Kłopoty to moja specjalność



Przewrócony kieliszek


Marcin Świetlicki 


Jedna maleńka scena (a raczej ułamek sceny, scena w scenie) z filmu ,,Casablanca” zapadła mibardzo głęboko w pamięć. I nie chodzi tu o jakieś szczególne umiejętności aktorskie Bogarta, ani o jakąś specjalną kultowość tej postaci. Drobiazg, który nie wiadomo co znaczy.
Niemcy przyszli zaaresztować Petera Lorre (człowieka o najbardziej wyłupiastych oczach na świecie) – w knajpce Ricka zrobiło się wielkie zamieszanie, kobiety piszczą itd. I wkracza Bogart, przeprasza klientów za bałagan, uspokaja rozhisteryzowanych. I w tym momencie widać na ekranie jego mały, prawie niezauważalny gest – nieznacznym ruchem ustawia przewrócony kieliszek.
I, prawdę mówiąc, lubię ten film za tę scenę.
,,Casablanca” jest dziełem koszmarnym, gdyby przykładać do niej kryteria sztuki wysokiej. Słodycz Ingrid Bergman i nieprawdziwość postaci, którą gra Bogart. Obrzydliwa muzyka. Niezbyt inteligentny scenariusz (sporo dobrych dialogów, ale to niczego nie załatwia).
Jedynym wytłumaczeniem mojej wielkiej miłości do filmu ,,Casablanca” jest wyłącznie ten drobny gest Bogarta, postawienie przewróconego kieliszka.
Cokolwiek miałoby to oznaczać.










 












 

 

 

     

     

     

     

     

     

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl