różnych krajów” (14 artystów polskich i 5 zagranicznych). Są tam „instalacje plenerowe” Jana Bujnowskiego, rocznik 1934. Dla ich autora fotografia jest „techniką zapisów obrazów rzeczywistości”. Potwierdza to ściana 96 zdjęć domków działkowych z desek, blachy i papy, które dużo mogą powiedzieć o swoich właścicielach. Wojciech Prażnowski, rocznik '49, pokazał stare fotografie w nowym opakowaniu. Podarte, złożone z kawałeczków, zapakowane w powiązane sznureczkami paczuszki wystawił w gablotach. Interesująca jest też jego seria „Tribute to...”. „To Kosiński” – fotografia drewnianej skrzynki wielkości człowieka z napisem „The Painted Bird. Made in Poland”. „To Grass” – fotografia blaszanego bębenka na kółkach. Konrad Kuzyszyn, rocznik '61, wystawił obiekty fotograficzne z cyklu „Człowiek wobec pytania o sens istnienia”. Podświetlone barwne fotografie wielkości orzecha włoskiego, pokazujące dorosłego człowieka zwiniętego w postać embriona, fragmenty ciała (oko, ucho, stopa, piąstka) zainstalowane na końcach rur wrzuconych w otwór pieca... Zwiedzającym wystawę towarzyszy powtarzający się motyw; muzyka z głębi oceanu?


„Fotografia: Wehikuł sztuki – tworzywo sztuki”, Bunkier Sztuki, Kraków.

 

 




 




Aldona Mickiewicz

Z wielkim upodobaniem słucham ostatnio znakomitego wykonania utworu XVII-wiecznego kompozytora, Alessandro Stradelli „L’anime del Purgatorio”. Rzecz dzieje się w Czyśćcu. Dusza – On (Richard Wistreich), dusza – Ona (Evelyn Tubb) a także chór dusz wykłóca się z Lucyferem, użala na „niebiańskie okrucieństwo”, wzywa pomocy. Pastwiący się nad nimi Lucyfer (David Thomas) traci animusz w chwili przybycia Anioła (Emma Kirkby). W anielsko-diabelskim dialogu to Anioł zdaje się być okrutny i głuchy na prywatne skargi Lucyfera, użalającego się na niewspółmierność winy (jeden, jedyny grzech!) i kary wiecznego wygnania. Muzyczna bajka otwiera przed nami wielkie obszary wyobraźni, poruszonej dodatkowo faktem, że dwa lata po napisaniu utworu, awanturnik Stradella, w wieku 37 lat, ginie w pojedynku o kobietę na Piazza Bianchi w Genui.

Alessandro Stradella, „L’anime del Purgatorio”, The Consort of Musicke, dyr. Anthony Rooley, Columns Musica Oscura, 1994.









 





 

 

 

     

     

     

     

     

     

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl