|
Wisława Szymborska
„W tym roku już sam nie wierzyłem w tę nagrodę”
Jędrny, soczysty i konkretny
Z Andersem Bodegardem,
tłumaczem poezji Wisławy Szymborskiej na język szwedzki,
rozmawia Magdalena Pramfelt-Orzegowska
MAGDALENA PRAMFELT-ORZEGOWSKA: –
Dlaczego zaczął Pan tłumaczyć literaturę polską?
ANDERS BODEGARD: – Moje kontakty z Polską nie zaczęły się od literatury. Przyjechałem do Krakowa jako językoznawca, lektor języka szwedzkiego. Wybrałem się tam w ciekawym pod względem politycznym momencie, bo w czasie
„Solidarności”. Żeby zrozumieć, co się wokół mnie działo, zacząłem czytać teksty polityczne i poezję. Sięgnąłem m.in. po
„Etykę Solidarności” ks. Józefa Tischnera i „Tygodnik Powszechny”, który zgodnie ze specjalną umową odbierałem regularnie z działu dystrybucji. Wtedy też poznałem Wisławę Szymborską. Zacząłem przekładać, ale nie po to, żeby publikować – pomagało mi to zrozumieć czytane teksty. Po powrocie do Szwecji nadal utrzymywałem polskie kontakty, współpracując z Polakami i Szwedami na rzecz Polski, a jednocześnie stopniowo przechodziłem na
„czystą literaturę” – tłumaczenia wierszy i prozy literackiej.
– Który z polskich autorów sprawił Panu najwięcej kłopotu?
– Szymborska, choć jednocześnie jest taka lekka, zabawna i tańcząca... Bardzo trudny był też Gombrowicz; zwłaszcza na początku pracy, kiedy szukałem szwedzkiego odpowiednika gombrowiczowskiego idiomu językowego. Właściwie do tej pory sam nie wiem, jak to się robi – jest to sprawa dźwięku, rytmu. Ciężko też było przy trzecim tomie
„Dzienników”, w którym Gombrowicz – po powrocie do Europy – zaczyna powoli umierać. Jest to bardzo tragiczny ton, tragiczny tekst... i na mnie wpłynął też tragicznie. Podobnie jak aktor, tłumacz musi wczuć się w tekst, nad którym pracuje. Z drugiej strony trzeba zachować zdrowy dystans, a w przypadku Gombrowicza nie zawsze to robię...
– Szwedzki i polski to pod każdym względem różne języki; które z różnic są przy tłumaczeniu najważniejsze? Czy to, że w szwedzkim jest kilkanaście samogłosek, a w polskim odwrotnie – przeważają spółgłoski?
– To podstawowa różnica w brzmieniu! Szwedzkie samogłoski są zresztą dla Polaków trudne do wymówienia, a polskie spółgłoski – prawie niemożliwe dla Szwedów. Przywiązuję do fonetyki wielką wagę. Słyszę słowa, które tłumaczę i które brzmią zupełnie inaczej po polsku niż po szwedzku. Pamiętam, jak podczas seminarium o literaturze imigrantów największy kurdyjski poeta wyszedł z płaczem, gdy usłyszał swoje wiersze po szwedzku.
Krytyk Bo Stromstedt uważa, że szwedzki może i powinien być jędrny, piękny, soczysty i zarazem konkretny... Ale ten język potrafi też być suchy i nudny. Jako język chrześcijański ma pewną specyfikę. Otóż Nowy Testament został przetłumaczony podczas reformacji, kiedy założono, że obowiązkiem każdego będzie czytanie i znajomość jego fragmentów na pamięć. Żeby sprostać tym wymogom, autor przekładu, Olaus Petri, użył języka, który był zrozumiały dla wszystkich. W ten sposób prostota i klarowność czy nawet pewna ludowość stały się podstawowymi właściwościami naszego języka. Mimo późniejszych wpływów niemieckich i francuskich, podstawą języka literackiego pozostało zdanie o prostej budowie.
Za najważniejsze słowo w języku szwedzkim uważam spójnik „och”, czyli po polsku
„i”, który ma ogromne znaczenie, również graficzne. Zabrzmi to jak lekcja gramatyki, ale opowiem o moich kłopotach tłumacza. Przez to, że w szwedzkim przeważają zdania główne, a nie podporządkowane, tak jak w polskim, spójnik
„och” musi być często używany. Kapuściński, opowiadając w
„Imperium” o swoim dzieciństwie, pisze prostym, prawie dziecięcym językiem, ale i tak jest to o wiele bardziej skomplikowana składnia niż szwedzka. Żeby oddać wierność zamysłu Kapuścińskiego, musiałem ją jeszcze bardziej uprościć, używając często spójnika
„och”, choć w tekście polskim nie ma tak dużo „i”.
– Stwierdził Pan na łamach dziennika „Dagens Nyheter”, że o Polsce niewiele się w Szwecji pisze. Czy żeby doczekać się zainteresowania prasy szwedzkiej, potrzebne są spektakularne wydarzenia, jak na przykład Nobel dla Wisławy Szymborskiej?
– Szwecja mało interesuje się Europą, w szczególności Wschodnią; jest tak od czasów wojny. Zamerykanizowaliśmy się dość wcześnie. Nie mamy już korespondenta radiowego w Berlinie, podczas gdy w Stanach Zjednoczonych jest dwóch. Od stycznia wysłannika Szwedzkiego Radia nie będzie już w Warszawie. Niepokoi mnie takie odwrócenie relacji.
85 procent tłumaczeń na szwedzki stanowi literatura anglojęzyczna... Na tym tle literatura polska wypada nie najgorzej. Ma się lepiej niż, powiedzmy, czeska. Chciałbym jednak, by było więcej kontaktów, w szczególności między młodymi literatami i wierzę, że takie będą. Ważne, że dziś istnieją możliwości, by nowe pokolenia pozbyły się uprzedzeń. W latach 60. polska sztuka; film, ale też literatura, cieszyły się zainteresowaniem Szwedów. Zainteresowanie zmniejszyło się w latach 70., choć jednocześnie bardzo intensywne stały się kontakty teatralne. Wszystko to osłabło po stanie wojennym, ale od siedmiu lat dużo się zmienia na korzyść. Bergman wystawia Gombrowicza, można obejrzeć sztukę Abakanowicz, pamiętamy kilka przedstawień Mrożka w Sztokholmie.
– Jak szeroko znana była poezja Wisławy Szymborskiej w Szwecji przed Nagrodą Nobla?
– Szerszą publiczność zaczęła Szymborska zyskiwać od roku '80, ale tłumaczona była w Szwecji już wcześniej. Słynny slawista, nieżyjący już profesor Nils Ake Nilsson umieścił kilka Jej wierszy w wydanej w '60 roku antologii polskiej literatury
„Naga twarz”. Parę lat później 6 świetnych tłumaczeń opublikowali krytyk i slawista Erik Mesterton oraz poeta Erik Lindegren. W ten eksluzywny sposób Szymborska zaistniała poza gronem polonistów. Później, w roku '80, slawista Per Arne Bodin oraz poeta i wydawca Roger Fjellstrom wydali książkę
„Nigdy dwa razy”, która, choć pochopnie zrobiona, zawiera też kilka dobrych tłumaczeń. Okazała się zresztą sukcesem, wywołując zainteresowanie szwedzkich poetów. Wielbicielami Szymborskiej stali się Werner Aspenstrom i Agneta Pleijel, którzy napisali zresztą o niej wiersze. Aspenstrom zatytułował swój
„Jeśli Ona z Polski mogłaby teraz tu być”. Agnetę Pleijel zainspirowała słynna fotografia Joanny Helander, na której Szymborska pali papierosa.
W roku '86 ukazał się tom „Ludzie na moście”. Rzuciliśmy się nań, walcząc o to, kto tę książkę powinien przetłumaczyć na szwedzki. Miałem szczęście, wygrałem. Moje tłumaczenie całości tego tomu weszło w skład obszerniejszego wyboru, który zatytułowałem
„Utopia”. Trzy główne wydawnictwa nie wyraziły jednak zainteresowania tymi wierszami.
„Utopia” ukazała się dopiero trzy lata później, w małej oficynie FIB:s Lyrikklubb.
Wydarzeniem stał się przyjazd poetki do Szwecji, w '93 roku. Szymborska czytała wiersze w Sztokholmie, spotykała się z czytelnikami. Teraz jest już lubiana, może nie przez przeciętnego Szweda, ale dostaję listy i telefony na temat Jej poezji. Czytają ją i będą czytać jeszcze więcej.
– Czy uhonorowanie Szymborskiej było w Szwecji zaskoczeniem?
– Jej nazwisko od dawna wymieniane było wśród kandydatów do Nagrody Nobla. Już piąty rok z rzędu redakcje zwracały się do mnie o gotowość, na wypadek, gdyby to Szymborskiej Akademia przyznała wyróżnienie. Jej wiersze były zresztą czytane przez członków Akademii w przekładach nie tylko na szwedzki, ale też na niemiecki – Karla Dedeciusa i angielski – głównie Stanisława Barańczaka. Przygotowałem i rozesłałem swoje nowe tłumaczenia, choć w tym roku już sam nie wierzyłem w tę nagrodę. Akademia postąpiła odważnie, po raz pierwszy nagradzając poetkę, która pisze tak niewiele. Ale cóż znaczy ilość w porównaniu z jakością!
Bo Stromstedt uważa, że język szwedzki może być jednocześnie: jędrny (stark), piękny (skon), soczysty (syrlig) i konkretny (konkret). Przymiotniki te doskonale określają język, jakim Anders Bodegard przełożył na szwedzki wiersze Wisławy Szymborskiej. Świetny jest też w jego tłumaczeniu wydany ostatnio
„Relief” – zbiór poezji Tadeusza Różewicza. Zastanawia przy tym i zadziwia rozpiętość zainteresowań Bodegarda, który tłumaczył Witolda Gombrowicza, Ryszarda Kapuścińskiego, Józefa Tischnera, Adama Michnika, Bronisława Geremka, Lecha Wałęsę, Adama Zagajewskiego, Pawła Huelle i Teresę Torańską, a z języka francuskiego prozę literacką, głównie dwóch autorów: Jean Rouauda i Patricka Chamoiseau z Martyniki. Bodegard ma 52 lata, mieszka w Sztokholmie.
M.P.-O.
|