Wisława Szymborska



Liczba pojedyncza


Małgorzata Baranowska 


To jest złudzenie, że twórczość Szymborskiej jest niewielka. To, że ogłosiła zaledwie 200 wierszy w dziewięciu tomikach, nie świadczy o niczym, ponieważ zakres tej poezji jest ogromny. Sama mówi, że dąży do tego, żeby każdy wiersz był osobnym światem, niezależną, wykończoną całością. Oczywiście, to też jest utopia, ale utopia, która może się sprawdzić tylko w sztuce. I to raczej w poezji. Szymborska w każdym swoim wierszu na nowo odczytuje świat.

Jest taki sposób kształcenia na uniwersytetach amerykańskich, „creative reading”, uprawiany, na przykład, w kształceniu pisarzy. U nas też się pojawia. „Creative reading” to znaczy twórcze czytanie (połączenie tego pojęcia z poezją Szymborskiej zawdzięczam Zbigniewowi Benedyktowiczowi, który sam zainteresowany tą metodą uprawia ją ze swoimi studentami). Wisława Szymborska od początku stara się uprawiać twórcze odczytywanie świata w jego różnorodnych przejawach, w jego licznych językach.

JĘZYK HISTORII
Jednym z głównych języków, przy pomocy których Szymborska odczytuje rzeczywistość, jest historia. Oprócz starożytnych Greków i Rzymian są w jej wierszach również plemiona przez nich podbite; jest druga wojna światowa, są inne wydarzenia. Aż się roi od historycznych szczegółów, często drobiazgów, nabierających w wierszach Szymborskiej znaczenia specjalnego. Często historia niepostrzeżenie zmienia się w antropologię. W poezji nie trzeba tylu słów, co w nauce. Jakiś drobny rys, jakiś niewielki szczegół może służyć wielkiej syntezie poetyckiej. Na przykład taki „skrót myślenia antropologicznego” o człowieku wszystkich czasów i kultur: „z tym kółkiem w nosie, w tej todze, w tym swetrze”.
Wystarczy wyruszyć poza ograniczenia czasu i wyobraźni. Z wiersza „Głosy”:

Ledwie ruszysz nogą, zaraz jak spod ziemi
Aboryginowie, Marku Emiliuszu.

W sam środek Rutulów już ci grzęźnie pięta.
W Sabinów, Latynów wpadasz po kolana.
Już po pas, po szyję, już po dziurki w nosie 
Ekwów masz i Wolsków, Lucjuszu Fabiuszu.
[...]
Jedno miasto, drugie, sto siedemdziesiąte.
Upór Fidenatów. Zła wola Felisków.
Ślepota Ecetran. Chwiejność Antemnatów.
Obraźliwa niechęć Labikan, Pelignów.
Oto co nas łagodnych, zmusza do surowości
za każdym nowym wzgórzem, Gajuszu Kleliuszu.


Wszystko to służy do syntezy, do znalezienia nowego języka dla opisywania świata. Szymborska wytwarza niesamowitą przestrzeń, pełną zapomnianych przez nas mieszkańców wszystkich epok i plemion.
Myśląc o tym, zawsze pamiętam, że ona jest kolekcjonerką. Jak twierdzi, nigdy nie miała co prawda dużych kolekcji, ale musiała świadomie wybierać coś z większej ilości rzeczy podobnych. Weźmy pod uwagę, że zbiera pocztówki. Wybrać z tego mnóstwa wcale nie jest tak łatwo. Trzeba wiedzieć dużo o wszystkim, znać język pocztówek, żeby móc się na jakiś wybór świadomie zdecydować.
Więc jednym z języków twórczo odczytywanych przez Szymborską jest język historii. Kolejnym – język baroku, razem z językiem francuskim, który musi znać świetnie, żeby tłumaczyć poetów francuskiego baroku, i oczywiście z językiem poetyckim, bo przekłada na język poezji polskiej.
Szymborska zna również język muzyki, mimo że jej wiersze nie odznaczają się tym, co się zazwyczaj za muzyczność uważa. Przypomnijmy tu wiersz „Koloratura” – pełen kojarzących się z muzyką szczegółów. Zacytujmy dwie zwrotki:

Człowieka przez wysokie C 
kocha i zawsze kochać chce,
dla niego w gardle ma lusterka,
trzykrotnie słówek ćwiartki ćwierka
i drobiąc grzanki do śmietanki
karmi baranki z filiżanki
filutka z filigranu.

Ale czy dobrze słyszę? Biada!
Czarny się fagot do niej skrada.
Ciężka muzyka na kruczych brwiach
porywa, łamie ją wpół ach – 
Basso Profondo, zmiłuj się, 
doremi mane thekel fares!


Fantastyczne, prawda? To połączenie kilku języków: i opera, i historia, i „onomatopeiczny dialekt poezji”, a nawet cytat z Biblii. Ona chyba stale się uczy świata, choć nic o tym nie mówi. W każdym razie podpatruje go ciągle i podsłuchuje.

Istny człowiek
Już w tomie „Wołanie do Yeti” okazało się, że Szymborska jest poetką antropologiczną. Pierwszy zauważył to wtedy chyba Sandauer.
Ale jej cały sposób widzenia świata jest antropologiczny. Chodzi o to, że ona zawsze widzi j e d n e g o człowieka. U niej ten jeden człowiek jest jednym z wielkiej liczby ludzi ze wszystkich czasów, ze wszystkich miejsc, po prostu – z ludzkości. Dlaczego waham się użyć słowa ludzkość? Ponieważ to właśnie był błąd, który popełniła w młodości – uważała, że ważniejsza od pojedynczego człowieka jest ludzkość, czyli zbiorowość. Później się okazało, że nawet samo pojęcie ludzkości jest utopijne, a co dopiero jej w całości uszczęśliwienie. Szymborska, przemyślawszy tę sprawę, cały czas zajmuje się tylko tym jednym z wielkiej liczby. Jednocześnie przechodzi drogę, którą przechodzi nowoczesna antropologia: od rzeczy egzegetycznych, dalekich i dawnych do współczesnych i najbliższych sobie.
Ona idzie ze współczesnością, śledzi ważne wydarzenia w codzienności – za najważniejsze osiągnięcie człowieka w XX wieku uważa lądowanie na Księżycu. Teraz, już po Noblu, zauważyłam, że różni ludzie, chcąc ją uczcić i zbliżyć się do jej poezji, zamieszczają w różnych pismach wiersze Szymborskiej. I tak: mogą to robić matematycy, bo mają „Liczbę Pi” i „Wielką liczbę”; mogą to robić socjologowie, bo mają „Wielką liczbę” i „Istnego człowieka”; dla archeologów jest „Archeologia”. O historykach nie wspomnę, bo właśnie historia wydaje się głównym tworzywem jej wierszy. Ale tych głównych tworzyw jest wiele. To, że śledzi różne dziedziny nauki, widoczne jest najbardziej w „Lekturach nadobowiązkowych”.
Ciekawe jest to, że ten jej antropologiczny początek wiaże się z wierszem zatytułowanym „Z nie odbytej wyprawy w Himalaje”, z tomu „Wołanie do Yeti” (1957). Szymborska zwraca się do Yeti po to, aby mu opowiedzieć o ludziach, traktuje go tak, jak w filmach s-f traktuje się przybyszów z obcych planet:

Yeti, niżej jest środa,
abecadło, chleb
i dwa a dwa to cztery,
i topnieje śnieg.
Jest czerwone jabłuszko
przekrojone na krzyż.

Yeti, nie tylko zbrodnie
są u nas możliwe.
Yeti, nie wszystkie słowa
skazują na śmierć.

Dziedziczymy nadzieję – 
dar zapominania.
Zobaczysz, jak rodzimy
dzieci na ruinach.

Yeti, Szekspira mamy.
Yeti, na skrzypcach gramy.
Yeti, o zmroku
zapalamy światło.


Szymborska – tak jak w wierszu „Allegro ma non troppo” zabiega drogę życiu, tak tu – zabiega drogę Yeti. To jednocześnie parodia kontaktów ludzkości z obcymi cywilizacjami i rzecz zupełnie poważna, próba wytłumaczenia ludzkości. Tak, jak sumieniem w jej poezji bywają małpy, tak tutaj jest nim Yeti – stworzenie fantastyczne. I to jest właśnie skrót widzenia świata, jakie miała ówczesna antropologia, nastawiona na jakąś zupełnie obcą kulturę półmityczną czy mityczną.

PAMIĘĆ I ZAPOMNIENIE
W twórczości Szymborskiej są różne fazy. W ostatnim tomiku, z 1993 roku, jest wspaniały wiersz, który dał tytuł całości – „Koniec i początek”. I w nim świetnie widać tę codzienność, zwyczajność życia jednostki wobec wielkich wydarzeń ludzkości – po wojnach ktoś musi sprzątnąć – twierdzi poetka, a rzeczywistość niepostrzeżenie przeradza się w coś innego. Jakby powtórka była istotą historii, porządku świata, istotą codzienności. Dziwna historia, do której należy i pamięć, i zapomnienie. Właściwe wszystkim plemionom? Wszystkim poszczególnym ludziom?

Ktoś z miotłą w rękach
wspomina jeszcze jak było.
Ktoś słucha
przytakując nie urwaną głową.
Ale już w ich pobliżu
zaczną się kręcić tacy,
których to będzie nudzić.
[...]
Ci, co wiedzieli o co tutaj szło,
muszą ustąpić miejsca tym,
co wiedzą mało. 
I mniej niż mało.
I wreszcie tyle co nic.


Możemy myśleć antropologicznie o wszystkim, co wokół. Antropologia zbliżyła się do nas samych. Tę drogę zrobiła również historia. Z wielkich spektakularnych wydarzeń przeniosła swe zainteresowania na codzienność życia ludzi, na bliskie im przedmioty i obyczaje. Ale człowiek historyczny zawsze pozostaje w niewoli wiedzy o argumentach walczących w kolejnych wojnach stron. Sam jest stroną. Człowiek widziany przez pryzmat antropologii, tak jak go widzi poetka, nawet ten jeden, domyślamy się, że jednak i on śmiertelny, zyskuje w tej poezji wymiar ogólności i wieczności.

DOBRY STOSUNEK DO ŚWIATA
Jeden z wielkiej liczby – w kosmosie Szymborskiej dotyczy to nie tylko człowieka – ludzi, ale i zwierzęcia – zwierząt. Dotyczy tego jednego motyla, który ma własny cień (czyli każdego motyla), małpy, żaby, komara, konika polnego. Odnosi się do żyjącego, jak i poetka, w świecie, w naturze. Wszędzie. Także w zwykłym, właściwie niezauważalnym krajobrazie.
Wywiad z 7 paździemika 1996 r. w „Gazecie Wyborczej” Anna Rudnicka i Tadeusz Nyczek zaczęli w ten sposób:
„A.R.,T.N.: – Jechaliśmy tu do ciebie autem z Krakowa do Zakopanego... Było tak ślicznie. Jesień, nareszcie słońce, tyle kolorowych liści i innych chabazi przy drodze... Nie mogliśmy się powstrzymać, żeby nie pozbierać ich dla ciebie.
W. Sz.: – Gdzie się to podziało?
A.R.,T.N.: – Tam na dole, w jadalni, w tej potwornej kwiaciarni gdzieś utonęło...
W. Sz.: – Śliczne było. . .
A.R.,T.N.: – Myśleliśmy jadąc, żeby porozmawiać właśnie o czymś takim... Bo Nobel, twoje z tym problemy, radość i kłopot, to wszystko oczywiście wspaniałe, ale tak tu siedzimy w pokoju, trochę ciasno, ty na krześle, my na łóżku, przed chwilą pyszne pierogi... A jesteś jedyną poetką rzeczy nieważnych, które są ważne. Takie liście i chabazie też są w twoim pisaniu ważne.
W.Sz.: – Chciałabym leciutko zakwestionować stwierdzenie, że jestem jedyną poetką od tego. Zapominamy o cudownym Białoszewskim. Jego poetyka była oczywiście zupełnie inna. Ale ogromnie lubiłam go czytać i szanowałam go. Może właśnie dlatego, że miał takie oko na szczegóły i potrafił z nich robić rzeczy wręcz trudne do pomyślenia dla zwykłego człowieka. To jest to. No, jeśli ja uchodzę za osobę, która właśnie żyje taką małą obserwacją, detalem, to nie będę protestowała, bo tak jest”.
I właśnie tutaj jest taka ważna sprawa, mianowicie że Białoszewski i Szymborska mają ten niesamowity stosunek do rzeczy nieważnych. Wydawałoby się, że jest między nimi duża odległość, bo nie myśli się o Białoszewskim jako o pisarzu filozoficznym, choć czyni się tak niesłusznie. Ale każdy mówi o Białoszewskim, że pisze językiem codziennym i o Szymborskiej, że pisze językiem codziennym. A oni są na jakichś krańcach sztuki. Nie są zupełnie podobni. Mają tylko wspólny ten dobry stosunek do świata: są jego częścią, nie wywyższają się ani swego znaczenia nie pomniejszają.

wielkie szczęście widzieć wydrę
Oboje mają też niezwykły stosunek do cudowności. Wiadomo, że Białoszewski napisał wiele ballad i sprowadził ten gatunek do codzienności. O tym, co zrobiła z balladą Szymborska, już tu było. Bardzo się ucieszyłam z tego, że ona tak mówi o Białoszewskim w tym wywiadzie. Muszę go jeszcze raz zacytować.
W tej rozmowie Szymborska mówi, że „świat naprawdę w jakimś sensie jest zachwycający”, a Anna Rudnicka i Tadeusz Nyczek dopowiadają: „I ma nad nami pewną przewagę, którą ty często opisujesz, że jest jedyny, naprawdę wolny. My się zniewalamy, fundujemy sobie granice i inne cenzury, a tam wszystko sobie hula jak chce. Wiatr, jaskółka i nawet kret”.
I odpowiedź Szymborskiej bardzo charakterystyczna. Mianowicie mówi tak: „Mnie się wydaje, że jednak zwierzęta żyją w o wiele większej niewoli... Takie ptaki: bez przerwy w locie w poszukiwaniu muchy, bo one muszą tyle zjeść, ile ważą. Potworność. Ssaki mają lepiej: poleżą, pośpią i mają wolne chwile poza zaspokajaniem głównych potrzeb. Miałam kiedyś wielkie szczęście widzieć wydrę. Bardzo cudowne zwierzątko. Rzadkość. Złapie sobie taka rybę i połknie, i potem ma, cholera, czas na wylegiwanie się na kamieniu, pobaraszkowanie, czas na zabawę. Naprawdę zabawę! Zje i pogrzeje się w słońcu. Więc można powiedzieć, że wydra jest już o wiele bardziej wolna. A ptak – nic. Tylko przedłużać gatunek. W naszym pojęciu to przerażające trochę. A kot się bawi. Ktoś powie, że to ćwiczenia zaplanowane przez naturę, żeby zaprawiać do życia. Niemniej to zabawa, czuje się radość, swobodę”.
„Wygląda, że nie zazdrościsz naturze jej wolności?” – pytają Rudnicka i Nyczek. „Nie, o nie” – odpowiada Szymborska. „Nie chciałabym być na miejscu... W ogóle jest bardzo ciężko się z jakimś bytem zamienić”.
No więc tak. Szymborska ma naprawdę rzadki stosunek do zwierząt – rzadki nie tylko w Polsce, rzadki w ogóle, bo nawet ci, co deklarują wielką miłość do zwierząt, nie zawsze umieją znaleźć taką miarę w hierarchii człowiek – zwierzę. Natomiast Szymborska po prostu zachowuje się w stosunku do zwierząt w sposób naturalny. Ona obserwuje zwierzęta i zawsze chyba o nich myśli. I to nie tylko w wierszach, ale również w jej „Lekturach nadobowiązkowych”, gdzie znalazłam taki fragment – recenzję książki Güntera Tembrocka pod tytułem „Głosy zwierząt. Wprowadzenie do bioakustyki”. Kto właściwie, jaki poeta czyta sobie o bioakustyce? Sądząc z tego, że to wydało PWN, jest to książka raczej trudna do przeczytania dla poety. No i dobrze. A Szymborska ją czyta i pisze tak: „Możliwość wychwytywania ultradźwięków pozwala wychwycić głosy tych zwierząt, które do tej pory uchodziły za nieme. Możliwość zapisywania głosów na taśmie magnetofonowej pozwala je dużo subtelniej rozróżniać i klasyfikować. Okazało się, że młody krokodyl kwili już w skorupce. Że słonie mają słuch absolutny, którym – jak gdzieś przeczytałam – nie mogli się pochlubić ani Wagner, ani Czajkowski. Że w obrębie jednego gatunku ptaków powstają lokalne dialekty. Że żaby kumkają w tercetach. Przemówiły ryby. Objawiła się ludzkości cała gadatliwość delfinów, nie wspominając już o szczurach, które są szczególnie wymowne w dźwiękach nieuchwytnych dla naszego ucha”.
Mówiąc prawdę, to chyba żaden dorosły człowiek, który ma ustalony zawód i status społeczny, tak sam z siebie nad kwilącym w skorupce krokodylem się nie zastanawia. Zostawia to dzieciom, poetom, biologom. I na tym to polega. Poezja Szymborskiej żywi się życiem. Żywi się szczegółem.

zrobić z oczywistości niezwykłość
Zwierzęta pełnią w poezji Szymborskiej najrozmaitsze funkcje. Czasem są sumieniem ludzkości, tak jak dwie małpy Bruegla, albo maską człowieka, maską uczuć, tak jak kot w pustym mieszkaniu. Albo są po prostu sobą – zadziwiające, ale również jak kot w pustym mieszkaniu – i to trzeba rozumieć dosłownie. Dla niej zwierzę nie jest ani rzeczą, ani człowiekiem, to osobny byt. Takim bytem może być również skała, rzeka czy obłok, ale zwierzęta mają jakby wybijające się osobowości na tle natury w tej poezji. Są także jednym z najważniejszych przejawów samego życia. W nadzwyczajnym wierszu „Allegro ma non troppo”, który jest pochwałą życia – dosyć przewrotną pochwałą życia, trzeba przyznać, Szymborska pisze:

Jesteś piękne – mówię życiu – 
bujniej już nie można było, 
bardziej żabio i słowiczo,
bardziej mrówczo i nasiennie. 

Staram się mu przypodobać,
przypochlebić, patrzeć w oczy.
Zawsze pierwsza mu się kłaniam
z pokornym wyrazem twarzy. 

Zabiegam mu drogę z lewej, 
zabiegam mu drogę z prawej,
i unoszę się w zachwycie, 
i upadam od podziwu.

Jaki polny jest ten konik,
jaka leśna ta jagoda – 
nigdy bym nie uwierzyła, 
gdybym się nie urodziła!


To jest jeden z tych wierszy Szymborskiej, w których ona próbuje takie rytmy naiwne, a w gruncie rzeczy skomplikowane. Ma podwójne znaczenie: z jednej strony trochę w tym wierszu ironii, ale jednocześnie zachwyt jest prawdziwy, poważny. A ironia dotyczy istnienia samego. I znów wychodzą charakterystyczne dla jej poetyki cechy: rozbijanie związków – trwałych – między wyrazami. Pokazywanie czegoś, co jest zwykłe, w sposób niezwykły. Konik polny jest nazwą zwierzątka, „polny” to część nazwy, a nie cecha. Z „leśną jagodą” podobnie. Szymborska jeszcze raz z oczywistości robi niezwykłość. Bujna przestrzeń życia jest dla poetki przestrzenią wspólną ludzi, zwierząt i roślin. W eseiku o Pitagorasie z „Lektur nadobowiązkowych” Szymborska pisze: „Po Pitagorasie przetrwało tylko (ładne mi »tylko«) jego słynne twierdzenie. I na dokładkę pewna myśl, która pod niebem Europy wypowiedziana została po raz pierwszy: »Wszystkie istoty żywe są ze sobą spokrewione«”
Ta właśnie myśl wydaje się przenikać poezję Szymborskiej.


Tekst powyższy jest fragmentem książki Małgorzaty Baranowskiej „Tak lekko było nic o tym nie wiedzieć... Szymborska i świat”, która ukaże się nakładem Wydawnictwa Dolnośląskiego.







 












 

 

 

     

     

     

     

     

     

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl